sobota, 9 grudnia 2017

Kino gatunkowe z Hongkongu, Chin i Tajwanu - 1971

Rok 1971 był bogatym rokiem w historii interesującego nas kina. Powstało w nim legendarne studio Golden Harvest, zadebiutował w produkcji kung fu Bruce Lee, a King Hu stworzył swój mistrzowski Dotyk zen.

Podobnie, jak było przy uzupełnianiu roku 1970., będę dodawał co kilka dni po 2-3 omówienia. Tym razem jednak będą one dodawane chronologicznie, wg daty premiery. Wyjątkiem są filmy, których daty premier pozostają dla mnie nieznane, filmy takie zostaną umieszczone na końcu wpisu, acz dodać je zamierzam po przejściu pierwszego półrocza.

King Eagle
Ying wong
reżyseria: Chang Cheh
scenariusz: Ni Kuang
premiera: 01.01.1971
studio: Shaw Brothers

Obsada: Lung Ti, Ching Li, Chang Pei-Shan, Cheng Miu, Wang Kuang-Yu, David Chiang, Yuen Woo-Ping i inni.

Lung Ti i David Chiang byli największymi gwiazdami kina akcji pod koniec lat 60. i na początku lat 70., ściągającymi do kin widownię z całej Azji. O ile jednak zwany wtedy Królem Azjatyckich Filmów Chiang nie mógł narzekać na sukcesy, o tyle produkcje promowane nazwiskiem Ti radziły sobie nieco gorzej. Najlepsze wyniki miały oczywiście filmy z oboma gwiazdami, co tłumaczy choćby fakt obsadzenia ich w ubiegłorocznym The Heroic Ones.

W tym kontekście nie zaskakuje, że rok 1971 zaczął się dla Ti i reżysera Cheh Changa dość średnio. Debiutujący w pierwszy dzień nowego roku King Eagle mimo przyzwoitych wyników finansowych, nie odniósł spodziewanego sukcesu. Co gorsza, nie można go również uznać za nazbyt udany film. Jest to opowieść o kolejnej rywalizacji w Świecie Sztuk Walki, gdzie wielki mistrz zostaje zdradzony i zabity przez pierwszego z ośmiu szefów. Jeden z tychże szefów zna tożsamość zabójcy i zamierza ją wyjawić podczas spotkania z resztą mistrzów. W trakcie podróży do nich zostaje jednak zabity. Tuż przed śmiercią przekazuje informację przypadkowo spotkanemu człowiekowi, którym okazuje się być tytułowy bohater imieniem Jin Fei. Niestety, Fei ma w głębokim poważaniu Świat Sztuk Walki i nie ma najmniejszej ochoty komukolwiek pomagać, wystarczy mu proste życie wśród prostych ludzi. Niestety, źli mistrzowie nie wierzą w jego neutralność i postanawiają go zabić.

Mimo że gwiazdą jest tu Ti, na plakacie najwięcej miejsca poświęcono żeńskiej gwieździe studia :„Baby Queen” Li Ching, która zagrała tu podwójną rolę: złej do szpiku kości 8. szefową i na wskroś dobrą 7. szefową, nawiązującą romantyczną relację z Feiem. Poza jej dobrym aktorstwem King Eagle niestety nie wyróżnia się zupełnie niczym. Fabuła jest przewidywalna i bazuje na utartych schematach wuxia ze studia, bohater jest tak potężny, że nikt nie ma z nim szans w walce (czego wszyscy są zresztą świadomi), stąd też nie ma tu zupełnie mowy o jakimkolwiek poczuciu zagrożenia. Na domiar złego złoczyńcy są nierzadko idiotyczni w swoim postępowaniu, a choreografia scen sztuk walki jest co najwyżej zadowalająca.

The Invincible Eight
Tian long ba jiang
reżyseria: Wei Lo
scenariusz: Wei Lo i David Lo Tai-Wai
premiera: 01.22.1971
studio: Golden Harvest

Obsada: Nora Miao Ke-Hsiu, Teng Ching, Angela Mao Ying, Paul Chang Chung, Lee Kwan, James Tin Chuen, Lydia Shum Tin-Ha, Pai Ying, Patrick Tse Yin, Han Ying-Chieh, Sammo Hung Kam-Bo i inni.

Muszę przyznać, że z dużą ciekawością zabrałem się za oglądanie The Invincible Eight; powód tego zaś był taki, że jest to pierwsza produkcja Golden Harvest w historii tego studia. Golden Harvest zostało założone przez Raymonda Chowa i Leonarda Ho, którzy wcześniej byli producentami wykonawczymi w Shaw Brothers. Niezadowoleni z ograniczeń panujących w słynnym studiu, założyli własne; wraz z nimi do Golden Harvest przeszło sporo znajomych twarzy z Shaw Brothers, toteż wśród aktorów w The Invincible Eight zarówno na pierwszym, jak i dalszym planie nie zabraknie znajomych twarzy, choć pojawi się oczywiście także sporo nowych. Do studia przeszedł też popularny reżyser Wei Lo, który stanął za kamerą omawianego filmu. Choreografią zajął się zaś – również pochodzący z Shaw Brothers – Sammo Hung Kam-Bo, który pojawił się tu także w małej rólce.

Jak można więc było się spodziewać, The Invincible Eight dzieli sporo podobieństw z filmami ze starszego studia, przez co prezentuje się niezbyt oryginalnie na tle propozycji Shawów. Z drugiej strony wybranie na pierwszy film produkcji wuxia opartej na książce Ni Kuanga (który oprócz pisania książek, pisał też scenariusze dla – oczywiście – Shaw Brothers) było logicznym i bezpiecznym wyjściem. Widownia mogła zobaczyć w debiutanckiej produkcji studia ciągłość z popularnymi wtedy wuxia i choć mogła narzekać na sporo aspektów (w większości technicznych), to z pewnością została zaciekawiona w jakim kierunku wyewoluuje Golden Harvest i czym będzie się odróżniać od konkurencji. Warto przy tym wspomnieć, że Golden Harvest prędko osiągnie świetne wyniki finansowe i ostatecznie wygra walkę z Shaw Brothers, choć przez wiele lat w obu studiach będziemy znajdować mnóstwo interesujących pozycji kina kung fu, wuxia, akcji i innych.

The Invincible Eight opowiada historię odnalezienia siebie nawzajem tytułowej ósemki wojowników, a właściwie siódemki wojowników i kucharza, których łączy fakt zamordowania ich rodziców przez złego generała. Generał ów jest – oczywiście – mistrzem sztuk walki, jednak jego zdolności objawią nam się dopiero w finale. Żeby zaś do niego dotrzeć bohaterowie będą musieli pokonać potężnego mistrza walki biczem i jego oddział wojowników posługujących się tym samym orężem.

Duża obecność sekwencji akcji z biczami zdecydowanie wyróżnia film na tle konkurencji. Choć w Shaw Brothers bicze także się pojawiały, tutaj mamy całe rozbudowane choreografie z wojownikami posługującymi się wyłącznie tą bronią. Z pewnością stworzenie tych choreografii nie było łatwym zadaniem i faktycznie wypadają one z mieszanymi rezultatami. Produkcja jest dość nierówna pod względem realizacji scen akcji. W początkowych partiach filmu starcia wypadają niezbyt przekonująco i stanowią krok wstecz względem poprzednich dokonań Kam Bo, na szczęście z walki na walkę jest coraz lepiej i ostatnie dwie sekwencje są naprawdę dynamicznymi, rozbudowanymi starciami z użyciem różnych oręży, co usatysfakcjonuje każdego fana tradycyjnych wuxia. Tym bardziej, że – podobnie do innych „grupowych” filmów wuxia – wszyscy bohaterowie muszą pracować naraz, promując przy okazji kolektywną współpracę przeciw silniejszemu od jednostek złu, pochodzącemu z warstwy rządzącej.

W filmie również na pierwszy plan wybijają się kobiety o niebagatelnych zdolnościach sztuk walki;. W rzeczy samej, najlepszym wojownikiem wśród bohaterskiej ósemki jest Chiang Yin, w którą wcieliła się wschodząca gwiazda studia, świetna Nora Miao. Zarówno ona, jak i Angela Mao (która wygląda naprawdę nieźle w przebraniu mężczyzny i z wachlarzem jako głównym orężem) prezentują się o wiele bardziej naturalnie w scenach walk niż żeńskie gwiazdy z Shaw Brothers z Cheng Pei-Pei na czele (która w tym czasie zresztą sporo straciła na popularności w studiu zdominowanym przez męskie kino spod znaku Changa Cheha). Męscy wojownicy otrzymają więcej dla siebie scen w początkowych aktach, jednak wraz z pojawieniem się Miao, będzie ona skupiać na sobie całą uwagę. Lo co prawda stara się dość mocno aby każdego z wojowników wyróżnić na tyle, by każdy z nich był kimś więcej niż jednowymiarowym mścicielem, jednak udaje mu się to tylko tak naprawdę tylko z trójką z nich.

Film cierpi także na problemy związane z montażem, w tym montażem dźwięku. Nie jest tak płynny, jak produkcje Shawów, zdecydowanie również ustępuje im w kwestii kolorystycznej. Shaw Brothers przyzwyczaiło widza do wyrazistych barw, a na przełomie lat 60. i 70. również do eksperymentowania z oświetleniem. The Invincible Eight może się co prawda pochwalić filmowaniem większej niż w przeciętnym filmie SB ilości scen w otwartych lokacjach, lecz jest wizualnie nieco zbyt mdłe. Na szczęście kreacje aktorskie są tu bardzo żywe i energiczne, a walki – gdy już wejdą na wyższy poziom – są na tyle efektowne, że w połączeniu z interesującym scenariuszem trudno uznać The Invincible Eight za debiut nieudany. Wręcz przeciwnie, produkcja wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenie i z niecierpliwością czekam na kolejny krok Golden Harvest.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz