sobota, 8 lipca 2017

Kino gatunkowe z Hongkongu, Chin i Tajwanu - 1970

Z roku na rok ilość wyprodukowanych filmów się zwiększa, toteż od tej pory będę uzupełniał serię, co kilka dni o 3-4 produkcje. Dzisiaj ruszam z rokiem 1970, który jest zdecydowanie bardziej obfity w ilość pozycji z kina gatunkowego, choć nie można powiedzieć, żeby znacząco przełożyła się ona na jakość.

Lady of Steel
Huang jiang nu xia
reż. Meng Hua Ho
Scenariusz: Liang Jen
Premiera: 27.02.1970
Studio: Shaw Brothers

Obsada: Cheng Pei-Pei, Hua Yueh, Huang Chung-Hsin, Jackie Chan i inni.

Cheng Pei-pei ponownie gwiazdą filmu wuxia. Tym razem wciela się w osieroconą przez brutalnych przestępców dziewczynę, którą przez przypadek odnajduje mistrz sztuk walki. Wytrenowana, po latach zostaje wysłana z misją wsparcia rebelii przeciw wysoko postawionym zdrajcom narodu. Prędko wychodzi na jaw, że w organizacji bohaterów znajduje się szpieg i zarazem morderca jej rodziców. Zanim będzie mogła się zemścić, dziewczyna z powodu podrobionych dowodów zostaje uznana za zdrajczynię, a jej jedynym sprzymierzeńcem okazuje się być potężny lider klanu żebraków.

Film – choć posiada kilka całkiem sprytnych zwrotów fabularnych – trudno określić inaczej niż średni. Choreografie walk są niezbyt wyszukane, co jednak nie jest wielkim zaskoczeniem. Mimo posiadania gwiazdorskiego statusu w kinie sztuk walki ciężko mi znaleźć produkcje, w których zachwyciłbym się scenami akcji z udziałem Pei-pei. Jako że jest ich w Lady of Steel dość sporo i stanowią one tutaj główną, choć momentami wątpliwą atrakcję, zdecydowanie zmniejszają przyjemność seansu. Fabuła jest ponadto przewidywalna i opiera się na utartych schematach, choć finalne starcie w zmiennych kolorach sztucznych ogni prezentuje się niewątpliwie atrakcyjnie pod względem wizualnym. Poza nim, film nie ma zbyt wiele do zaoferowania i stanowi raczej przykład przesytu rynku produkcjami wuxia, które znalazły się w potrzebie zastrzyku nowych pomysłów i nowej energii.

Brothers Five
Wu hu tu long
reż. Wei Lo
scenariusz: Ni Kuang i Wei Lo
Premiera: 26.03.1970
Studio: Shaw Brothers

Obsada: Cheng Pei-pei, Lieh Lo, Chang Yu, Yueh Hua, Sammo Hung Kam-Bo, Ku Feng i inni.

Wei Lo powraca z filmem pełnym wymyślnych scen sztuk walki, obecnych tu dzięki mistrzowskim niemal choreografiom Sammo Hunga Kam-Bo i Simona Chui Yee-Anga. Sceny akcji połączone są niestety wyłącznie nadzwyczajnie pretekstową fabułą i kilkoma nader kiczowatymi pomysłami. Wojowniczka Yen Hsing-kung pomaga zjednoczyć się 5 braciom rozdzielonym za wczesnego dzieciństwa, aby mogli zemścić się na grupie złoczyńców odpowiedzialnych za zabójstwo ich ojca. Zadanie byłoby dla dziewczyny niemal niemożliwe do spełnienia, gdyby nie fakt, że każdy z braci zdążył już „przypadkiem” wejść w konflikt z zabójcami zanim dowiedział się o tajemnicy z przeszłości. Dzięki temu „zbiegowi okoliczności” niedługo potem mogą razem trenować specjalną sztukę walki, z której „zrządzeniem losu” można korzystać jedynie w pięć osób.

Scenariusz zdecydowanie nie jest najmocniejszą stroną Brothers Five; twórcy zresztą niezbyt nawet starają się udawać, że jest inaczej; każdy pomysł fabularny ma na celu jedynie wprowadzenie kolejnej sceny walki. Te zaś wypadają zdecydowanie udanie, tym bardziej, że Pei-pei nie bierze udziału w najważniejszych starciach. Spodziewanym, lecz jakże udanym pomysłem jest to, że każdy z braci jest mistrzem walki innym orężem: mieczem, ostrzem w kształcie pędzla do kaligrafii, młotem kowalskim, metalową obręczą-kapeluszem (którym rzuca, jak później czynić to będzie Kung Lao w serii gier Mortal Kombat) i biczem wraz z rzucanymi sztyletami. Kiedy zaś sytuacja robi się naprawdę groźna bracia wskakują na siebie i jako „jedno ciało” gromią przeciwnika w niezamierzenie kuriozalnych scenach.

