sobota, 25 listopada 2017

Bullet Ballet (Shinya Tsukamoto, 1998)

W latach 90., a szczególnie w drugiej połowie dekady, dużym problemem w Japonii stał się gwałtowny wzrost przestępczości wśród młodzieży. Nazywani teamers, dorastający Japończycy za dnia byli grzecznymi synami i córkami, poszukiwali pracy oraz uczęszczali do szkół lub na studia, nocą zaś zdejmowali maskę przyzwoitości i okrutnie bili napotkanych salarymanów, kradli, organizowali bijatyki między gangami, zażywali narkotyki. Brak odkrycia definitywnego źródła tej niespodziewanej brutalności doprowadził do poświęcenia tej kwestii licznych dywagacji, w które włączyła się także sztuka. Dominowało przekonanie, że pękająca bańka ekonomiczna sprawiła, iż młodzież przestała odczuwać sens życia w poświęcaniu się pracy, społeczeństwu czy rodzinie. Widząc, że i tak nie zapewnia ono godziwych warunków bytu i szczęścia, pozbawieni innych możliwości wyrazu swoich frustracji, dawali im upust poprzez przemoc oraz destrukcyjne zachowanie.

Shinya Tsukamoto, podobnie jak wielu innych filmowców, również zainteresował się tą kwestią. Przede wszystkim sam fakt, że on sam nigdy nie zachowywał się jak młodzież lat 90., bardziej niż cokolwiek innego uzmysłowił mu, że pochodzi z poprzedniego, starszego pokolenia. Jeszcze do niedawna młody filmowiec, rozpoczynający karierę, Tsukamoto nagle stał się 37-letnim mężczyzną. Problem stał się dla niego pretekstem do pokazania różnic i rywalizacji pokoleniowej, rozliczenia się z upływającym czasem, zrewidowania tematów i poglądów, które były obecne w jego poprzednich produkcjach. Napisanie scenariusza do filmu nie szło mu jednak łatwo, tworzył go ponad rok, wciąż niezadowolony z rezultatów. W sukurs przyszli mu sami teamers: Tsukamoto został napadnięty i okradziony przez grupkę młodzieży. Nieprzyjemne wydarzenie spędził częściowo w strachu, częściowo skrzętnie przyglądając się zachowaniu agresorów, by móc przelać je na język kina.

Decydując się po raz pierwszy w swojej karierze na całkowicie realistyczny klucz, Tsukamoto wrócił do czarno-białej taśmy i surowo-mechanicznego wyglądu całości. Filmowi nadał tytuł Bullet Ballet (1998), po czym podążył w kierunku, który zaprowadził go do celu, jakiego sam się nie spodziewał. Protagonistą produkcji jest salaryman Goda (Tsukamoto), postać częściowo inspirowana samym Tsukamoto(1), częściowo Toshim Sugiyamą(2). Jego zwyczajne, poukładane życie ulega nagłej atrofii, gdy w mieszkaniu Gody samobójstwo popełnia jego dziewczyna Kiriko, zabijając się strzałem z rewolweru .38 Special. Wydarzenie jest szokujące nie tylko ze względu na sam fakt popełnienia tego czynu, lecz również z powodu wykorzystania do niego broni palnej, którą w Japonii jest niezwykle ciężko zdobyć.

Goda, po tym traumatycznym wydarzeniu, sam zaczyna odczuwać zatracanie sensu istnienia, powodowane pojawieniem się w nim nagłej świadomości własnej biernej, ślepej egzystencji. Budzi się w nim obsesyjne pragnienie poznania motywacji Kiriko, do upragnionego celu ma go zaś doprowadzić wspomniany .38 Special. Mania na punkcie zdobycia broni przeradza się w chroniczne poszukiwanie jej na wszelkie możliwe sposoby, a im większe cierpienie mu one przynoszą, tym większa staje się jego konsekwencja. Upatruje on szansy na odkrycie przyczyn decyzji Kiriko - jak i możliwości pomocy sobie samemu - nie tylko w broni palnej, lecz również w młodej Chisato (Kirina Mano): autodestrukcyjnej członkini brutalnego gangu młodzieży, którzy biją i okradają Godę, gdy zapędza się w kolejną niebezpieczną uliczkę. Dziewczyna wydaje się być skazana na zagładę. Kierowana autodestrukcyjnymi impulsami, stojąca nad przepaścią niejasnej przyszłości, jawi mu się jako reprezentacja jego własnej partnerki. Tym razem Goda nie ma jednak zamiaru być nieświadomym widzem po fakcie samobójczej śmierci. Zrobi wszystko, by pomóc dziewczynie, nawet jeśli oznacza to działanie wbrew jej woli. Ta kolejna obsesja ściąga na niego następne pokłady cierpienia, tym razem zadawane ze strony grupy młodzieży, traktującej przemoc jak zabawę. Godzie nie przeszkadza jednak własna udręka. Wręcz przeciwnie, napędzany bólem, zaczyna wychodzić z otępienia, w jakim znajdował się jako trybik w społeczeństwie. Kierowany nowoodkrytymi żądzami oraz desperacką chęcią odnalezienia sensu istnienia, nie zaprzestaje nękania młodocianego gangu, jak i poszukiwań ulotnego .38 Special. W maniakalnej pogoni za bronią Goda wkracza do najpodlejszych dzielnic, zadaje się z alfonsami i gangsterami, staje się świadkiem morderstwa. Teraz musi tylko cały ten ból, cierpienie, przemoc i destrukcyjne skłonności, które są tak wokół niego, jak i w nim samym, przekuć w coś pozytywnego – jeśli jest to w ogóle możliwe.

Rewolwer stanowi zarówno dla niego, jak i dla widza klucz do brutalnego świata, zamkniętego w nocnych klubach, opuszczonych stacjach metra i bocznych uliczkach; świata skąpanego w niepewnym, błyskającym świetle elektrycznym, znajdującego się wśród industrialnego rozkładu; świata, o którym Goda wcześniej nie miał najmniejszego pojęcia, że istnieje. Tworzą go w większości sfrustrowani ludzie, którzy nie mieli do czynienia z prawdziwym okrucieństwem i przemocą. Sięgają więc po brutalność, która jest dla nich dostępna, lecz nie jest w stanie przynieść im żadnej długotrwałej satysfakcji, igrają bowiem z czymś, czego dobrze nie znają. Tsukamoto dokonał małego wglądu w ten świat już w Tokyo Fist (Tōkyō-ken, 1995), w Bullet Ballet zanurza się jednak w niego niemal całkowicie. Idealnym miejscem dla jego istnienia stało się Tokio końca lat 90. - miasto stanowiące – jak stwierdza przywódca młodocianego gangu, lucyferyczny Idei (Tatsuya Nakamura) – nierzeczywisty sen. Tsukamoto poświadcza to oniryczne wrażenie zarówno za pomocą czarno-białej palety barw, która zdaje się tu pełnić trojaką funkcję, jak i stopniowego zatracania się postaci w swoich pragnieniach i powiększania ich zagubienia, w którym być może będą mogli w końcu odnaleźć własną drogę.

Paradoksalnie jednak to Chisato jest najsilniejszą z postaci, czego nikt z protagonistów nie jest w stanie zauważyć. Choć często lawiruje na niebezpiecznej granicy, nigdy jej nie przekracza. Wgląd w życie Gody jest dla niej impulsem do zmian na lepsze, nawet jeśli sama nie jest tego świadoma. Ostatecznie to ona, podobnie jak Kazuru z poprzedniego filmu Tsukamoto, staje się oparciem dla mężczyzn, którzy ukrywają swoją słabość w napadach agresji. Goda, jak i Gotō (Takahiro Murase) – jeden z liderów gangu, kierowany na ścieżkę zdeprawowania przez Ideiego – odnajdują siebie i swoją drogę dzięki jej osobie. Niewątpliwie pomaga im fakt gwałtownego uświadomienia sobie, że zabawy z przemocą, jakkolwiek brutalne by one nie były, są zabawą, która z łatwością może przerodzić się w coś o wiele bardziej poważnego i niebezpiecznego. Gdy do siedziby gangu przychodzi weteran drugiej wojny światowej, którego syn został zabity przez jednego z członków grupy, okazuje się, że nie mieli oni najmniejszego pojęcia, czym tak naprawdę jest cierpienie. Prawdziwa siła i wytrwałość wykute są w ekstremalnym otoczeniu, gdzie każdy dzień jest walką o przetrwanie. Wychowana w przyjaznych warunkach, brutalnie buntująca się przeciw błahostkom młodzież jest jedynie zagubionym, słabym psychicznie tworem, stojącym na granicy załamania.

Tsukamoto jest jednak daleki od pesymizmu czy nihilizmu. Choć momentami może się wydawać inaczej, to twórca pokazuje, że z destruktywnymi popędami można zmierzyć się z pozytywnym rezultatem. Należy odnaleźć ich źródła, przestać się bać, znaleźć odpowiednią perspektywę i zrobić krok naprzód. Droga ta nie jest łatwa do przebycia i wielu na niej polegnie, lecz ci, którzy przetrwają, mają szansę ruszyć ku lepszej, świetlanej przyszłości.

Tsukamocie nie udało się natomiast, do czego sam się przyznaje, wypełnić podstawowego zamiaru, jaki przyświecał mu podczas rozpoczęcia prac nad filmem. Pokazanie różnic pokoleniowych między młodocianymi przestępcami a salarymanem pozostało niezrealizowane. Zatarły się one niemal całkowicie i obie generacje, jak się okazało, mają żywe i tak samo bezsensowne inklinacje w kierunku korzystania z przemocy. Wchodząc w strukturę relacji między postaciami i próbując nakreślić jak najpełniejszy wizerunek psychologiczny swoich bohaterów, twórca Bullet Ballet zauważył podobieństwo tam, gdzie miała znajdować się odmienność. Choć z pewnością zachowanie czy środowisko, w jakim oba pokolenia się wychowały, są inne i trudno o wzajemne zrozumienie, to obu generacjom brakuje dziejotwórczego wydarzenia, które miałoby miejsce za ich życia i zdefiniowałoby je. Pokolenia przed Tsukamoto przeżyły horror drugiej wojny światowej, zostały wykute w skrajnie okrutnym świecie i musiały zmienić go w lepszy. To one były naprawdę silne i ich walka była prawdziwą tragedią, która wielu z nich nigdy nie złamała. Tsukamoto poświadcza tę myśl wzmiankowaną sceną przybycia weterana do siedziby gangu. Te chęci pokojowej koegzystencji zaczęły się w społeczeństwie zacierać, tak jak i wojna zaciera się w ogólnej pamięci i powoli staje się dla wielu tylko kolejną informacją w książkach do historii. Tsukamoto upatruje w tym fakcie ogromne zagrożenie dla całego świata, który może zapomnieć o przeszłych tragediach i pozbawiony wyobraźni ruszy w kierunku kolejnej katastrofy. Stąd też, jako artysta, czuje się współodpowiedzialny za przypominanie, czym jest prawdziwy koszmar wojny, lecz jest to już temat na przyszłe recenzje jego produkcji.

Bullet Ballet stanowi trzeci z rzędu niezależny film Tsukamoty, zrealizowany po fiasku Hiruko The Goblin (Yōkai hantaa – Hiruko, 1990). Stąd ponownie to on pełnił wszystkie najważniejsze funkcje na planie. Oprócz napisania scenariusza i wyreżyserowania, odpowiadał również za montaż, scenografię, produkcję oraz zagrał główną rolę. Większość pozostałych aktorów to zaś nowe twarze w przemyśle. Dziewiętnastoletnia modelka Kirina Mano wcieliła się w postać Chisato. Perkusista rockowy Tatsuya Nakamura zagrał rolę demonicznego Idei, a debiutant Takahiro Murase odegrał Gotō.

Za muzykę w filmie odpowiadał ponownie Chū Ishikawa, który po pracy nad filmami Tetsuo: The Iron Man (1989) i Tetsuo II: Body Hammer (1992) stworzył własny zespół inspirowany industrialnym wydźwiękiem tych produkcji, nazwany Der Eisenrost. Zespół wykonał muzykę do filmu, skomponowaną przez Ishikawę, oddającą chaotyczny, mechaniczny świat Bullet Ballet. Ten transmitują również efekty dźwiękowe, nadnaturalnie głośno oddające dotykanie metalicznych elementów broni czy stukania zębów o rewolwer. Sceny Gody z bronią przy włączonym telewizorze, na ekranie którego pojawiają się zapętlone obrazy zniszczeń i wojen(3), nabój w zębach, kojarzący się ze światem Tetsuo, fetyszystyczne wręcz podejście do broni palnej czy w końcu własna imitacja .38 Special, stworzona przez Godę, przypominająca nieco światy Davida Cronenberga, tworzą zapadające w pamięć obrazy oraz stanowią ostateczne podkreślenie onirycznego, industrialnego i chaotycznego świata, do którego wrzuca nas Tsukamoto.

Wrażenie zagubienia protagonistów Tsukamoto oddaje też za pomocą wielu ujęć kręconych z ręki, podczas których rozedrgana kamera stanowi dla niego idealne narzędzie. Dychotomię światów przedstawionych podkreśla natomiast czarno-biała paleta barw – czarna, mroczna i posępna w jednym, biała, świetlista w drugim świecie. Odcienie szarości tymczasem perfekcyjnie podkreślają metaliczne obsesje Gody. Metalowy pistolet, jak i industrialne otoczenie zawsze bowiem prezentują się perfekcyjnie w czarno-białej taśmie.

Bullet Ballet jest zatem punktem przełomowym w karierze Tsukamoty. To ostateczne uświadomienie sobie wejścia w dojrzałość i punkt, w którym fizyczna strona protagonistów zaczyna oddawać miejsce psychice. Ich ciała już nie mutują i nie eksplodują w fizjonomicznych transformacjach. I choć przemoc cielesna jest tu wciąż obecna, to prawdziwa zmiana dokonała się w sposób pokojowy. Po tym też filmie Tsukamoto zrobi sobie przerwę od kina niezależnego, a czarno-białą paletę barw zastąpi soczystymi kolorami.

Korekta pierwszej wersji: Dagmara Moszyńska

(1) Tsukamoto i Goda mają tyle samo lat, poza tym Goda wykonuje pracę przy reklamach telewizyjnych, tę samą, którą wcześniej wykonywał twórca filmu.

(2) Toshi Sugiyama był szanowanym i pomysłowym twórcą reklam telewizyjnych, działającym w latach 70. Zdobył uznanie poprzez bardzo wesołe, optymistyczne i wypełnione dużą ilością humoru reklamy. Mając 37 lat popełnił samobójstwo.

(3) Scena, w której broń Gody (oraz jednostkowa tragedia) zyskują alegoryczny wymiar.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz