czwartek, 24 stycznia 2013

Fando y Lis, Alejandro Jodorowsky, 1968.

Groteska, sadomasochizm, pedofilia, desakralizacja, papież grany przez kobietę, zombie w błocie, erotyczne staruszki, bondage, gwałt, kanibalizm. Fando i Lis nadal, po niemal 45 latach od powstania, nie jest łatwy w odbiorze i nie przebiera w środkach, by wyrazić ekstremum duchowego i mentalnego rozwoju bohaterów. Film skupia się dwójce tytułowych protagonistów, którzy otoczeni ruinami świata szukają mitycznego miasta Tar. On ma skłonności narcystyczne i musi przejść przez całą masę prób zwiedzenia go z obranej ścieżki, ona jest sparaliżowana, niewinna i nieco infantylna. W ten sposób obraz staje się parabolą poszukiwania własnej tożsamości. Odkrycia w sobie właściwych proporcji egocentryzmu i poświęcenia, kobiecości i męskości, sadyzmu i masochizmu.
 

Ying hung boon sik II, John Woo, 1987.

Za to gdy w ruch rusza broń palna, a postacie rozpoczynają wymianę amunicji i materiałów wybuchowych, wtedy reżyser naprawdę pokazuje na co go stać. Nie obędzie się bez eksplodujących samochodów, strzelanin z mnogą ilością przeciwników, scen w wąskich korytarzach. Zobaczymy też świetny pojedynek jeden na jednego, który przepisuje walki kung-fu z filmów wuxia na gangsterskie kino akcji, zapewniając widzom emocjonujące sceny. Ponadto Lung Ti, który osiągnął sławę dzięki scenom walk wręcz w produkcjach typu Tien ya, ming yueh tao (znany też jako The Magic Blade, 1976), ma tutaj okazję podnieść miecz i pokazać, że nie zapomniał, jak go użyć, by pozbyć się kilku przeciwników w bardzo szybkim czasie.
 

Ying hung boon sik, John Woo, 1986.

Widać więc wyraźnie, że w produkcji pojawia się także spora doza sentymentu za dawnymi, prostszymi czasami, kiedy wiadomo było, komu można ufać, honor kierował poczynaniami przestępców, a przyjaciele nie wbijali sobie noża w plecy. Ten okres, pokazany w radosnych scenach początkowych, znika jednak bezpowrotnie. John Woo pokazuje, że nastąpiła zmiana. Każdy może być zły, każdy może zdradzić, a akcja jest bardziej agresywna, nieprzewidywalna i widowiskowa. Mimo to „stara gwardia” wychodzi ostatecznie na powierzchnię i pokazuje, że nawet w czasach zgnilizny mentalnej ludzka godność i szacunek liczą się najbardziej.
 

Masters of the Universe, Gary Goddard, 1987.


Recenzja rozpoczyna się krótką notką biograficzną dot. Dolpha Lundgrena.

Produkcja została stworzona na podstawie linii zabawek firmy Mattel oraz serialu animowanego o chwalebnym He-Manie, który krzyczy od czasu do czasu I have the power!, jeździ na szablozębnym tygrysie i walczy przeciw okrutnemu Szkieletorowi, który chce zostać władcą Eternii, a później całego wszechświata. Stąd też tytuł filmu.

Więcej: http://www.noircafe.pl/wladcy-wszechswiata/

The Quatermass Experiment, Rudolph Cartier, 1953.

[...] zaproponowany przez Nigela Kneale’a sześcioodcinkowy serial od początku nosił znamiona produkcji rewolucyjnej. Przede wszystkim dążono w nim do stworzenia kinowego wrażenia, a przy tym odżegnywano się od hollywoodzkich produkcji, które były zbyt często przerostem formy nad treścią, szczególnie jeśli chodzi o tematykę science-fiction. Z podobnym dystansem traktowano magazyny pulpowe i komiksy. To zainteresowanie wspomnianym gatunkiem nie było bynajmniej przypadkowe. Początek lat 50. był, jak wiadomo, złotym okresem kina fantastyczno-naukowego, zapoczątkowanego w głównej mierze przez Kierunek księżyc (reż. Irving Pichel) i Rocketship X-M (reż. Kurt Neumann) w 1950 roku. Ten okres trwał praktycznie całą dekadę i ograniczał się w zasadzie do obrazów pochodzących z Ameryki i będących w większości produkcjami niezbyt wysokich lotów (choć wielu z nich trudno zarzucić brak widocznej pasji twórców). The Quatermass Experiment rzucił wyzwanie tym filmom, prezentując ambitny w założeniach serial science-fiction stworzony w Wielkiej Brytanii i skupiający się nie tyle na fantastycznych wydarzeniach, co na ich wpływie na ludzi.
 

Universal Soldier: Day of Reckoning, John Hyams, 2012.

[...] nowy „Uniwersalny żołnierz” przechodzi przez różne stylistyczne transformacje. Rozpoczynamy oglądanie filmu, patrząc na świat z oczu głównego bohatera, który jest świadkiem zamordowania jego rodziny. Scena ta, wykonana bardzo szczegółowo i naturalnie, oraz błyskające, oślepiające światła w momentach ingerencji w umysły Unisoli nasuwają skojarzenia z „Wkraczając w pustkę” w reżyserii Gaspara Noego bardziej niż z jakimkolwiek filmem akcji. Hyams nie boi się również brutalności. Szczególnie objawia się ona w scenach walk, gdzie krew obficie tryska z ran, otoczenie jest demolowane niemal każdym uderzeniem, a gdy w ruch idzie broń, wtedy odrąbanie palców czy części kończyn staje się normalnym procederem. I choć Van Damme nie zrobi tutaj szpagatu w wyskoku, a Lundgren nie porusza się z prędkością Ivana Drago, to obaj panowie wypadają w swoich scenach akcji wyjątkowo udanie. Przede wszystkim dlatego, że choreografia walk jest bardzo ciekawa, a mierzący się z nimi Adkins potrafi powalić okolicznych wrogów na wiele sposobów. Nie jest to, przy tym, kino rodem z Hongkongu, więc walki przede wszystkim są agresywne, a dopiero potem fantazyjne. Doskonale współgra to z ogólnymi wrażeniami mroku i przemocy goszczącymi w produkcji.

Więcej: http://www.noircafe.pl/universal-soldier-day-of-reckoning/
 
Appendix: Od czasu napisania powyższej recenzji, obejrzałem nowego UniSola jeszcze 4 razy i moja opinia o nim się poprawiła, choć i tak, jak widać w tekście, była bardzo pozytywna. Warto dodać, że postać grana przez Adkinsa zaczyna jako zwykły, szary obywatel, który powoli schodzi w mrok i podziemie swojej osobowości. W tym kontekście, rozegranie finału w podziemnej scenerii oraz umieszczenie Lundgrena i Van Damme'a pod powierzchnią ziemi jest świetną metaforą przemian zachodzących w samej fabule.

The Third Man, Carol Reed, 1949.

„Trzeci człowiek” rozpoczyna się obrazem zdewastowanego miasta i tego, jak wygląda w nim życie. Podczas poznawania kolejnych etapów fabuły coraz bardziej zagłębiamy się w ciele miasta. Mroczne ulice, złowieszcze ruiny, podejrzanie wyglądające budynki i zaułki, nieznane, tajemnicze drogi, złowrogie kanały itd. Wszystkie te miejsca pojawiają się w filmie choć raz i sprawiają, że czujemy jakby to miasto podejmowało najważniejsze decyzje, jakby było głównym antagonistą i główną ofiarą.

Więcej: http://www.noircafe.pl/trzeci-czlowiek/