Film powinien zadowolić wszystkich miłośników oldschoolowych wuxia, którzy szukają w produkcjach różnorodnych starć. Choreografia jest interesująca, dynamika spora, więc pod tym względem Brothers Five nie zawodzi. Jest też sporo znajomych twarzy wśród bohaterów z Cheng Pei-Pei, Lieh Lo, Hua Yuei i Yuen Kao na czele. W mniejszej roli widz odnajdzie też młodziutkiego choreografa Sammo Hunga Kam-Bo.

Wandering Swordsman
You xia er
reż. Chang Cheh
Scenariusz: Ni Kuang
Premiera: 02.04.1970
Studio: Shaw Brothers

Obsada: David Chiang, Lily Li, Cheng Lui, Chang Pei-Shan, Wang Kuang-Yu, Bolo Yeung, Tung Li i inni.

David Chiang powraca w klasycznej dla siebie roli pełnego ideałów młodzieńca, którego naiwność okazuje się zgubna w merkantylnym świecie. W podobnej kreacji do niedawnego Have Sword, Will Travel i z nawiązaniami do postaci odgrywanych w filmach Changa przez Wanga Yu, Chiang wciela się tu w rolę tytułowego szermierza o niezwykłych zdolnościach sztuk walki. Spotykamy go gdy śledzi i podsłuchuje złodziei, bezszelestnie sunąc nad nimi w powietrzu. Po podsłuchaniu ich planu kradzieży, ostrzega ich przed jej wykonaniem, spotykając ich w charakterystycznej dla wuxia karczmie przed uczynkiem. Po tym, jak złoczyńcy i tak dokonują przestępstwa zabiera im cały łup, po czym oddaje przypadkowo spotkanym wieśniakom, którym powódź zniszczyła dobytek, samemu zostając bez grosza przy duszy. Brak pieniędzy zmusza go do ich zdobycia, niestety, mimo szczerych chęci prowadzenia honorowego konduktu nieświadomie wplątuje się w sieć przestępczych intryg.

Otwartość oraz zaciekawienie protagonisty zachodzącymi wokół niego wydarzeniami każe postrzegać go jako idealistę, nieprzygotowanego na ilość kłamstw i oszustw napotykanych w życiu. Jego postrzeganie świata staje się tym samym coraz bardziej krytyczne, lecz swoje cierpienie ukrywa za ironicznym uśmiechem, pomagającym mu udawać beztroskość. Gdy gubi się w samym centrum intrygi klanu złodziejskiego, planującego okraść pieniądze transportowane dla armii, staje niechcący celem dla bohaterskiego klanu praworządnych szermierzy. Nie będąc świadomym tożsamości żadnej ze stron konfliktu, Wędrujący Szermierz początkowo pomaga raz jednej, raz drugiej stronie konfliktu ostatecznie ściągając na siebie chęci zabicia go przez obie strony.

Mimo że Wandering Swordsman nie jest najwybitniejszym osiągnięciem Changa jest to zdecydowanie warty uwagi film dla wszystkim miłośników wuxia. Nie tylko mamy tu do czynienia z interesującą fabułą z ledwo tylko zarysowanym wątkiem romantycznym i klasycznym dla Changa finałem oraz sprawną reżyserią i udaną kreacją jednej z największych gwiazd hongkońskiego kina akcji Davida Chianga, lecz także z pomysłowymi i bardzo dynamicznymi choreografiami. Złodziejski klan wypełnia całkiem spora ilość złych mistrzów, a to oznacza sporą różnorodność stylów walki i używanego oręża, co zawsze stanowi zaletę w przypadku kina sztuk walki. 

The Golden Knight (aka Nine Golden Knights)
Jin yi da xia
reż. Feng Yueh
scenariusz: Feng Huang, I. Fang Yeh
Premiera: 14.04.1970
Studio: Shaw Brothers

Obsada: Lily Ho Li-Li, Kao Yuen, Fan Mei-Sheng, Shu Pei-Pei, Sammo Hung Kam-Bo i inni.



Kolejna klasyczna dla Shaw Brothers wuxia zabiera widza w poszukiwanie zamaskowanej postaci wykradającej manuskrypty nauczające potężnych zdolności sztuk walki. Prędko się jednak okazuje, że kradzieże są częścią skomplikowanej intrygi tajemniczego mistrza.

The Golden Knight ma zadatki na prawdziwie intrygujący film wuxia, lecz poprzez pospieszną realizację, liczne potknięcia narracyjne w ostatnich aktach, niezbyt wyróżniające się kreacje aktorskie oraz wyjątkowo rozczarowującą choreografię scen sztuk walki pozostaje w pamięci raczej jako produkcja o dość ciekawej intrydze, która padła ofiarą mniej niż przyzwoitego potraktowania. Warto tu zwrócić uwagę jednak na pomysły ze zmienianiem tożsamości, które widzowie mogą kojarzyć z chińskiego kina (ale też i japońskiego czy np. z serii Mission Impossible [szczególnie z filmu Johna Woo]). Źli mistrzowie sztuk walki ochoczo tu korzystają z masek zmieniających ich wygląd czy też z wyciętych – w scenach rodem z kina grozy – twarzy przeciwników, przybierając cudze tożsamości. Miłośnicy Sammo Hung Kam-Bo mogą też sięgnąć po film zainteresowani jego małą rólką.


 Heads for Sale
Nu xia mai ren tou
reż. Walter Chung Chang-Hwa
scenariusz: Yip Yat-Fong
Premiera: 06.05.1970
Studio: Shaw Brothers

Obsada: Lisa Chiao Chiao, Chan Leung, Wang Hsieh, Helen Ma Hoi-Lun, Chen Yan-Yan, Fan Mei-Sheng i inni.


Kolejna typowa wuxia, tym razem z ekstremalnie pretekstową fabułą. Z powodu nieporozumienia młoda mistrzyni sztuk walki atakuje swojego ukochanego, po czym wściekła odjeżdża. Młody mistrz udaje się na jej poszukiwania, podczas gdy kobieta wplątuje się w walkę z okolicznym gangiem, któremu przewodzi zły mistrz, czekający tylko na okazję by zemścić się na ukochanym dziewczyny.

Film co kilka scen wrzuca bohaterów w kolejne sytuacje, w których jedynym wyjściem jest walka, a żeby walki było jeszcze więcej co pewien czas – niezbyt przejmując się ciągiem przyczynowo-skutkowym – dorzuca kolejne postaci w osobie różnorakich mniejszych lub większych mistrzów, tylko po to, aby bohaterowie mieli kogo ciąć. Fabularnie przez to nie tylko produkcja prezentuje się dość rozczarowująco i nijako, lecz przez sporą część czasu jej protagonistka jest zwyczajnie irytująca. Winni za ten stan rzeczy są autorzy scenariusza, który zmusza ją do skrajnie nieraz głupich zachowań jedynie w celu sztucznego przedłużenia konfliktu. Ponadto tytułowych „głów na sprzedaż” – teoretycznie jednej z głównych atrakcji filmu – jest tylko jedna i pojawia się tylko w jednej krótkiej scenie. Sama głowa też nie jest szczególnie dla fabuły istotna.

Heads for Sale po operowym wstępie, prędko przeradza się w mało ambitne kino sztuk walki. Trzeba jednak przyznać, że wyraźnie widać, że twórcy włożyli sporo pracy w choreografie kolejnych starć. Walki są dynamiczne, postaci silne, dzięki czemu po ich ciosach i rzutach przeciwnicy przelatują przez całe pokoje i niszczą wystroje wnętrz. W ruch idzie też sporo różnego oręża oraz ukrytych, niehonorowych broni, choć ostatecznie wszystko – jak przystało na rasowe kino wuxia – zostanie zdecydowane za pomocą miecza.

Heads for Sale nie oferuje zatem zbyt wiele w kontekście fabularnym i nie ma szans na zainteresowanie osób nie przepadającym za gatunkiem. Miłośnicy klasycznego wuxia, a nadto miłośnicy Shaw Brothers powinni jednak docenić pomysłowe choreografie.


 The Secret of the Dirk
Da luo jian xia
reż.: Hsu Tseng-Hung
scenariusz: Yat Fong
Premiera: 24.10.1970
Studio: Shaw Brothers

Obsada: Ching Li, Chang Yu, Helen Ma Hoi-Lun, Tien Feng, Shu Pei-Pei, Wang Hsieh, Cliff Lok i inni.


Film jest kolejną, mało pomysłową – szczególnie w kwestii fabuły – produkcją wuxia. Tym razem obserwujemy losy potomkini klanu Ming, która ma za zadanie odzyskać rodzinny skarb. W tym celu musi odszukać dziewczynę imieniem Qing Qing. Na tropie skarbu jest również gang Czarnego Tygrysa, który porywa Qing Qing, lecz po drodze do bazy porywacze natrafiają na tajemniczego, heroicznego szermierza, który decyduje się zainterweniować w słusznej sprawie.

The Secret of the Dirk wiedzie widza znajomymi ścieżkami produkcji ze studia Shaw Brothers, przez co wszystkie zwroty fabularne są przewidywalne, a złoczyńców – nawet tych udających herosów – rozpoznamy z łatwością. Siła filmu, podobnie jak wielu z gatunku, zostaje przerzucona na sceny sztuk walki, szczególnie te z heroicznym szermierzem, który korzysta w walce z czterech mieczy naraz. Czasem widać, że ciosy sprawiają aktorowi trudność i w rzeczywistej walce raczej przypadłaby mu rychła śmierć, lecz The Secret of the Dirk znacząco poprawia choreografie i montaż w widowiskowym i dość emocjonującym finale, pełnym efektownych starć, skutecznie niwelujących zły smak niektórych z wcześniejszych ataków.
 

The Iron Buddha
Tie luo han 
reżyseria: Yan Jun
scenariusz: Sung Hiu-Wong
Premiera: 12.11.1970
Studio: Shaw Brothers

Obsada: Ling Yun, Fang Ying, Huang Chung-Hsin, Chen Hung-Lieh i inni.

Chung-Hsin Huang pojawia się tu w jednej ze swoich najbardziej zapadających w pamięć kreacji jako morderca, gwałciciel i sadysta w jednym. Po dwóch latach Hsiao Tien Tsun mści się na mistrzu, który niegdyś ukarał go za próbę zgwałcenia atrakcyjnej niemowy. Tsun gwałci córki mistrza, zabija go i zadaje razy trującym ostrzem jego uczniom. Gdy o sprawie dowiaduje się jedyny nieobecny podczas masakry uczeń, postanawia się zemścić, jak się jednak okazuje trujące ostrze Tsuna może pokonać tylko jedno oręże. Luo Han udaje się na jego poszukiwania, po drodze walcząc z grupą bandytów.

Nie licząc dość przejaskrawionego portretu złoczyńcy, który zdaje się dokonywać mordów i gwałtów dla samej przyjemności, The Iron Buddha nie oferuje zbyt wiele. Film prędko przesuwa się w rejony typowych dla filmów Shaw Brothers fabuł z licznymi zbiegami okoliczności na czele. Na tym etapie znajomości z gatunkiem, nie sądzę by jakikolwiek widz był zaskoczony nagłymi zwrotami fabularnymi, co powoduje, iż produkcja staje się nieco nużąca.

Na uwagę zasługuje za to ścieżka dźwiękowa, oprócz wyciągniętych z katalogu SB motywów muzycznych (niektóre melodie zostały nagrane jeszcze w latach 60. i w celu oszczędności wykorzystywane były w kolejnych filmach przez wiele lat, podobnie zresztą jak scenografie), pojawiają się też motywy stojące gdzieś między pekińską operą a spaghetti westernem, stanowiące bardzo przyjemne urozmaicenie. Niestety niezbyt zadowalająco wypadają choreografie scen walk, za które odpowiada m.in. Sammo Hung Kam-Bo. Mimo że w teorii dość interesujące, to z powodu licznych cięć, korzystania z fast-motion i innych trików większość walk wypada nieprzekonująco i rozczarowuje.

The Chinese Boxer (aka Hammer of God)
Long hu dou
reż. Jimmy Wang Yu
scenariusz: Jimmy Wang Yu
Premiera: 27.11.1970
Studio: Shaw Brothers

Obsada: Jimmy Wang Yu, Lieh Lo, Wang Ping, Chiu Hung, Fang Mian, Cheng Lui, Yuen Wo-Ping

Jak pisałem w poprzedniej części omawiania kina gatunkowego z Hongkongu Wang Yu postanowił zrezygnować z pracy w studiu Shaw Brothers w poszukiwaniu większej swobody oraz, posiadając niezaprzeczalny status gwiazdy kina akcji, przejąć większą kontrolę nad swoimi projektami. Zanim to jednak mogło nastąpić musiał skończyć współpracę ze studiem, w którym osiągnął sukces. Po problemach natury prywatnej i aktorskiej przerwie w 1969 roku, Yu wrócił do Shaw Brothers z impetem jako aktor, reżyser i scenarzysta The Chinese Boxer. Tym razem jednak nie został bohaterem wuxia, lecz przejaskrawionego kina kung fu. Yu wyraźnie wyczuwał zmieniające się już wtedy trendy w kinie sztuk walki i zrobił twardy krok kierunku nurtu kung fu, który niebawem wyprzedzi popularnością produkcje wuxia.

The Chinese Boxer jest pod wieloma względami prekursorem późniejszych filmów Yu, szczególnie kultowych One-Armed Boxer i The Master of the Flying Guilotine. Yu wciela się tutaj w ucznia kung fu, którego szkoła zostaje zaatakowana przez mistrza judo. Produkcja tym samym szybko pokazuje, że będzie korzystać z animozji między Chinami i Japonią, wykorzystując do tego celu klasyczne zagadnienie: czyje sztuki walki są lepsze. Oczywiście czynić to będzie w przejaskrawiony i czysto kinowy sposób. Mistrzowi szkoły udaje się go pokonać nieproszonego judokę, lecz ten poprzysięga zemstę i miesiąc później przybywa z japońskimi wojownikami, którym przewodzi niesamowicie potężny mistrz (Lieh Lo) mitycznej sztuki walki: karate. Japończycy szybko i brutalnie rozprawiają się ze wszystkimi uczniami naraz, po czym przejmują kontrolę nad całym miasteczkiem. Yu cudem przeżywa ich atak i rozpoczyna trening pod kątem walki przeciw karate, złoczyńcy – żeby było ciekawiej – ściągają tymczasem do miasta mistrzów kendo.

Japońskie style, jak i sami Japończycy są tutaj traktowane nadzwyczaj stereotypowo. Warto być może już teraz więc napisać: The Chinese Boxer mimo sporej przemocy i braku scen komediowych nie jest bynajmniej filmem poważnym. To przejaskrawione kino akcji, z ciosami wynikającymi złamaniami, utratą oczu, kuriozalnie obfitym krwawieniem i porozwalanymi dachami. Lo musiał mieć niezły ubaw wcielając się w stereotypowo brutalnego Japończyka, którego obchodzi tylko pokonanie wroga i pieniądze. Czy gdy wkurzony wrzeszczy na całe gardło i rozwala ściany i sufity czy też gdy w spokoju, ale zawsze z przesadną sztucznością, słucha innych – mistrz karate w wykonaniu Lo permanentnie skupia na sobie uwagę, co sprawia, że jest jednym z bardziej zapadających w pamięć czarnych charakterów w kinie kung fu.

Ale nie samymi sztukami walki The Chinese Boxer żyje. W filmie widać świetne użycie zmodyfikowanych wystrojów studia Shaw Brothers, najsilniej ujawniające się w początkowych scenach na gwarnym targu. Yu również pokazuje się w nich jako dobry reżyser, przedstawiając wstęp pełen szybkiego montażu oddającego chaos na ulicy oraz nastrój towarzyszący nieznanej widzom postaci, kroczącej pewnym krokiem i wzbudzającej strach w mijanych dzieciach. Na wspomnienie zasługuje również spotkanie z mistrzami kendo. Sfilmowane w scenach stylizowanych na japońską chanbarę, wśród wysokich traw na łące z jednej i z murem po drugiej stronie i wzbogacone padającym śniegiem starcie przedstawia nie tylko walkę na miecze, lecz także pojedynek na rzucane ostrza, będący wyraźnie (spaghetti?) westernowego pochodzenia.

The Chinese Boxer to sprawnie zrealizowany, choć mocno groteskowy i czasem z niedomagającymi choreografiami film kung fu. Pomysłowy, dynamiczny, brutalny, w sporym stopniu prekursorski w zestawianiu ze sobą sztuk walki z różnych krajów, stanowiący pozycję, jaką każdy szanujący się fan ogólnie pojętego kina akcji, a szczególnie sztuk walki, powinien obejrzeć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz