sobota, 8 lipca 2017

Kino gatunkowe z Hongkongu, Chin i Tajwanu - 1970

Z roku na rok ilość wyprodukowanych filmów się zwiększa, toteż od tej pory będę uzupełniał serię, co kilka dni o 3-4 produkcje. Dzisiaj ruszam z rokiem 1970, który jest zdecydowanie bardziej obfity w ilość pozycji z kina gatunkowego, choć nie można powiedzieć, żeby znacząco przełożyła się ona na jakość.


The Twelve Gold Medallions (aka Twelve Golden Medallions)
Shi er jin pai
reżyseria i scenariusz: Cheng Kang
premiera: 07.01.1970
studio: Shaw Brothers

Obsada: Yueh Hua, Chin Ping, Cheng Miu, Lisa Chiao Chiao, Wang Hsieh, Huang Chung-Hsin, Yeung Chi-Hing, Ku Feng i inni.

The Twelve Gold Medallions był pierwszym filmem wuxia z okresu świetności Shaw Brothers, jaki oglądałem i tym samym stanowił dla mnie wstęp do produkcji z tego studia. Pierwszy seans wywarł na mnie spore wrażenie i choć kolejne spotkania z produkcją nieco ostudziły mój zachwyt, to wciąż uważam, że jest to jeden z ciekawszych przykładów swobodnego i wyważonego mieszania ideałów „nowej szkoły” wuxia z elementami shenguai. W przypadku rozrywkowo-fantastycznego podejścia do gatunku nader łatwo bowiem o chaos narracyjny, nie pozwalający czerpać przyjemności z pojedynków, gdy kolejni wojownicy bez ostrzeżenia sięgają po dziwaczne ataki, przez które cała hierarchia w Świecie Sztuk Walki wydaje się zbyt płynna i nie dająca możliwości wykreowania ani krzty suspensu.

The Twelve Gold Medallions na szczęście nie szarżuje zbytnio z elementami fantastycznymi oraz wprowadza wszystkich wojowników na wyraźnie zaznaczonych poziomach sprawności w sztukach walki, który nie zmienia do samego końca, każąc swoim bohaterom odnaleźć fortel, dzięki któremu uda się pokonać obligatoryjnego złego mistrza. Bohaterem filmu jest potężny szermierz, który wyrusza z misją zniszczenia tytułowych medalionów; jeśli bowiem choć jeden z nich dotrze do swojego celu, wtedy na naród spadnie wielka katastrofa. Sytuację komplikuje fakt, że narzeczoną szermierza jest córka złego mistrza, a on sam był nauczycielem protagonisty.

Produkcja zapisuje się w pamięci głównie z dwóch powodów: po pierwsze bardzo sprawnie prezentuje wszystkie główne wątki, a Cheng doskonale wykorzystuje charakterystyczne dla gatunku triki oraz język kinowy gatunku, celem szybkiego i efektownego wprowadzania wszystkich postaci. Po drugie, sceny akcji autorstwa Simona Chui Yee-Anga i Sammo Hung Kam-Bo, choć z powodu większej obecności elementów przejaskrawionych czasami mające nieco zbyt wiele cięć, są nader pomysłowe i zróżnicowane. Oglądamy tu pojedynki na miecze, atakowanie kapeluszami, uderzanie biczami, cięcia wachlarzami etc.; wykorzystanie niecodziennego oręża jest tutaj zjawiskiem naturalnym, a klasyczne dla wuxia siłowanie się na zdolności przed walką (w tym też w scenach karczmianych), jak zawsze prezentuje się świetnie. Na uwagę zasługuje także słodko-gorzki finał produkcji. Zalety te przełożyły się na sukces komercyjny produkcji, zarabiającej prawie milion i czterysta czterdzieści jeden tysięcy hongkońskich dolarów.

Największą jej wadą jest wątek romantyczny, nie tylko do bólu przewidywalny, lecz podobnie do innych wątków romantycznych z filmów Shaw Brothers także i tutaj kobieta okazuje się dość irytującą osobą, która nigdy nie czeka na wyjaśnienia, tylko decyduje o wszystkim na podstawie pierwszego wrażenia, co sprawia, że prezentuje się w najlepszym wypadku jako naiwna, w najgorszym jako zupełnie głupia. Poza tym wyjątkiem oraz wspomnianymi problemami w pokazaniu zdolności wszystkich wojowników, The Twelve Gold Medallions stanowi udany, promujący patriotyczne wartości film wuxia, idealny dla wszystkich miłośników gatunku.

 The Winged Tiger
Cha chu hu
reżyseria i scenariusz: Shen Chiang
premiera: 18.02.1970
studio: Shaw Brothers

Obsada: Chen Hung-Lieh, Tien Feng, Angela Yu Chien, Annette Sam Yuet-Ming, Fang Mian, Wei Pin-Ao, David Chiang, Law Hon, Tong Tin-Hei, Cheng Lui, Yuen Woo-Ping, Lau Kar-wing i inni.


Chen Hung-Lieh w jednej ze swoich najlepszych kreacji jako Latający Bohater Guo Jiou Ru wyrusza z misją odnalezienia manuskryptu zmarłego mistrza Świata Sztuk Walki w celu udzielenia wglądu do niego wszystkim zainteresowanym. Jeśli jednak jego zadanie się nie powiedzie i sekrety manuskryptu wpadną w niepowołane ręce, wtedy los ludzi na całym świecie będzie zagrożony. Aby plan Latającego Bohatera się powiódł musi on wpierw pokonać tytułowego Skrzydlatego Tygrysa – mistrza posiadającego fragment manuskryptu, przybrać jego tożsamość, po czym zinfiltrować dom złego mistrza Yina. Problemy powoduje fakt, że Skrzydlaty Tygrys miał poślubić córkę Yina, która zakochuje się w impostorze, nie potrafiącym pozostać całkowicie obojętnym na wdzięki pięknej kobiety. Nie pomaga mu również fakt, przebywania w posiadłości innych potężnych wojowników, planujących zdobyć manuskrypt dla siebie; wśród nich znajduje się Jadeitowa Twarz Bai Yun Sheng, w którego wcielił się David Chiang. W małych rólkach widz wypatrzy również Yuena Woo-pinga i Lau Kar-winga, choć za choreografię scen sztuk walki w The Winged Tiger odpowiedzialni byli nie oni, lecz słynny Chia-Liang Liu i Tong Kai.

Przy okazji omawiania produkcji z przełomu lat 60. i 70. wielokrotnie wspominam o repetycji pomysłów i stagnacji, w którą wpadło kino wuxia ze studia Shaw Brothers. The Winged Tiger wraz z kilkoma innymi produkcjami z 1970 roku udowadnia jednak, że wciąż w ramach zaproponowanego przez SB szablonu można było stworzyć interesujące pozycje. Omawiany film z pewnością nie jest osiągnięciem na miarę najsłynniejszych filmów Cheh Changa ani, tym bardziej, Kinga Hu, lecz stanowi nader udany przykład rozrywkowego kina wuxia, gdzie wszystkie części składowe są dozowane w idealnych niemal proporcjach. Intryga jest ciekawa i oferuje kilka zwrotów akcji, relacje między postaciami są żywo zarysowane, a wątki romantyczne – choć wciąż niemal identyczne, jak w innych ówczesnych filmach – nie próbują wybić się na pierwszy plan. Zaletą jest również udana synteza klasycznych tropów kina wuxia, takich jak źli mistrzowie, tajemny manuskrypt, praworządny bohater czy pomieszczenie najeżone pułapkami.

Oczywiście, po The Winged Tiger sięga się przede wszystkim ze względu na zawarte w nim sceny sztuk walki – te również nie zawodzą. Jak wskazują przydomki z pierwszego akapitu oraz sam tytuł filmu, mamy tu do czynienia z mnóstwem powietrznych akrobacji wplecionych w klasyczne sekwencje pojedynków. Dzięki temu nie tylko wyróżniają się na tle ówczesnych produkcji, lecz są niezwykle emocjonujące i efektowne. Duża w tym zasługa montażu, który – w przeciwieństwie do niejednej produkcji – nie próbuje sztucznie zwiększyć prędkości walk irytującymi cięciami. Ponadto twórcy zadali sobie trud pokazania niemal wszystkich akrobacji, a nie sugerowania najbardziej ekstrawaganckich z nich montażowymi sztuczkami, co również zasługuje na pochwałę. The Winged Tiger stanowi tym samym jedną z przyjemniejszych produkcji Shaw Brothers, którzy mimo szybkiej eksploatacji typowej dla wuxia tematyki, wciąż potrafią ją zaprezentować w ciekawy sposób.

Lady of Steel
Huang jiang nu xia
reż. Meng Hua Ho
Scenariusz: Liang Jen
Premiera: 27.02.1970
Studio: Shaw Brothers

Obsada: Cheng Pei-Pei, Hua Yueh, Huang Chung-Hsin, Jackie Chan i inni.

Cheng Pei-pei ponownie gwiazdą filmu wuxia. Tym razem wciela się w osieroconą przez brutalnych przestępców dziewczynę, którą przez przypadek odnajduje mistrz sztuk walki. Wytrenowana, po latach zostaje wysłana z misją wsparcia rebelii przeciw wysoko postawionym zdrajcom narodu. Prędko wychodzi na jaw, że w organizacji bohaterów znajduje się szpieg i zarazem morderca jej rodziców. Zanim będzie mogła się zemścić, dziewczyna z powodu podrobionych dowodów zostaje uznana za zdrajczynię, a jej jedynym sprzymierzeńcem okazuje się być potężny lider klanu żebraków.

Film – choć posiada kilka całkiem sprytnych zwrotów fabularnych – trudno określić inaczej niż średni. Choreografie walk są niezbyt wyszukane, co jednak nie jest wielkim zaskoczeniem. Mimo posiadania gwiazdorskiego statusu w kinie sztuk walki ciężko mi znaleźć produkcje, w których zachwyciłbym się scenami akcji z udziałem Pei-pei. Jako że jest ich w Lady of Steel dość sporo i stanowią one tutaj główną, choć momentami wątpliwą atrakcję, zdecydowanie zmniejszają przyjemność seansu. Fabuła jest ponadto przewidywalna i opiera się na utartych schematach, choć finalne starcie w zmiennych kolorach sztucznych ogni prezentuje się niewątpliwie atrakcyjnie pod względem wizualnym. Poza nim, film nie ma zbyt wiele do zaoferowania i stanowi raczej przykład przesytu rynku produkcjami wuxia, które znalazły się w potrzebie zastrzyku nowych pomysłów i nowej energii.

Brothers Five
Wu hu tu long
reż. Wei Lo
scenariusz: Ni Kuang i Wei Lo
Premiera: 26.03.1970
Studio: Shaw Brothers

Obsada: Cheng Pei-pei, Lieh Lo, Chang Yu, Yueh Hua, Sammo Hung Kam-Bo, Ku Feng i inni.

Wei Lo powraca z filmem pełnym wymyślnych scen sztuk walki, obecnych tu dzięki mistrzowskim niemal choreografiom Sammo Hunga Kam-Bo i Simona Chui Yee-Anga. Sceny akcji połączone są niestety wyłącznie nadzwyczajnie pretekstową fabułą i kilkoma nader kiczowatymi pomysłami. Wojowniczka Yen Hsing-kung pomaga zjednoczyć się 5 braciom rozdzielonym za wczesnego dzieciństwa, aby mogli zemścić się na grupie złoczyńców odpowiedzialnych za zabójstwo ich ojca. Zadanie byłoby dla dziewczyny niemal niemożliwe do spełnienia, gdyby nie fakt, że każdy z braci zdążył już „przypadkiem” wejść w konflikt z zabójcami zanim dowiedział się o tajemnicy z przeszłości. Dzięki temu „zbiegowi okoliczności” niedługo potem mogą razem trenować specjalną sztukę walki, z której „zrządzeniem losu” można korzystać jedynie w pięć osób.

Scenariusz zdecydowanie nie jest najmocniejszą stroną Brothers Five; twórcy zresztą niezbyt nawet starają się udawać, że jest inaczej; każdy pomysł fabularny ma na celu jedynie wprowadzenie kolejnej sceny walki. Te zaś wypadają zdecydowanie udanie, tym bardziej, że Pei-pei nie bierze udziału w najważniejszych starciach. Spodziewanym, lecz jakże udanym pomysłem jest to, że każdy z braci jest mistrzem walki innym orężem: mieczem, ostrzem w kształcie pędzla do kaligrafii, młotem kowalskim, metalową obręczą-kapeluszem (którym rzuca, jak później czynić to będzie Kung Lao w serii gier Mortal Kombat) i biczem wraz z rzucanymi sztyletami. Kiedy zaś sytuacja robi się naprawdę groźna bracia wskakują na siebie i jako „jedno ciało” gromią przeciwnika w niezamierzenie kuriozalnych scenach.

Film powinien zadowolić wszystkich miłośników oldschoolowych wuxia, którzy szukają w produkcjach różnorodnych starć. Choreografia jest interesująca, dynamika spora, więc pod tym względem Brothers Five nie zawodzi. Jest też sporo znajomych twarzy wśród bohaterów z Cheng Pei-Pei, Lieh Lo, Hua Yuei i Yuen Kao na czele. W mniejszej roli widz odnajdzie też młodziutkiego choreografa Sammo Hunga Kam-Bo.

Wandering Swordsman
You xia er
reż. Chang Cheh
Scenariusz: Ni Kuang
Premiera: 02.04.1970
Studio: Shaw Brothers

Obsada: David Chiang, Lily Li, Cheng Lui, Chang Pei-Shan, Wang Kuang-Yu, Bolo Yeung, Tung Li i inni.

David Chiang powraca w klasycznej dla siebie roli pełnego ideałów młodzieńca, którego naiwność okazuje się zgubna w merkantylnym świecie. W podobnej kreacji do niedawnego Have Sword, Will Travel i z nawiązaniami do postaci odgrywanych w filmach Changa przez Wanga Yu, Chiang wciela się tu w rolę tytułowego szermierza o niezwykłych zdolnościach sztuk walki. Spotykamy go gdy śledzi i podsłuchuje złodziei, bezszelestnie sunąc nad nimi w powietrzu. Po podsłuchaniu ich planu kradzieży, ostrzega ich przed jej wykonaniem, spotykając ich w charakterystycznej dla wuxia karczmie przed uczynkiem. Po tym, jak złoczyńcy i tak dokonują przestępstwa zabiera im cały łup, po czym oddaje przypadkowo spotkanym wieśniakom, którym powódź zniszczyła dobytek, samemu zostając bez grosza przy duszy. Brak pieniędzy zmusza go do ich zdobycia, niestety, mimo szczerych chęci prowadzenia honorowego konduktu nieświadomie wplątuje się w sieć przestępczych intryg.

Otwartość oraz zaciekawienie protagonisty zachodzącymi wokół niego wydarzeniami każe postrzegać go jako idealistę, nieprzygotowanego na ilość kłamstw i oszustw napotykanych w życiu. Jego postrzeganie świata staje się tym samym coraz bardziej krytyczne, lecz swoje cierpienie ukrywa za ironicznym uśmiechem, pomagającym mu udawać beztroskość. Gdy gubi się w samym centrum intrygi klanu złodziejskiego, planującego okraść pieniądze transportowane dla armii, staje niechcący celem dla bohaterskiego klanu praworządnych szermierzy. Nie będąc świadomym tożsamości żadnej ze stron konfliktu, Wędrujący Szermierz początkowo pomaga raz jednej, raz drugiej stronie konfliktu ostatecznie ściągając na siebie chęci zabicia go przez obie strony.

Mimo że Wandering Swordsman nie jest najwybitniejszym osiągnięciem Changa jest to zdecydowanie warty uwagi film dla wszystkim miłośników wuxia. Nie tylko mamy tu do czynienia z interesującą fabułą z ledwo tylko zarysowanym wątkiem romantycznym i klasycznym dla Changa finałem oraz sprawną reżyserią i udaną kreacją jednej z największych gwiazd hongkońskiego kina akcji Davida Chianga, lecz także z pomysłowymi i bardzo dynamicznymi choreografiami. Złodziejski klan wypełnia całkiem spora ilość złych mistrzów, a to oznacza sporą różnorodność stylów walki i używanego oręża, co zawsze stanowi zaletę w przypadku kina sztuk walki. 

The Golden Knight (aka Nine Golden Knights)
Jin yi da xia
reż. Feng Yueh
scenariusz: Feng Huang, I. Fang Yeh
Premiera: 14.04.1970
Studio: Shaw Brothers

Obsada: Lily Ho Li-Li, Kao Yuen, Fan Mei-Sheng, Shu Pei-Pei, Sammo Hung Kam-Bo i inni.



Kolejna klasyczna dla Shaw Brothers wuxia zabiera widza w poszukiwanie zamaskowanej postaci wykradającej manuskrypty nauczające potężnych zdolności sztuk walki. Prędko się jednak okazuje, że kradzieże są częścią skomplikowanej intrygi tajemniczego mistrza.

The Golden Knight ma zadatki na prawdziwie intrygujący film wuxia, lecz poprzez pospieszną realizację, liczne potknięcia narracyjne w ostatnich aktach, niezbyt wyróżniające się kreacje aktorskie oraz wyjątkowo rozczarowującą choreografię scen sztuk walki pozostaje w pamięci raczej jako produkcja o dość ciekawej intrydze, która padła ofiarą mniej niż przyzwoitego potraktowania. Warto tu zwrócić uwagę jednak na pomysły ze zmienianiem tożsamości, które widzowie mogą kojarzyć z chińskiego kina (ale też i japońskiego czy np. z serii Mission Impossible [szczególnie z filmu Johna Woo]). Źli mistrzowie sztuk walki ochoczo tu korzystają z masek zmieniających ich wygląd czy też z wyciętych – w scenach rodem z kina grozy – twarzy przeciwników, przybierając cudze tożsamości. Miłośnicy Sammo Hung Kam-Bo mogą też sięgnąć po film zainteresowani jego małą rólką.


 Heads for Sale
Nu xia mai ren tou
reż. Walter Chung Chang-Hwa
scenariusz: Yip Yat-Fong
Premiera: 06.05.1970
Studio: Shaw Brothers

Obsada: Lisa Chiao Chiao, Chan Leung, Wang Hsieh, Helen Ma Hoi-Lun, Chen Yan-Yan, Fan Mei-Sheng i inni.


Kolejna typowa wuxia, tym razem z ekstremalnie pretekstową fabułą. Z powodu nieporozumienia młoda mistrzyni sztuk walki atakuje swojego ukochanego, po czym wściekła odjeżdża. Młody mistrz udaje się na jej poszukiwania, podczas gdy kobieta wplątuje się w walkę z okolicznym gangiem, któremu przewodzi zły mistrz, czekający tylko na okazję by zemścić się na ukochanym dziewczyny.

Film co kilka scen wrzuca bohaterów w kolejne sytuacje, w których jedynym wyjściem jest walka, a żeby walki było jeszcze więcej co pewien czas – niezbyt przejmując się ciągiem przyczynowo-skutkowym – dorzuca kolejne postaci w osobie różnorakich mniejszych lub większych mistrzów, tylko po to, aby bohaterowie mieli kogo ciąć. Fabularnie przez to nie tylko produkcja prezentuje się dość rozczarowująco i nijako, lecz przez sporą część czasu jej protagonistka jest zwyczajnie irytująca. Winni za ten stan rzeczy są autorzy scenariusza, który zmusza ją do skrajnie nieraz głupich zachowań jedynie w celu sztucznego przedłużenia konfliktu. Ponadto tytułowych „głów na sprzedaż” – teoretycznie jednej z głównych atrakcji filmu – jest tylko jedna i pojawia się tylko w jednej krótkiej scenie. Sama głowa też nie jest szczególnie dla fabuły istotna.

Heads for Sale po operowym wstępie, prędko przeradza się w mało ambitne kino sztuk walki. Trzeba jednak przyznać, że wyraźnie widać, że twórcy włożyli sporo pracy w choreografie kolejnych starć. Walki są dynamiczne, postaci silne, dzięki czemu po ich ciosach i rzutach przeciwnicy przelatują przez całe pokoje i niszczą wystroje wnętrz. W ruch idzie też sporo różnego oręża oraz ukrytych, niehonorowych broni, choć ostatecznie wszystko – jak przystało na rasowe kino wuxia – zostanie zdecydowane za pomocą miecza.

Heads for Sale nie oferuje zatem zbyt wiele w kontekście fabularnym i nie ma szans na zainteresowanie osób nie przepadającym za gatunkiem. Miłośnicy klasycznego wuxia, a nadto miłośnicy Shaw Brothers powinni jednak docenić pomysłowe choreografie.

Swordswomen Three
Jiang hu san nu xia
reż. i scenariusz: Chiang Shen
Premiera: 05.08.1970
Studio: Shaw Brothers

Obsada: Essie Lin Chia, Shen Yi, Lieh Lo, Chang Yu, Violet Pan Ying-Zi, Huang Chung-Hsin, Fang Mian, Liu Wai i inni (w tym David Chiang jako extra).

Mimo tytułu, w rzeczywistości trzy dumnie prezentujące się na plakacie wojowniczki nie są zawsze w centrum akcji, co więcej nawet finalny pojedynek z głównym antagonistą odbywa się bez ich udziału. Jest to do pewnego stopnia zaletą produkcji, gdyż aktorki wyraźnie ustępują tu fizycznymi zdolnościami aktorom, przez co walki z ich udziałem prezentują się po prostu gorzej. A walki są tutaj – ponownie – jedynym motorem napędzającym film. Aby je pokazać wymyślono pretekstową, wyrugowaną z wszelkiej oryginalności, ale i satysfakcjonującą fabułę. Otóż zły i podstępny wojownik Chu Tien-Hsing (jak zwykle brawurowy Lieh Lo) pragnie, aby jego klan został uznany za mistrzów świata sztuk walki. W tym celu wykorzystuje fakt, że jest zaręczony z najmłodszą z tytułowych wojowniczek aby wykraść z ich posiadłości potężny miecz, którego jedna strona działa jak magnes, przez co przeciwnicy nie mogą używać w walce metalowego oręża. Wraz z trzema okrutnikami, Bezcienistym (zdeformowany, zawsze zamaskowany zabójca) i szpiegiem u rodziny Hsu – obecnych mistrzów – Tien-Hsing powoli zbliża się do celu. Przeciw niemu stają do walki syn mistrza Hsu (Chang Yu) i trzy żądne zemsty kobiety.


Mimo wyraźnej pretekstowości scenariusza, Chiang zmienia tory fabularne na tyle prędko, by w pełni zająć uwagę widza, ale nie na tyle szybko by wynikało to niepotrzebnym chaosem. Fabuła składa się z kilku następujących po sobie planów pokonania złego Tien-Hsinga i ich mniej lub bardziej udanej realizacji. W tym samym czasie oglądamy również powolne spełnianie się zamierzeń samego złoczyńcy. Oprócz Tien-Hsinga ciekawą postacią jest tutaj też Bezcienisty, w którego – gdy ma on założoną maskę – wciela się aktorka, co tym razem zostaje wykorzystane fabularnie, choć w dość kuriozalny sposób. Tym samym – niestety – intrygujący początkowo Bezcienisty ostatecznie zostaje wykorzystany do zasadzenia raczej naiwnej pułapki na złoczyńców. Szczęściem, większość planów naszych bohaterów nie wiedzie się zbyt dobrze, co pozwala na podtrzymanie suspensu, częstsze zmiany scenerii oraz większą ilość scen akcji. Te zaś prezentują się bardzo przyzwoicie; choreografie scen sztuk walk są tu autorstwa słynnego Chia-Liang Liu oraz Kai Tonga i zwykle nie zawodzą. Szczególnie udany jest finalny pojedynek w bambusowym lesie. Oczywiście został nagrany w studiu, więc rozmachu na miarę Dotyku zen tu brak, lecz w połączeniu z niemożnością używania normalnej broni przeciw Tien-Hsingowi oferuje on sporo ciekawych rozwiązań. Swordswomen Three to zatem film zdecydowanie warty obejrzenia dla wszystkich miłośników wuxia, szczególnie tych od Shaw Brothers, lecz – jak zwykle w takich przypadkach bywa – film, który raczej nie ma szans zainteresowania innych widzów.

The Enchanting Ghost
Gui wu li ren
reż. Chou Hsu-Chiang
Premiera: 20.08.1970
Studio: Shaw Brothers

Obsada: Chang Mei-Yao, Yang Li-Hua, Lui Ming, Got Heung-Ting, Lee Hung, Julie Lee Chi-Lun, Got Siu-Bo i inni.

The Enchanting Ghost wyróżnia się na tle ówczesnego katalogu ze studia Shaw Brothers jako horror wyraźnie inspirowany japońskimi filmami kaidan. Produkcja budzi przede wszystkim skojarzenia z propozycjami ze studia Shintoho, szczególnie tymi w reżyserii Nobuo Nakagawy ze szczególnym wskazaniem na słynną Opowieść o duchu z Yotsui (Tokaido Yotsuya kaidan, 1958).

Drugim, co się zwraca na siebie uwagę podczas oglądania filmu jest obsadzenie w jednej z głównych ról Yang Li-Hua. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że wciela się ona tutaj w uczonego młodego mężczyznę. Szczerze mówiąc przez dłuższy czas sądziłem, że wybór aktorski zostanie fabularnie wykorzystany (np. opętany przez żeńskiego ducha uczony zacznie nabierać kobiecych rysów), lecz nic takiego nie ma tu miejsca. Po prostu kobieta wciela się tu w młodego, biednego uczonego wygnanego z domu przez złego wujka i skorumpowanego oficjela. Nie mając gdzie mieszkać, zatrzymuje się on w uważanej za nawiedzoną posiadłości. Po kilku spotkaniach z „duchem” okazuje się, że w rzeczywistości natrafił na piękną dziewczynę, która ukryła się w domostwie wraz z umierającą matką po tym, jak zostały one zaatakowane przez bandytów. Młoda para postanawia się pobrać, lecz zamiast szczęścia zaznają tylko tragedię. Z powodu plotek oskarżających dziewczynę o bycie duchem oraz że uczony ma zamiar wstąpić na drogę prawną przeciw wujkowi i oficjelowi problemy zaczynają piętrzyć się przed zakochanymi.

Hsiang przez długi czas tworzy film, mający na celu trzymać widza w niepewności, co do istoty dziewczyny, powtarzając pytanie czy jest ona duchem czy może prawdziwym człowiekiem? Przy pierwszym spotkaniu z produkcją kilka razy można się zastanowić nad tą kwestią, co jest niewątpliwie zaletą. Jednak znacząco spowalnia ona akcję, przez co tak naprawdę ponad połowa filmu nabiera charakteru wstępu do właściwej historii. Pozbawiony wyraźnego fabularnego kierunku oraz szybko porzucający horrorowy anturaż, cechujący początkowe sceny film stopniowo zaczyna nużyć, a fakt, że zarówno mężczyzna i kobieta są grane przez aktorki wprowadza tu niepotrzebny dysonans*; nie tylko mężczyzna wydaje się bardziej kruchy niż żona, ale i nie może być mowy o jakichkolwiek zbliżeniach między nimi. Zamiast tego ich romans jest niesamowicie ckliwym, lecz zaprezentowanym na pół gwizdka pretekstem fabularnym do ostatniego aktu, w którym Hsiang przechodzi w rasowy, choć zdecydowanie anachroniczny horror zawierający na domiar złego kilka wyjątkowo kiczowatych scen. Fabuła nabiera tępa właściwie na ostatnie niespełna 20 minut, gdy dojdzie do gwałtu, otrucia i – w końcu – pojawienia się żądnego zemsty ducha, którego modus operandi jest identyczny, co aktywności duchów ze wspomnianych filmów kaidan. Jest to jednak zbyt mało, żeby uznać The Enchanting Ghost za produkcję udaną. Raczej stanowi ona ciekawostkę dla poszukiwaczy starszych horrorów z Azji.


*Po prawdzie, obsadzenie Chang być może pełni tu jakąś funkcję. Fakt, że uczony jest niewprawiony w sztukach walki i jest tak kruchy sprawia, iż – na jakimś poziomie przynajmniej – bez obrazy dla męskich protagonistów można go zaprezentować jako na tyle naiwnego, że daje się z łatwością podejść przeciwnikom i nie tylko jest w stanie uratować swojej żony, ale nie może nawet wymierzyć sprawiedliwości po jej śmierci; poza tym jest zupełnym przeciwieństwem wojowników zamieszkujących lwią część produkcji Shaw Brothers, co pozwala dodatkowo wyróżnić The Enchanting Ghost i jego bohatera spośród propocyzji studia. 

 A Taste of Cold Steel (aka The Purple Sword)
Wu lin feng yun
reż. Griffin Yueh Feng
scenariusz: Wong Baat-Yat
premiera: 16.09.1970
studio: Shaw Brothers

Obsada: Chang Yu, Yau Ching, Essie Lin Chia, Shu Pei-Pei, Huang Ching-Hsin, Ku Feng, Wu Ma, Hung Lau, Simon Chui Yee-Ang, James Tin Chuen, Sammo Hung Kam-Bo i inni.

Typowy przedstawiciel wuxia z Shaw Brothers; film rozpoczyna się nakreśleniem tragicznej historii, w wyniku której trzy siostry i ich kuzyn muszą wyruszyć do walki z wrogami rodziny. Stawką jest nie tylko honor w Świecie Sztuk Walki, lecz również potężny Purpurowy Miecz. Ich wróg zawiązuje sojusz z brutalnymi Pięcioma Tygrysami, którzy nie tylko przejmują kontrolę nad orężem, ale i nad całą przestępczą organizacją, tym samym wyrastając na głównych antagonistów produkcji. Co więcej, bandyci porywają jedną z sióstr, przez co reszta bohaterów musi prędko wymyślić plan zaatakowania bazy wroga.

Nie licząc sadystycznych skłonności złoczyńców A Taste of Cold Steel niezbyt zapisuje się w pamięci widza, który wchłonął już większość dotychczasowym propozycji studia. Fabuła nie jest niestety zbyt pomysłowa, a logiczne potknięcia znane z poprzednich produkcji Shaw Brothers są obecne także i tutaj. Większość scen akcji choć prezentuje się zadowalająco, to pozbawione są one większej innowacyjności. Mimo to warto zauważyć, że są one zwykle filmowane za pomocą dłuższych niż zwykle ujęć; stopniowo też stają się coraz bardziej dynamiczne, aż w ostatnich 15 minutach – gdy do filmu zostaje w doskonale zaaranżowanej scenie wprowadzony ostatni z mistrzów sztuk walki – eksplodują zdecydowanie świetnymi starciami. Finalne walki są tu niewątpliwie największą atrakcją i zdecydowanie poprawiają ogólne wrażenia. Tym samym, mimo że tak naprawdę warty uwagi jest tutaj jedynie ostatni kwadrans, to uważam produkcję za wartą poznania.

Valley of the Fangs
E lang gu
reż. Walter Chung Chang-Hwa
scenariusz: Wong Baak-Yat
premiera: 06.10.1970
studio: Shaw Brothers

Obsada: Lieh Lo, Ching Li, Chan Leung, Wang Hsieh, Cheng Lui i inni.

Tym razem śledzimy losy matki i córki, które udając ulicznych artystów przemierzają Chiny w celu przekazania Tarczy Uniewinnienia cesarzowi. Jest to jedyny sposób na uniknięcie kary śmierci ich męża i ojca, praworządnego oficjela niesłusznie skazanego przez złego ministra, który zatruł umysł młodego cesarza i wysłał swoich wojowników za kobietami. Te na szczęście zyskują enigmatycznego obrońcę w osobie wędrującego szermierza (Lieh Lo). Po licznych potyczkach, zabawach w kotka i myszkę i scenach, w których urocza Li Ching zaprezentuje swoje umiejętności wokalne akcja w końcu przenosi się do tytułowej doliny, gdzie rozegra się niejedno starcie oraz pełne podchodów siłowanie się na wpływy w państwie i nocne ataki z zaskoczenia.

Valley of the Fangs przedstawia bardzo dobrze skrojoną fabułę, pełną akcji, ale też i udanego trzymania w napięciu oraz przestojów, które nie burzą toku narracji, a stanowią jego uzupełnienie. Świetnie zagrany przez jedne z najsłynniejszych gwiazd studia film może poszczycić się także jednymi z największych planów zdjęciowych stworzonych pod gołym niebem w historii Shaw Brothers oraz doskonałym finałem przedstawionym w jednej z najlepiej zrealizowanych potyczek szermierczych w studiu. Tym samym jest to jedna z najbardziej wartych uwagi produkcja wuxia z tego okresu.


The Secret of the Dirk
Da luo jian xia
reż.: Hsu Tseng-Hung
scenariusz: Yat Fong
Premiera: 24.10.1970
Studio: Shaw Brothers

Obsada: Ching Li, Chang Yu, Helen Ma Hoi-Lun, Tien Feng, Shu Pei-Pei, Wang Hsieh, Cliff Lok i inni.


Film jest kolejną, mało pomysłową – szczególnie w kwestii fabuły – produkcją wuxia. Tym razem obserwujemy losy potomkini klanu Ming, która ma za zadanie odzyskać rodzinny skarb. W tym celu musi odszukać dziewczynę imieniem Qing Qing. Na tropie skarbu jest również gang Czarnego Tygrysa, który porywa Qing Qing, lecz po drodze do bazy porywacze natrafiają na tajemniczego, heroicznego szermierza, który decyduje się zainterweniować w słusznej sprawie.

The Secret of the Dirk wiedzie widza znajomymi ścieżkami produkcji ze studia Shaw Brothers, przez co wszystkie zwroty fabularne są przewidywalne, a złoczyńców – nawet tych udających herosów – rozpoznamy z łatwością. Siła filmu, podobnie jak wielu z gatunku, zostaje przerzucona na sceny sztuk walki, szczególnie te z heroicznym szermierzem, który korzysta w walce z czterech mieczy naraz. Czasem widać, że ciosy sprawiają aktorowi trudność i w rzeczywistej walce raczej przypadłaby mu rychła śmierć, lecz The Secret of the Dirk znacząco poprawia choreografie i montaż w widowiskowym i dość emocjonującym finale, pełnym efektownych starć, skutecznie niwelujących zły smak niektórych z wcześniejszych ataków.

The Iron Buddha
Tie luo han 
reżyseria: Yan Jun
scenariusz: Sung Hiu-Wong
Premiera: 12.11.1970
Studio: Shaw Brothers

Obsada: Ling Yun, Fang Ying, Huang Chung-Hsin, Chen Hung-Lieh i inni.

Chung-Hsin Huang pojawia się tu w jednej ze swoich najbardziej zapadających w pamięć kreacji jako morderca, gwałciciel i sadysta w jednym. Po dwóch latach Hsiao Tien Tsun mści się na mistrzu, który niegdyś ukarał go za próbę zgwałcenia atrakcyjnej niemowy. Tsun gwałci córki mistrza, zabija go i zadaje razy trującym ostrzem jego uczniom. Gdy o sprawie dowiaduje się jedyny nieobecny podczas masakry uczeń, postanawia się zemścić, jak się jednak okazuje trujące ostrze Tsuna może pokonać tylko jedno oręże. Luo Han udaje się na jego poszukiwania, po drodze walcząc z grupą bandytów.

Nie licząc dość przejaskrawionego portretu złoczyńcy, który zdaje się dokonywać mordów i gwałtów dla samej przyjemności, The Iron Buddha nie oferuje zbyt wiele. Film prędko przesuwa się w rejony typowych dla filmów Shaw Brothers fabuł z licznymi zbiegami okoliczności na czele. Na tym etapie znajomości z gatunkiem, nie sądzę by jakikolwiek widz był zaskoczony nagłymi zwrotami fabularnymi, co powoduje, iż produkcja staje się nieco nużąca.

Na uwagę zasługuje za to ścieżka dźwiękowa, oprócz wyciągniętych z katalogu SB motywów muzycznych (niektóre melodie zostały nagrane jeszcze w latach 60. i w celu oszczędności wykorzystywane były w kolejnych filmach przez wiele lat, podobnie zresztą jak scenografie), pojawiają się też motywy stojące gdzieś między pekińską operą a spaghetti westernem, stanowiące bardzo przyjemne urozmaicenie. Niestety niezbyt zadowalająco wypadają choreografie scen walk, za które odpowiada m.in. Sammo Hung Kam-Bo. Mimo że w teorii dość interesujące, to z powodu licznych cięć, korzystania z fast-motion i innych trików większość walk wypada nieprzekonująco i rozczarowuje.

The Chinese Boxer (aka Hammer of God)
Long hu dou
reż. Jimmy Wang Yu
scenariusz: Jimmy Wang Yu
Premiera: 27.11.1970
Studio: Shaw Brothers

Obsada: Jimmy Wang Yu, Lieh Lo, Wang Ping, Chiu Hung, Fang Mian, Cheng Lui, Yuen Wo-Ping

Jak pisałem w poprzedniej części omawiania kina gatunkowego z Hongkongu Wang Yu postanowił zrezygnować z pracy w studiu Shaw Brothers w poszukiwaniu większej swobody oraz, posiadając niezaprzeczalny status gwiazdy kina akcji, przejąć większą kontrolę nad swoimi projektami. Zanim to jednak mogło nastąpić musiał skończyć współpracę ze studiem, w którym osiągnął sukces. Po problemach natury prywatnej i aktorskiej przerwie w 1969 roku, Yu wrócił do Shaw Brothers z impetem jako aktor, reżyser i scenarzysta The Chinese Boxer. Tym razem jednak nie został bohaterem wuxia, lecz przejaskrawionego kina kung fu. Yu wyraźnie wyczuwał zmieniające się już wtedy trendy w kinie sztuk walki i zrobił twardy krok kierunku nurtu kung fu, który niebawem wyprzedzi popularnością produkcje wuxia.

The Chinese Boxer jest pod wieloma względami prekursorem późniejszych filmów Yu, szczególnie kultowych One-Armed Boxer i The Master of the Flying Guilotine. Yu wciela się tutaj w ucznia kung fu, którego szkoła zostaje zaatakowana przez mistrza judo. Produkcja tym samym szybko pokazuje, że będzie korzystać z animozji między Chinami i Japonią, wykorzystując do tego celu klasyczne zagadnienie: czyje sztuki walki są lepsze. Oczywiście czynić to będzie w przejaskrawiony i czysto kinowy sposób. Mistrzowi szkoły udaje się go pokonać nieproszonego judokę, lecz ten poprzysięga zemstę i miesiąc później przybywa z japońskimi wojownikami, którym przewodzi niesamowicie potężny mistrz (Lieh Lo) mitycznej sztuki walki: karate. Japończycy szybko i brutalnie rozprawiają się ze wszystkimi uczniami naraz, po czym przejmują kontrolę nad całym miasteczkiem. Yu cudem przeżywa ich atak i rozpoczyna trening pod kątem walki przeciw karate, złoczyńcy – żeby było ciekawiej – ściągają tymczasem do miasta mistrzów kendo.

Japońskie style, jak i sami Japończycy są tutaj traktowane nadzwyczaj stereotypowo. Warto być może już teraz więc napisać: The Chinese Boxer mimo sporej przemocy i braku scen komediowych nie jest bynajmniej filmem poważnym. To przejaskrawione kino akcji, z ciosami wynikającymi złamaniami, utratą oczu, kuriozalnie obfitym krwawieniem i porozwalanymi dachami. Lo musiał mieć niezły ubaw wcielając się w stereotypowo brutalnego Japończyka, którego obchodzi tylko pokonanie wroga i pieniądze. Czy gdy wkurzony wrzeszczy na całe gardło i rozwala ściany i sufity czy też gdy w spokoju, ale zawsze z przesadną sztucznością, słucha innych – mistrz karate w wykonaniu Lo permanentnie skupia na sobie uwagę, co sprawia, że jest jednym z bardziej zapadających w pamięć czarnych charakterów w kinie kung fu.

Ale nie samymi sztukami walki The Chinese Boxer żyje. W filmie widać świetne użycie zmodyfikowanych wystrojów studia Shaw Brothers, najsilniej ujawniające się w początkowych scenach na gwarnym targu. Yu również pokazuje się w nich jako dobry reżyser, przedstawiając wstęp pełen szybkiego montażu oddającego chaos na ulicy oraz nastrój towarzyszący nieznanej widzom postaci, kroczącej pewnym krokiem i wzbudzającej strach w mijanych dzieciach. Na wspomnienie zasługuje również spotkanie z mistrzami kendo. Sfilmowane w scenach stylizowanych na japońską chanbarę, wśród wysokich traw na łące z jednej i z murem po drugiej stronie i wzbogacone padającym śniegiem starcie przedstawia nie tylko walkę na miecze, lecz także pojedynek na rzucane ostrza, będący wyraźnie (spaghetti?) westernowego pochodzenia.

The Chinese Boxer to sprawnie zrealizowany, choć mocno groteskowy i czasem z niedomagającymi choreografiami film kung fu. Pomysłowy, dynamiczny, brutalny, w sporym stopniu prekursorski w zestawianiu ze sobą sztuk walki z różnych krajów, stanowiący pozycję, jaką każdy szanujący się fan ogólnie pojętego kina akcji, a szczególnie sztuk walki, powinien obejrzeć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz