sobota, 9 grudnia 2017

Kino gatunkowe z Hongkongu, Chin i Tajwanu - 1971

Rok 1971 był bogatym rokiem w historii interesującego nas kina. Powstało w nim legendarne studio Golden Harvest, zadebiutował w produkcji kung fu Bruce Lee, a King Hu stworzył swój mistrzowski Dotyk zen. Nora Miao stała się w tym roku silną konkurencją dla aktorek z Shaw Brothers, Yu Wang wszedł na ścieżkę wojenną ze studiem, którego do tej pory był gwiazdą, do kin powrócił jednoręki szermierz, tym razem o twarzy Davida Chianga, który wraz z Lungiem Ti udanie kontynuował swoją karierę.

Podobnie, jak było przy uzupełnianiu roku 1970., będę dodawał co kilka dni po 2-3 omówienia. Tym razem jednak będą one dodawane chronologicznie, wg daty premiery. Wyjątkiem są filmy, których daty premier pozostają dla mnie nieznane, filmy takie zostaną umieszczone na końcu wpisu, acz dodać je zamierzam po przejściu pierwszego półrocza.

King Eagle
Ying wong
reżyseria: Chang Cheh
scenariusz: Ni Kuang
premiera: 01.01.1971
studio: Shaw Brothers

Obsada: Lung Ti, Ching Li, Chang Pei-Shan, Cheng Miu, Wang Kuang-Yu, David Chiang, Yuen Woo-Ping i inni.

Lung Ti i David Chiang byli największymi gwiazdami kina akcji pod koniec lat 60. i na początku lat 70., ściągającymi do kin widownię z całej Azji. O ile jednak zwany wtedy Królem Azjatyckich Filmów Chiang nie mógł narzekać na sukcesy, o tyle produkcje promowane nazwiskiem Ti radziły sobie nieco gorzej. Najlepsze wyniki miały oczywiście filmy z oboma gwiazdami, co tłumaczy choćby fakt obsadzenia ich w ubiegłorocznym The Heroic Ones.

W tym kontekście nie zaskakuje, że rok 1971 zaczął się dla Ti i reżysera Cheh Changa dość średnio. Debiutujący w pierwszy dzień nowego roku King Eagle mimo przyzwoitych wyników finansowych, nie odniósł spodziewanego sukcesu. Co gorsza, nie można go również uznać za nazbyt udany film. Jest to opowieść o kolejnej rywalizacji w Świecie Sztuk Walki, gdzie wielki mistrz zostaje zdradzony i zabity przez pierwszego z ośmiu szefów. Jeden z tychże szefów zna tożsamość zabójcy i zamierza ją wyjawić podczas spotkania z resztą mistrzów. W trakcie podróży do nich zostaje jednak zabity. Tuż przed śmiercią przekazuje informację przypadkowo spotkanemu człowiekowi, którym okazuje się być tytułowy bohater imieniem Jin Fei. Niestety, Fei ma w głębokim poważaniu Świat Sztuk Walki i nie ma najmniejszej ochoty komukolwiek pomagać, wystarczy mu proste życie wśród prostych ludzi. Niestety, źli mistrzowie nie wierzą w jego neutralność i postanawiają go zabić.

Mimo że gwiazdą jest tu Ti, na plakacie najwięcej miejsca poświęcono żeńskiej gwieździe studia :„Baby Queen” Li Ching, która zagrała tu podwójną rolę: złej do szpiku kości 8. szefową i na wskroś dobrą 7. szefową, nawiązującą romantyczną relację z Feiem. Poza jej dobrym aktorstwem King Eagle niestety nie wyróżnia się zupełnie niczym. Fabuła jest przewidywalna i bazuje na utartych schematach wuxia ze studia, bohater jest tak potężny, że nikt nie ma z nim szans w walce (czego wszyscy są zresztą świadomi), stąd też nie ma tu zupełnie mowy o jakimkolwiek poczuciu zagrożenia. Na domiar złego złoczyńcy są nierzadko idiotyczni w swoim postępowaniu, a choreografia scen sztuk walki jest co najwyżej zadowalająca.

The Invincible Eight
Tian long ba jiang
reżyseria: Wei Lo
scenariusz: Wei Lo i David Lo Tai-Wai
premiera: 01.22.1971
studio: Golden Harvest

Obsada: Nora Miao Ke-Hsiu, Teng Ching, Angela Mao Ying, Paul Chang Chung, Lee Kwan, James Tin Chuen, Lydia Shum Tin-Ha, Pai Ying, Patrick Tse Yin, Han Ying-Chieh, Sammo Hung Kam-Bo i inni.

Muszę przyznać, że z dużą ciekawością zabrałem się za oglądanie The Invincible Eight; powód tego zaś był taki, że jest to pierwsza produkcja Golden Harvest w historii tego studia. Golden Harvest zostało założone przez Raymonda Chowa i Leonarda Ho, którzy wcześniej byli producentami wykonawczymi w Shaw Brothers. Niezadowoleni z ograniczeń panujących w słynnym studiu, założyli własne; wraz z nimi do Golden Harvest przeszło sporo znajomych twarzy z Shaw Brothers, toteż wśród aktorów w The Invincible Eight zarówno na pierwszym, jak i dalszym planie nie zabraknie znajomych twarzy, choć pojawi się oczywiście także sporo nowych. Do studia przeszedł też popularny reżyser Wei Lo, który stanął za kamerą omawianego filmu. Choreografią zajął się zaś – również pochodzący z Shaw Brothers – Sammo Hung Kam-Bo, który pojawił się tu także w małej rólce.

Jak można więc było się spodziewać, The Invincible Eight dzieli sporo podobieństw z filmami ze starszego studia, przez co prezentuje się niezbyt oryginalnie na tle propozycji Shawów. Z drugiej strony wybranie na pierwszy film produkcji wuxia opartej na książce Ni Kuanga (który oprócz pisania książek, pisał też scenariusze dla – oczywiście – Shaw Brothers) było logicznym i bezpiecznym wyjściem. Widownia mogła zobaczyć w debiutanckiej produkcji studia ciągłość z popularnymi wtedy wuxia i choć mogła narzekać na sporo aspektów (w większości technicznych), to z pewnością została zaciekawiona w jakim kierunku wyewoluuje Golden Harvest i czym będzie się odróżniać od konkurencji. Warto przy tym wspomnieć, że Golden Harvest prędko osiągnie świetne wyniki finansowe i ostatecznie wygra walkę z Shaw Brothers, choć przez wiele lat w obu studiach będziemy znajdować mnóstwo interesujących pozycji kina kung fu, wuxia, akcji i innych.

The Invincible Eight opowiada historię odnalezienia siebie nawzajem tytułowej ósemki wojowników, a właściwie siódemki wojowników i kucharza, których łączy fakt zamordowania ich rodziców przez złego generała. Generał ów jest – oczywiście – mistrzem sztuk walki, jednak jego zdolności objawią nam się dopiero w finale. Żeby zaś do niego dotrzeć bohaterowie będą musieli pokonać potężnego mistrza walki biczem i jego oddział wojowników posługujących się tym samym orężem.

Duża obecność sekwencji akcji z biczami zdecydowanie wyróżnia film na tle konkurencji. Choć w Shaw Brothers bicze także się pojawiały, tutaj mamy całe rozbudowane choreografie z wojownikami posługującymi się wyłącznie tą bronią. Z pewnością stworzenie tych choreografii nie było łatwym zadaniem i faktycznie wypadają one z mieszanymi rezultatami. Produkcja jest dość nierówna pod względem realizacji scen akcji. W początkowych partiach filmu starcia wypadają niezbyt przekonująco i stanowią krok wstecz względem poprzednich dokonań Kam Bo, na szczęście z walki na walkę jest coraz lepiej i ostatnie dwie sekwencje są naprawdę dynamicznymi, rozbudowanymi starciami z użyciem różnych oręży, co usatysfakcjonuje każdego fana tradycyjnych wuxia. Tym bardziej, że – podobnie do innych „grupowych” filmów wuxia – wszyscy bohaterowie muszą pracować naraz, promując przy okazji kolektywną współpracę przeciw silniejszemu od jednostek złu, pochodzącemu z warstwy rządzącej.

W filmie również na pierwszy plan wybijają się kobiety o niebagatelnych zdolnościach sztuk walki;. W rzeczy samej, najlepszym wojownikiem wśród bohaterskiej ósemki jest Chiang Yin, w którą wcieliła się wschodząca gwiazda studia, świetna Nora Miao. Zarówno ona, jak i Angela Mao (która wygląda naprawdę nieźle w przebraniu mężczyzny i z wachlarzem jako głównym orężem) prezentują się o wiele bardziej naturalnie w scenach walk niż żeńskie gwiazdy z Shaw Brothers z Cheng Pei-Pei na czele (która w tym czasie zresztą sporo straciła na popularności w studiu zdominowanym przez męskie kino spod znaku Changa Cheha). Męscy wojownicy otrzymają więcej dla siebie scen w początkowych aktach, jednak wraz z pojawieniem się Miao, będzie ona skupiać na sobie całą uwagę. Lo co prawda stara się dość mocno aby każdego z wojowników wyróżnić na tyle, by każdy z nich był kimś więcej niż jednowymiarowym mścicielem, jednak udaje mu się to tylko tak naprawdę tylko z trójką z nich.

Film cierpi także na problemy związane z montażem, w tym montażem dźwięku. Nie jest tak płynny, jak produkcje Shawów, zdecydowanie również ustępuje im w kwestii kolorystycznej. Shaw Brothers przyzwyczaiło widza do wyrazistych barw, a na przełomie lat 60. i 70. również do eksperymentowania z oświetleniem. The Invincible Eight może się co prawda pochwalić filmowaniem większej niż w przeciętnym filmie SB ilości scen w otwartych lokacjach, lecz jest wizualnie nieco zbyt mdłe. Na szczęście kreacje aktorskie są tu bardzo żywe i energiczne, a walki – gdy już wejdą na wyższy poziom – są na tyle efektowne, że w połączeniu z interesującym scenariuszem trudno uznać The Invincible Eight za debiut nieudany. Wręcz przeciwnie, produkcja wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenie i z niecierpliwością czekam na kolejny krok Golden Harvest.

The Lady Hermit
Zhong kui niang zi
reżyseria: Ho Meng-hua 
scenariusz: Yip Yat-Fong
premiera: 01.22.1971
studio: Shaw Brothers

Obsada: Cheng Pei-Pei, Shih Szu, Lo Lieh, Fang Mian, Wang Hsieh, Sammo Hung Kam-Bo i inni.

The Lady Hermit jest często postrzegana jako jeden z najlepszych filmów wuxia ze studia Shaw Brothers, a czasami nawet jako jeden z najlepszych filmów wuxia w ogóle. Choć osobiście nie pałam do tego filmu miłością na tyle wielką, by z tymi określeniami się zgodzić, trudno zaprzeczyć, że jest to jedna z ciekawszych propozycji studia.

Tytułowa bohaterka to mistrzyni sztuk walki (Pei-Pei), która po odniesionych obrażeniach w walce z potężnym złoczyńcą i najsilniejszym wojownikiem ze Świata Sztuk Walki Czarnym Demonem (Hsieh) spędza czas na dochodzeniu do siebie, pracując jako służka w biurze ochrony. Tam zakochuje się w niej jeden z szermierzy (Lo), jednak prawdziwe problemy rozpoczynają się wraz z przybyciem młodej i ambitnej dziewczyny (Szu), która zrobi wszystko by odnaleźć bohaterkę i zostać jej uczennicą. Jej pęd w poszukiwaniu mistrzyni prowadzi ją prosto w pułapkę zastawioną przez Czarnego Demona.

Film skupia się dość mocno na trójkącie romantycznym, jako że dziewczyna zakochuje się w szermierzu, Lady Hermit też nie jest obojętna na jego uczucie, co z kolei sprawia, że uczennica zaczyna darzyć swoją mistrzynię coraz większą antypatią. Wątek ten jest poprowadzony dość sprawnie i nie odciąga zbytnio uwagi od rywalizacji ze złym mistrzem. Wręcz przeciwnie, gdy już dochodzi do walk, to mamy do czynienia z naprawdę długimi i zwykle świetnie przemyślanymi starciami. Nie ma tu co prawda choreografii, które można pokazać jako przykład najlepszych scen akcji z Shaw Brothers, lecz wypadają bardzo udanie. Czytelnicy Odysei Filmowej pewnie wiedzą, że zaliczam się do tych kilku fanów wuxia, którzy nie darzą jakimś szczególnym uczuciem Cheng Pei-Pei i nigdy walki z jej udziałem nie wzbudziły mojego zachwytu. Mimo tu jest to jeden z tych filmów z jej udziałem, w którym nie mam za bardzo na co narzekać, może z wyjątkiem okazjonalnego korzystania z fast motion, jak zawsze irytującego.

Sporą zaletą jest podkręcenie przez Hua Ho przemocy względem jego poprzednich propozycji. Nie jest to bolesna przemoc spod znaku Changa Cheh, a raczej rozrywkowa przemoc, choć włożenie pałeczek w oczy czy wbicie pobitych naczyń w twarz z pewnością przyjemne dla otrzymującego obrażenia nie jest. Oprócz tego jest tu także niezwykle satysfakcjonująca scena odcinania kończyn i głowy. Przedstawienie walk przez Hua Ho jest również ogromną zaletą, chwilowe zawieszanie akcji świetnie buduje suspens, nie brak tu też zapadających w pamięć kadrów, z których najlepiej zapamiętałem stojących naprzeciw siebie w bojowych  pozycjach Lady Hermit i podszywającego się pod nią wojownika, którzy w identycznych, zwiewnych białych strojach zamierają na chwilę na tle nocnego nieba.

Podczas oglądania The Lady Hermit nie mogłem też przestać odnosić wrażenie, jakby była to swoista odpowiedź na debiutancki krok Golden Harvest, co jest raczej mało prawdopodobne, jako ze oba filmy miały premierę tego samego dnia. Są tu dwa wyraźne podobieństwa, w obu filmach pojawiają się dwie silne kobiety w rolach głównych, i w obu znajdują się rozbudowane choreografie z użyciem bicza. Kto jednak zaprezentował się lepiej? Faktycznie sceny akcji z biczem (którego młoda wojowniczka później z nieznanych przyczyn niestety przestaje używać) w The Lady Hermit wypadają dynamiczniej niż w The Eight Immortals, lecz bardziej ze względu na montaż niż choreografię czy zdolności aktorów. Choć rywalizacja między studiami jest pewnikiem, to powtórzę, że raczej nie ma powodów przypuszczać, aby The Lady Hermit była skierowana przeciw The Eight Immortals.

To, co pewne to fakt, że jest to przedostatni film wuxia z Cheng Pei-Pei w Shaw Brothers (oprócz tego wystąpi jeszcze w shawowskiej komedii, po czym dołączy do grona osób wymieniających Shaw Brothers na Golden Harvest). Niegdysiejsza gwiazda studia wypropomowana w Come, Drink with Me Kinga Hu nie pozostawia po sobie pustego miejsca, przekazuje tu bowiem pałeczkę debiutującej Shih Szu, która niestety - w moim odczuciu przynajmniej - nie prezentuje się tak przekonująco, jak młode aktorki zaproponowane przez Golden Harvest czy obecne u Kinga Hu. Mimo tu Szu wypada tu przyzwoicie, zarówno w scenach akcji, jak i dramatycznych, więc ewentualne niedociągnięcia można zrzucić na karb jej niedoświadczenia i sprawdzić, jak jej kariera się rozwinie w przyszłości.


The Brave and the Evil
Hei bai dao
reżyseria i scenariusz: Jimmy Wang Yu
premiera: 01.02.1971
studio: Union Films i International Film Production

Obsada: Jimmy Wang Yu, Polly Shang-Kuan Ling-feng, Paul Chang Chung, Kenneth Tsang Kong, Hsieh Han, Wam Chung-Shan, Miao Tian i inni.


Po sukcesie Karczmy Smocze Wrota (Long men kezhan, 1967) Kinga Hu tajwańskie Union Films ruszyło z większą ilością produkcji, w celu konkurowania z dominującym na rynku studiem Shaw Brothers. Jak wiadomo, wielu twórców SB nie było w pełni zadowolonych z braku swobód twórczych w słynnym hongkońskim gigancie i przenosiło się, jak choćby wspomniany Hu, do innych studiów czy zakładała własne, czego dowodem jest powstanie Golden Harvest. Jedną z osób, która zrezygnowała ze współpracy z Shawami była megagwiazda studia Wang Yu (aka Jimmy Wang Yu), znany przede wszystkim ze swojej kreacji jednorękiego szermierza. Pisałem już o jego sytuacji więcej w poprzednich wpisach poświęconych kinu gatunkowemu z Hongkongu i okolic, więc w celu poznania kilku szczegółów na temat jego i jego decyzji tam właśnie odsyłam. W 1970 roku Yu zagrał główną rolę, ale też napisał i wyreżyserował przejaskrawiony film kung fu The Chinese Boxer (Long hu dou), gdzie wprowadził wiele klasycznych elementów kina kung fu, a także wuxia, wskazując równocześnie na fakt, że kung fu niebawem zastąpi wuxia na pozycji popularniejszego z gatunków, coś w czym zdecydowany udział miał też Chang Cheh za sprawą świetnego Vengeance! (Bao chou, 1970) z Davidem Chiangiem w roli głównej. Yu w poszukiwaniu większej swobody zerwał kontrakt z Shaw Brother i zachęcony większą artystyczną wolnością, która przekładała się m.in. na dłuższe czasy trwania produkcji, przeniósł się do Union Films (więcej na temat Yu vs. Shaw w recenzji The New One-Armed Swordsman).

Jego pierwszym zrealizowanym tam filmem był The Brave and the Evil aka Morale and Evil, znajdujący się na rozdrożu między kinem kung fu, a kinem wuxia. Bohaterem produkcji jest tajemniczy Bai Sifeng (Yu), który mimo niepozornego wyglądu skrywa potężne umiejętności sztuk walki, o czym przekonujemy się dość prędko, gdy ratuje dziewczynkę przed stratowaniem przez konia. Yu jest w pełni świadom swojego wyglądu, niezbyt wskazującego na pierwszy rzut oka jakoby był potężnym wojownikiem, czemu daje wyraz kilkukrotnie w dialogach różnych postaci. Mimo to nie pozwala widzowi ani przez chwilę zwątpić w status protagonisty, dzięki prostemu trikowi zawartemu na ścieżce dźwiękowej: zawsze, gdy Sifeng pojawia się w kadrze towarzyszy mu charakterystyczny motyw muzyczny, wręcz krzyczący w kierunku widza: oto pojawia się potężny wojownik.

Główna siła Sifenga to walka wręcz, tradycyjna dla kina kung fu. Nie znaczy to jednak, że nie potrafi się on posługiwać orężem, wręcz przeciwnie; Yu nie byłby sobą, gdyby nie sięgał po ukryte bronie i różnorakie style walki, obficie czerpiąc z tradycji kina wuxia i okazjonalnie je przejaskrawiając, lecz nigdy do takiego stopnia, jak miało to miejsce w jego poprzednim filmie. Dzięki temu drastycznie zwiększa on dynamizm produkcji. Warto przy okazji wspomnieć, że Yu umieścił tu także mały żarcik związany z jego najsłynniejszą kreacją.

Drugim bohaterem, a właściwie bohaterką filmu jest Hong Tianjiao (znana z Karczmy Smocze Wrota Ling-feng, jeszcze przed operacją plastyczną), młoda szermierka posługująca się dwoma sztyletami i czerwonym sznurem. Pełna energii, atakująca najpierw i zadająca pytania później wpisuje się w nieco irytującą tradycję gwałtownych młodych wojowniczek kina wuxia, które nie potrafią wykazać się zbytnim zmysłem strategicznym. Jej porywczość jest tu jednak wytłumaczona jej motywacją. Tianjiao chce zemścić się za śmierć swojego ojca, potężnego szermierza, który został zabity w efektownym otwarciu produkcji przez złego Zhao Yi Longa (Chung) i jego grupę przestępczą, posługującą się oczywiście różnorakimi stylami sztuk walki.

The Brave and the Evil mimo przewidywalnej fabuły, kilku potknięć montażowych i momentami kulejącej choreografii jest niewątpliwie filmem, który usatysfakcjonuje wszystkich miłośników gatunku. Walki są tu pomysłowe, dynamiczne, rozbudowane i dość długie. Finalne starcie zostawia po sobie szczególnie pozytywne wrażenia, a w międzyczasie pojawią się starcia z użyciem płonących sznurów oraz typowe dla gatunku podchody, zmienianie tożsamości, nawiązania do innych gatunków (tutaj do gotyckiego horroru) oraz ukrywanie motywacji postaci. Yu już od swojego pierwszego filmu udowadniał, że potrafi brać najlepsze wzorce nie tylko z rodzimego kina, ale i z produkcji japońskich, amerykańskich i europejskich (szczególnie włoskich) i pomysłowo scalać je ze sobą. Przydałoby się tu co prawda kilka ciekawiej wyglądających kadrów, zaburzających wizualną monotonię kolorów, lecz nie można zaprzeczyć, że Yu udało się stworzyć kolejną emocjonującą produkcję. Niestety, mimo obecności gwiazdorskiej obsady, nie odnoszącej wystarczającego sukcesu, aby Union udało się stanąć do równej rywalizacji z Shaw Brothers. Na domiar złego 11 dni wcześniej swój pierwszy film do kin wypuściło Golden Harvest, który to rywal niebawem okaże się nie do pokonania na arenie zwanej box officem.

The New One-Armed Swordsman
Xin du bi dao
reżyseria: Chang Cheh
scenariusz: Kuang Ni
studio: Shaw Brothers
premiera: 07.02.1971

Obsada: David Chiang, Lung Ti, Ching Li, Feng Ku, Sing Chan i inni.

Recenzja filmu znajduje się tutaj.













Six Assassins
Lau ci ke
reżyseria i scenariusz: Walter Chung Chang-Hwa
studio: Shaw Brothers
premiera: 25.03.1971

Obsada: Ling Yun, Hsia Fan, James Nam Gung-Fan, Lily Li Li-Li, Siu Wa, Tong Tin-Hei, Sammo Hung Kam-Bo i inni.

Six Assassins to niezbyt pomysłowy remake Eleven Samurai (Juuichinin no samurai, Eiichi Kudou, 1967), stanowiącego finał nieformalnej trylogii japońskiego reżysera, zwanej Samurajską Rebelią. Produkcja Chang-hwa nie jest powiązana tematycznie z żadną inną i stanowi zupełnie zamkniętą całość. Hongkońska wersja jest uboższa od japońskiej w kontekście podejmowanych wątków oraz reprezentacji bohaterów, których liczbę zmniejsza – jak widać po tytule – z 11 na 6. Co więcej, w miarę dobrze udaje się zaprezentować tylko jednego z tytułowych zabójców, reszta pozostaje jednowymiarowymi postaciami, które prócz okazjonalnej kwestii i udziału w potyczkach nie czyni nic więcej, przez co dla widza pozostaje niemal zupełnie anonimowa.

Fabuła skupia się na planie zamordowania podłego brata cesarza, który zabija regionalnego władcę za to, że wstawił się za niewinnymi chłopami. Za winnego przewinienia zostaje jednak uznany zmarły, jego ziemie mają przejść pod władania złoczyńcy, a rycerze zwolnieni. Grupka bohaterów tworzy więc plan, mający na celu zabicie brata cesarza, zanim werdykt zostanie oficjalnie ogłoszony.

Dla znających oryginalny film fabuła oczywiście nie będzie żadnym zaskoczeniem, Chang-hwa nie  tylko bowiem nie dodaje tu zupełnie nic od siebie, a wręcz wycina wątki i sceny z pierwowzoru. Tym samym powstała pokraczna i rozczarowująca produkcja, która kuleje również pod względem sztuk walki, prezentujących się mało zadowalająco i dość archaicznie. Jeśli jednak ktoś filmu Kudou nie oglądał, a zachęcam do obejrzenia całej trylogii, wtedy Six Assassins będzie prezentować się zdecydowanie ciekawiej.

The Jade Faced Assassin
Yu mian hu
reżyseria: Yan Jun
scenariusz: Wong Fung
studio: Shaw Brothers
premiera: 09.04.1971

Obsada: Lily Ho Li-Li, Kao Yuen, Ku Feng, Fan Mei-Sheng, Chang Pei-Shan, Violet Pan Ying-Zi, Irene Chen Yi-Ling, Essie Lin Chia i inni.

The Jade Faced Assassin jest wg mnie jednym z najgorszych filmów wuxia z 1971 roku, jeśli nie jednym z gorszych ze studia Shaw Brothers w ogóle. SB przede wszystkim korzysta tu z popularności swoich żeńskich gwiazd, z uroczej Lily Ho Li-Li obsadzonej w roli głównej, a także Violet Pa Ying-Zi w roli drugoplanowej oraz bardzo lubianej przeze mnie Essie Lin Chia w roli głównego, choć rzadko pojawiającego się antagonisty. Pod względem aktorskim warto też zwrócić uwagę na Ku Fenga w rozbudowanej roli pozytywnej, czyli w czymś, czego nie robił zbyt często.

Niestety pod względem fabuły, kreacji postaci czy choreografii scen akcji The Jade Faced Assassin odnosi niemal całkowitą porażkę. Historia jest niezwykle chaotyczna, po brzegi wypełniona zbiegami okoliczności, które w sztuczny sposób popychają fabułę do przodu. Nie brak tu także korzystania z deus ex machina, co wzbudza negatywne odczucia. Produkcja opowiada o Xiao Lu Er (Li-Li), która wyrusza z misją odnalezienia zabójcy swojego ojca, nieświadoma, że jednym z jej wrogów jest jej brat bliźniak (Yuen), okłamywany przez złą mistrzynię (Chia). Scenariusz oferuje liczne zwroty fabularne, toteż film często przeskakuje między wątkami, równie często zmieniając te, które znajdują się w centrum zainteresowania twórców.

Choreografie scen walk są tu, jak wspomniałem, niezbyt zadowalające. Przede wszystkim prezentują się nadto sztucznie, są pozbawione dynamiki; Li-Li nie potrafi tu przekazać siły i energii, jaką charakteryzuje się jej postać. Film niestety zamiast próbować jej fizyczne niedostatki zatuszować, dostosowuje się do nich, spowalniając tempo akcji czy włączając slapstickowe, przy tym niezwykle nierealistycznie prezentujące się elementy humorystyczne w niektóre ze scen walk.

The Duel
Da jue dou
reżyseria: Chang Cheh
scenariusz: Chiu Kang-Chien
studio: Shaw Brothers
premiera: 21.04.1971

Obsada: Lung Ti, David Chiang Da-Wei, Yue Wai, Wang Ping, Chuen Yuen, Ku Feng, Cheng Kang-Yeh i inni.

Lung Ti vs. David Chiang!
Also sprach Zarathustra Richarda Straussa jako przewodni motyw muzyczny!
Fabuła wykorzystująca motywy z Gunfight at the O.K. Corral (John Sturges, 1957)! 
Czyli Chang Cheh, tworzy kolejny przebój dla Shaw Brothers. 

Wykorzystując stylistykę, którą wprowadził za pomocą Vengeance! Cheh wraca do przedwojennego świata Chin i wojen gangów w opowieści o młodym i niezwykle sprawnym w sztukach walki Ren Jie (Ti), który z powodu długu wdzięczności wobec dziadka jest członkiem jego grupy przestępczej. Z powodu rywalizacji z inną grupą oraz wewnętrznych machinacji dziadek zostaje jednak zabity, a Jie aby chronić dobre imię rodu przyjmuje winę na siebie i wyjeżdża na 15 miesięcy. Jego pobyt nie należy niestety do spokojnych, gdyż ktoś chce go zabić.

Wędrowiec (Chiang) to zabójca do wynajęcia, który ma trzy znaki rozpoznawcze: nonszalancki sposób bycia, nawroty kaszlu oraz mistrzowskie zdolności sztuk walki. Został on wynajęty przez dziadka Ren Jie aby pomógł jego grupie w rozprawieniu się z wrogim gangiem. Po śmierci dziadka wyjechał, podążając własną ścieżką. Rok później niespodziewanie wraca...

The Duel jest kolejnym z filmów Changa wytyczającym stylistykę, na fali której sukcesy odniosą niebawem produkcje z Brucem Lee, lecz mimo sprawnej realizacji, omawiany film ustępuje wg mnie Vengeance!, o którym pisałem wcześniej. Fani kina sztuk walki są jednak podzieleni w odbiorze; niektórzy uważają The Duel za jedną z lepszych produkcji w gatunku, inni zarzucają jej nadmiernie chaotyczny scenariusz. Osobiście skończyłem oglądanie produkcji z uczuciem małego zawodu, szczególnie doskwierającym, że The Duel posiada jedno z najlepszych otwarć w kinie sztuk walki. Mój zawód wynikał po części właśnie z powodu scenariusza, który faktycznie jest mocno chaotyczny, zawierający czasem zaskakująco wymuszone pomysły na popchnięcie akcji do przodu, choć wiele z nich z nich można było z powodzeniem zastąpić prostszymi rozwiązaniami. Nie pomaga też, że dialogi chwilami są okropnie ekspozycyjne. Ambiwalentne odczucia wzbudza też ilość scen akcji. Z jednej strony dzieje się tu niesamowicie dużo i co kilka minut The Duel atakuje widza kolejnymi sekwencjami walk, w których Ti i/lub Chiang zmagają się z przeważającymi ilościami wrogów. Z drugiej strony, walk jest tu tak dużo, że produkcja staje się przez to nieco monotonna. Ma w tym też swój udział fakt, że choreografie poszczególnych starć niewiele się między sobą różnią; tak naprawdę aż do wyczekiwanego pojedynku między Ti i Chiangiem wszystkie walki są do siebie nieco zbyt podobne.

Ale coby złego nie na pisać, mamy tu w końcu pojedynek dwóch największych ikon kina akcji ze studia Shaw Brothers i samo to stanowi wystarczający powód, aby po produkcję sięgnąć. Co zresztą wielu uczyniło, sprawiając, że The Duel stał się kasowym sukcesem, co było dla studia o tyle istotne, że była to stanowczo droższa produkcja niż Vengeance!. Cheh podkręcił w niej nie tylko prędkość i zwiększył liczbę przeciwników dla mających pełne ręce roboty bohaterów, lecz również zwiększył brutalność, każąc protagonistom walczyć krótkimi ostrzami, przez co skrócił dystans między przeciwnikami, a każde cięcie stało się powodem dla coraz większej ilości krwi na ekranie. The Duel zapisał się w historii hongkońskiego kina akcji jeszcze z dwóch powodów. Po pierwsze, jest to jeden z pierwszych przykładów pozytywnego obrazowania Triady w kinie; po drugie, protagonistami są tu ludzie cechujący się moralną ambiwalencją na tyle sporą, że można ich bez obaw o przesadę nazywać antybohaterami.

Użycie motywu muzycznego wykorzystanego wcześniej w 2001: Odysei kosmicznej, czyli mojego ulubionego filmu, okazało się zaskakująco udanym pomysłem. Zwykle nawiązania do arcydzieła Stanleya Kubricka wywołują we mnie negatywne reakcje, lecz w The Duel fanfary Straussa towarzyszące pierwszemu pojawieniu się Chianga czy wprowadzeniu dwóch wojowników do tytułowego pojedynku wydają się nie tylko być na swoim miejscu, ale i perfekcyjnie komentują potęgę wojowników. Wybór muzyczny zapewne został podyktowany jego brzmieniem, a nie próbami tematycznego powiązania z 2001, choć nie oznacza to, Cheh nie zawiera tu dodatkowych komentarzy, wyzierających spod eskapistycznej powierzchni. Mamy tu zwyczajową krytykę skorumpowanej władzy, opowieść o przemocy i wojnie jako odwiecznych pragnień ludzkości oraz historię niespodziewanej przyjaźni i poświęcania się wyższym ideom, pozwalającym na moralną czystość, wynikającą silnym charakterem oraz poprawą zastanej rzeczywistości. Mimo więc kilku potknięć i pewnej monotonni The Duel to produkcja, jaką każdy fan Ti, Chianga, Cheh i Shaw Brothers zwyczajnie musi obejrzeć.

The Blade Spares None
Dao bu liu ren
reżyseria: Teddy Yip Wing-Cho
scenariusz: David Lo Tai-Wai
studio: Golden Harvest
premiera: 30.04.1971

Obsada: Nora Miao Ke-Hsiu, Patrick Tse Yin, James Tin Chuen, David Lo Tai-Wai, Paul Chang Chung, Fung Ngai, Chiang Nan, Eddy Ko Hung, Lam Ching-Ying, Sammo Hung Kam-Bo, Jackie Chan i inni.

Wracamy do raczkującego studia Golden Harvest, które czyni następny krok w rywalizacji z Shaw Brothers na arenie kina wuxia. Golden Harvest jako nowy zawodnik na arenie kinowej w Hongkongu nie miał oczywiście katalogu gwiazd, jakim mogło poszczycić się starsze studio, czy nawet Union Films napędzane ówcześnie przez m.in. Kinga Hu czy Yu Wanga. W The Invincible Eight Golden Harvest przedstawiło swoją pierwszą kolekcję aktorów, lecz na pierwszy plan wysunęło kobiecie wojowniczki z nadzieją na stworzenie konkurencji dla Cheng Pei-Pei czy Lily Ho. The Blade Spares None kontynuuje ten trend, ponownie obsadzając Norę Miao w roli głównej, tym razem tytułowej i – za wyjątkiem antagonisty – usadzając ją na pozycji najpotężniejszego mistrza sztuk walki.

Oprócz Miao mamy tu też w jednej głównych ról weterana Patricka Tse Yina, który najbardziej – do tej pory przynajmniej – zapisał mi się w pamięci jako odtwórca głównej roli w świetnym dramacie kryminalnym Story of a Discharged Prisoner. The Blade Spares None rozpoczyna się serią scen, w których tytułowa wojowniczka - Ho Li Chun -  precyzyjnie i morderczo rozprawia się z napotkanymi przeciwnikami. Następnie przenosimy się do turnieju sztuk walki zorganizowanego przez księcia Kuei. Podczas turnieju widać, że studio próbuje pokazać się jako silna konkurencja dla SB. Mnóstwo statystów, świetne scenografie i grupa bębniarzy, grających podczas walk wyraźnie pokazują, że starano się uzyskać bardziej epickie i wysokobudżetowe wrażenie. Mimo że później już tak rozbudowanych wizualnie sekwencji nie będzie, to udane otwarcie tworzy wrażenie bogactwa, którego produkcja nigdy w pełni nie traci.

Turniej oczywiście wygrywa bohaterka, zabijającą każdego przeciwnika. Oprócz niej książę wybiera trzech wojowników, aby dołączyli do jego sił. Podczas rywalizacji pojawia się też tajemniczy Chen Jo-yu, uzdolniony szermierz, który rzuca wyzwanie morderczej piękności, po czym ucieka widząc jej przewagę, ukrywając swoje zdolności za fasadą głupkowatości. Niebawem okazuje się, że przebywa on w okolicy wraz z bliskim przyjacielem Tang Ching Yunem (Patrick Tse), potężnym szermierzem, szukającym człowieka, który otruł jego rodzinę. Protagonistka także w tajemnicy szuka pewnej osoby, co - zgodnie ze wszystkimi przewidywaniami widza - skrzyżuje losy obu wojowników.

Oczywiście, na tym etapie Golden Harvest nie miało środków finansowych, aby tworzyć filmy na poziomie technicznym Shaw Brothers. Podobnie, jak w przypadku The Invincible Eight kolory są tu przytłumione i mało wyraziste, niektóre scenografie prezentują się dość sztucznie, nie brak też potknięć montażowych. Twórcy, w tym producent, choreografowie, zdjęciowcy i wielu innych pochodzący z Shaw Brothers, nadrabiają te braki interesującymi stylizacjami. Jedna z walk rozgrywa się w gęstej mgle, gdzie przeciwnicy ledwo się widzą, pojawia się też seria starć w opuszczonym miasteczku, dość intrygująco zostały również zaaranżowane finalne sceny walk w jaskini, będącej kryjówką złoczyńcy.

Za choreografię sztuk walki odpowiadają tu Han Ying-Chieh i Sammo Hung Kam-Bo, więc podobieństwa do Shawów nie dziwią. Starają się jednak nadać starciom więcej dynamiki, wzbogacić je o większą liczbę ran oraz większą liczbę nadludzkich skoków. Starcia prezentują się tym samym co najmniej interesująco, niestety nie wszystkie pomysły wypadają zadowalająco na ekranie; wiele skoków wygląda dość sztucznie, a aktorzy nie są mistrzami sztuk walki, co sprawia że czasem muszą zwolnić, aby wykonać nierzadko skomplikowane choreografie. Najbardziej rażą liczne, markowane ciosy mieczami w głowy, podczas których wyraźnie widać, że aktorzy nie chcą sobie zrobić krzywdy. Tym samym Nora Miao potrafi momentami pokazywać się niczym potężny wojownik, a czasem ma trudności z przekazaniem potęgi Ho Li Chun. 

Mimo to, niewątpliwie Miao stanowi największą zaletę filmu. Warto przy okazji zwrócić uwagę na różnicę w portretowaniu kobiecych szermierzy, jaka zachodzi między Shaw Brothers, a stylem zaproponowanym przez Golden Harvest i Norę Miao. Cheng Pei-Pei, Lily Ho, a także inne wojowniczki Shawów to dziewczyny i kobiety o gorącym temperamencie, często nie mające wiele cierpliwości, wpierw atakujące, a potem zadające pytania, rzucające się w wir akcji często bez przemyślanej strategii, niezwykle dynamiczne i emocjonalne. Miao jest ich zupełnym przeciwieństwem; podobnie, jak w The Invincible Eight, tutaj również – a nawet bardziej – prezentuje się jako zimna postać. Jej emocje są stłumione, jest niezwykle spostrzegawcza, co pozwala jej na obmyślanie strategii walki z wrogiem, jej ciosy są zwykle dokładnie wymierzone, ewentualne przedrzeźnianie przeciwnika czy wybuchy śmiechu wydają się być obliczone na zirytowanie antagonisty, celem zmuszenia go do popełnienia błędu. Li Chun jest ponadto świetnym strategiem, jej zdolności planowania kolejnych ataków daleko przewyższają zdolności innych postaci, wojowniczka nie rusza także do walki bez przygotowania, chyba że nie ma żadnego wyjścia. Szczerze przyznam, że ten typ bardziej do mnie przemawia niż bohaterki Shaw Brothers.

Sprawia to też, że Ho Li Chun zajmuje tutaj pozycję zajmowaną u Shawów przez postaci męskie. Liczne produkcje SB pokazują mężczyznę jako zdecydowanego stratega, po cichu zmagającego się ze zduszanymi emocjami, stanowiącego przeciwwagę dla rozemocjonowanych zwykle postaci kobiecych. W The Blade Spares None to jednak mężczyźni pokazują więcej emocji, obrażają się na innych, żywo reagują na wydarzenia zachodzące wokół i nie są pewni kolejnych działań. Jest to ciekawa różnica między oboma studiami, wyróżniająca produkcję na tle ówczesnego kina wuxia.

Miłośnicy kina sztuk walki mogą też być zainteresowani faktem, że mamy tu wczesne, aczkolwiek ekstremalnie krótkie występy Eddy'ego Ko Hunga i Lama Ching-Yinga, a także kolejne epizody z udziałem Sammo Hunga Kam-Bo i Jackiego Chana.

The Angry River
Gui nu chuan
reżyseria i scenariusz: Wong Fung
studio: Golden Harvest
premiera: 12.05.1971

Obsada: Angela Mao Ying, Kao Yuen, Pai Ying, Raymond Lui Shing-Gung, Han Ying-Chieh, Chiang Nan, Fung Ngai, Chang I-Fei i inni.

The Angry River to kolejna propozycja z Golden Harvest z postacią kobiecą w centrum. Tym razem w protagonistkę wcieliła się Angela Mao, która jest jedną z moich ulubionych aktorek w filmach wuxia, toteż do produkcji podszedłem z niemałym zainteresowaniem. Film zaczyna się od serii scen pokazujących zabójstwa różnorakich osób dokonywane przez tajemniczego mordercę posługującego się zatrutymi rzutkami. Jedną z zaatakowanych osób jest ojciec Lan Feng (Mao). Jej przyjaciele postanawiają ruszyć z pomocą i znaleźć odtrutkę, jednak giną jeden po drugim. Feng – będąca mistrzynią sztuk walki – sama decyduje się ruszyć po antidotum, którym jest mistyczna czarna trawa. Znajduje się ona za tytułową Wściekłą Rzeką, gdzie jest pilnowana przez nieśmiertelnego mistrza. Aby ją zdobyć trzeba minąć pułapki i wyjść cało z pojedynku z jego sługą, a uzyskanie trawy wiąże się ze starciem z nieśmiertelnym mistrzem, którego zdolności pozbawiają umiejętności sztuk walki jego oponentów. Na stałe.

Dziewczynie udaje się minąć pułapki i na miejscu spotyka dwie osoby czekające na spotkanie ze sługą mistrza. Mnicha Shaolin i młodego chłopaka; żadnemu z nich nie udaje się pokonać sługi mimo niebagatelnych zdolności mnicha. Feng nie wiedzie się wiele lepiej, lecz jej upór i lojalność wobec ojca zostają docenione. Mistrz pozwala jej ruszyć dalej. Dziewczynie udaje się zyskać trawę, lecz traci zdolności sztuk walki. Zupełnie bezbronna musi pokonać długą drogę do domu. Pech chce, że młody chłopak, którego wcześniej spotkała jest złoczyńcą, który nie tylko rusza w pogoń za dziewczyną, ale i rozpowiada, że jest ona posiadaczką czarnej trawy, która nie tylko leczy, ale zdrową osobę wyposaża w potężne zdolności sztuk walki, co ściąga na nią uwagę licznych przestępców. Dziewczyna odnajduje sprzymierzeńców w postaci wspomnianego mnicha oraz tajemniczego szermierza Leng Yu-Hana (Kao Yuen).

The Angry River zaczyna się dość kuriozalnie, liczba zgonów w produkcji rośnie w tak zatrważającym tempie, że film niemal staje się parodią gatunku. Na szczęście szybko spowalnia, po czym przechodzi w produkcję par excellence shenghuai. Niestety oprócz kilku ciekawych, nawet jeśli niezbyt oryginalnych, pomysłów oraz udanych choreografii scen walk jaskinia z czarną trawą okazuje się być nader kiczowatym i kuriozalnie wyglądającym miejscem, gdzie kula dyskotekowa zastępuje kwiat(?), a w rzeczce czai się potwór, jakim jest ubrany w gumowy kostium człowiek. Po tych sekwencjach jednak film przechodzi kolejną woltę i po scenach fantastycznych wraca do większego realizmu, gdzie pozostanie już na stałe.

Mao zostaje wpierw przedstawiona jako mistrzyni sztuk walki, jednak większość czasu spędza jako kobieta, który musi przebyć niebezpieczny Świat Sztuk Walki pozbawiona szermierczych zdolności. Większość scen akcji przypada tym samym w udziale Yuenowi oraz Fung Ngaiowi, który wciela się w mnicha. Nie oznacza to jednak, że spychają oni Mao w cień. Wręcz przeciwnie, jej los jest pomysłowo naszkicowany, jej zmaganie się z problemami rzadko widzianymi w wuxia wypada nader interesująco, a widz jest trzymany w napięciu dzięki kolejnym atakom i podchodom złoczyńców.

Dodatkowo mamy tu jeszcze zabójcę z początkowych partii, który doprowadzi nas bezpośrednio do Króla Piekieł – potężnego złoczyńcę, w którego wciela się Pai Ying, wcześniej występujący jako złoczyńca u Kinga Hu w genialnym Dragon Gate Inn. Ying z Union Films do Golden Harvest przeszedł tylko na chwilę, bo już kolejny czarny charakter zagra w Shaw Brothers. W The Angry River nie pokazuje się on zbyt często, lecz przypada mu w udziale – oczywiście – walka finałowa, która podobnie do pozostałych starć w filmie prezentuje się bardzo zadowalająco. Tym samym produkcja stanowi kolejny wart obejrzenia film z wtedy jeszcze niezbyt bogatego katalogu Golden Harvest.

The Eunuch
Gui tai jian
reżyseria: Teddy Yip Wing-Cho
scenariusz: Wei Lo
studio: Shaw Brothers
premiera: 12.05.1971

Obsada: Pai Ying, Lisa Chiao Chiao, Chung Wah, Yeoung Chi-Hing, Meng Chia, Wang Hsieh, Wei Lo i inni.

Pai Ying powraca jako kolejny złoczyńca, tym razem jest potężnym eunuchem zdobywającym wpływy w państwie dzięki intrygom, skrytobójstwom oraz zdolnościom sztuk walki. Gdy pozbywa się niemal całej wrogiej mu rodziny królewskiej przy życiu pozostaje tylko książę, do tej pory niezbyt przejmujący się poważnymi sprawami. Zostaje on uratowany przez starszego mistrza sztuk walki, który przyjmuje go na swojego ucznia. Tymczasem żona mistrza przyjmuje na uczennicę: dziewczynę, której ojciec dawno temu znikł, a jej matka i dziadek ostatnio zostali zabici. Dziewczyna nie wie, że jej ojcem jest eunuch...

O ile należy uznać produkcję za bardzo solidną technicznie, bogatą w ciekawie zainscenizowane choreografie, to jej scenariusz jest nader rozczarowujący. Liczne preteksty, zbiegi okoliczności, pozbawione konsekwencji pomyłki oraz przewidywalność czynią z The Eunuch typową propozycję studia, która przemyka niezauważenie wśród lepiej przemyślanej konkurencji. Warto przy tym pamiętać, że jest to debiut reżyserski Yip-Wing Cho, który w ciągu najbliższych lat wyrobi sobie całkiem sporą renomę w kinie sztuk walki.

The Mighty One
Tong zi gong
reżyseria: Joseph Kuo Nan-Hong
scenariusz: Tyrone Hsu Tien-Yung
studio: Shaw Brothers
premiera:02.05.1971

Obsada: Ivy Ling Po, Liu Ping, Ling Yun, Kao Ming, Lung Fei, Hsieh Hsing, Cheung Yee-Kwai, Shao Lu-Hui i inni.

The Mighty One to jeden z moich ulubionych filmów wuxia z Shaw Brothers. Produkcja porzuca wszelkie próby zachowania realizmu i w zamian oferuje szalone starcia, nieprzewidywalną fabułę i wojowników, którzy nawet z głową przebitą na wylot mieczem potrafią wciąż sprawnie kontynuować walkę.

Produkcja rozpoczyna się, gdy cokolwiek ekscentrycznie wyglądający złoczyńcy atakują mieszkańców małej, wiejskiej chatki, gdzie m.in. mieszka stary, emerytowany mistrz. Mimo że pokonuje on (w doskonale zainscenizowanej potyczce) większość wrogów, główny antagonista produkcji, czerwonoskóry Brat Lung brutalnie się z nim rozprawia, po czym bije znajdujące się tam małe dzieci, chłopakowi na dodatek przebijając dłoń sztyletem. Można się spodziewać, że klasycznie dla tego typu produkcji, widz będzie obserwatorem zemsty dzieciaków, które wyrosną na potężnych wojowników. I w rzeczy samej, tak się dzieje, lecz tym razem większość akcji jest zaprezentowana z punktu widzenia łotrów, którzy poszukują wszystkich stronic księgi 5 niepokonanych ruchów. Lung zna 3 ruchy, które i tak sprawiają, że jest niepokonanym wojownikiem w Świecie Sztuk Walki. Jego poszukiwania, walki z innymi mistrzami oraz przeszkody w postaci tajemniczych wojowników, którzy wciąż stają na jego drodze zajmują większą część produkcji, rzadko tylko pokazującej sceny z perspektywy pozytywnych postaci i tak, te pojawiają się tylko, aby rozbudować ich charakter i poinformować widza o ważnych dla fabuły zmianach.

O ile więc sama fabuła jest nader prosta, to jej przedstawienie jest zaskakujące i prezentuje bardzo oryginalnie na tle ówczesnych propozycji. A walki są tu jedne najbardziej widowiskowych w gatunku. Wojownicy nie tylko korzystają ze sprawności fizycznej, spektakularnych piruetów, ale także z telekinezy. W przeciwieństwie do licznych, późniejszych filmów wuxia, szaleńcze starcia wykorzystujące motywy rodem z fantasy nie są tu tak przejaskrawione, aby ściągać uwagę z umiejętności aktorów i choreografów, a tylko dopełniają całości. Na największą uwagę zasługuje tu pojedynek finałowy: długa, bardzo rozbudowana walka, podczas której bohaterowie i Fang pokazują całą paletę zaskakujących mocy cechujących prawdziwych mistrzów sztuk walki. Dzięki temu The Mighty One jest nader widowiskową, dającą ogromną frajdę rozrywką. Brak tu większych ambicji tematycznych, lecz nie brak tu ambicji w kontekście jak najbardziej atrakcyjnego przedstawienia wyeksploatowanej fabuły.

Warto też dodać, że również narracja jest tu cokolwiek nietypowa. Długość poszczególnych scen znacznie wykracza poza normę, do której przyzwyczaiły nas produkcje studia. Stanowi to interesujący kontrapunkt wobec szalonej fabuły i popisów choreograficznych; w montażu nie ma bowiem ani grama szaleństwa. Czasami kamera sunie za postaciami, nawet podczas starć ścigając wojownika, gdy ten robi uniki czy skacze w różnych kierunkach. Przez to w rzeczywistości w produkcji, trwającej ledwie 83 minuty jest mała ilość scen, ale za to wszystkie są wyeksploatowane do cna. To też powoduje, że drugiego z dwójki pozytywnych bohaterów poznajemy dopiero po upłynięciu ok. 30 minut. Wszystko to sprawia, że The Mighty One stanowi jedną z ciekawszych pozycji wuxia i to nie tylko na tle ówczesnych propozycji, ale w ogóle. Przemyślana, choć momentami kulejąca fabularnie struktura w połączeniu z niezapomnianymi sekwencjami powinna zainteresować każdego miłośnika gatunku.

Fearless Fighters aka A Real Man aka The Ninja Killer
Tou tiao hao han
reżyseria: Min-Hsiung Wu
scenariusz: Yang Hsiang
studio: Hong Kong New China Film Company
premiera: 27.05.1971

obsada: Hung-Lieh Chen, Yuan Yi, Ching-Ching Chang, Ming Chiang, Min-Hsia Wu, Chi Ma, Fei-Long Huang i inni.

Członkowie klanu Szpon Orła okradają cesarski konwój i zabijają mistrza sztuk walki Błyskawicznego Bicza. Lei Pong, chcąc przywrócić honor klanu występuje przeciw złoczyńcom, lecz ci wrabiają go w przestępstwo i zabijają jego rodzinę. W międzyczasie dwójka dzieci pokonanego mistrza rusza z misją zemsty, sądząc że to Lei Pong jest zabójcą ich ojca. W intrygę wplątuje się też nieznajoma mistrzyni, pragnąca pomóc poszkodowanym. Złoczyńcy tymczasem przygotowują się na nieuniknione starcie i wynajmują najpotężniejszych zabójców, w tym legendarnego wojownika, znanego jako Jednoosobowa Armia (Hung-Lieh Chen przybywający do filmu z Shaw Brothers).

Fabuła zdecydowanie nie jest najmocniejszą stroną filmu. I nie chodzi nawet o to, że jest dość przewidywalna i pełna klisz, lecz twórcy tak pospieszają akcję, że staje się zupełnie nielogiczna. Spora ilość dziur fabularnych w połączeniu z przyjemnymi, acz mało spektakularnymi scenami sztuk walki i anachronicznymi efektami specjalnymi, sprawia, że Fearless Fighters jest filmem tylko dla największych miłośników wuxia (tutaj także z elementami kung fu).


Zaletą jest kilka stylistycznych zabaw. W jednej ze scen produkcja korzysta z horrorowego sztafażu, z kolei niektóre sceny wprowadzające do pojedynków nawiązują do chanbar. Ciekawostką jest też fakt, że członkowie klanu Szpon Orła wkładają miecze do pochwy w niemal identyczny sposób, co Tomisaburo Wakayama, co dla mnie jest ogromną zaletą produkcji.

The Ghost Hill
Shi wan jin shan
reżyseria i scenariusz: Ting Shan-Hsi
studio: Union Film i International Film Production
premiera: ??.??.1971

Obsada: Tien Peng, Pollly Shang-Kuan Ling-Feng, David Tang Wei, Han Hsiang-Chin i inni.

Tajwańska wuxia z Union Films, które na poważnie zainteresowało się gatunkiem po sukcesie Dragon Gate Inn Kinga Hu kieruje się mocno w stronę fantastycznej stylistyki shenguai, lecz pozbawiając ją artystycznego zmysłu Hu. The Ghost Hill to prosta opowieść o szermierzach, którzy zostali ze sobą skłóceni przez Króla Piekieł – potężnego złoczyńcę stojącego na czele ogromnej organizacji usadowionej w górze, którą broni 10 specjalnych przejść – każde z nich wypełnione jest zaś innym zestawem pułapek: materiałami wybuchowymi, trującymi oparami, klasycznymi zapadniami czy wysuwającymi się ze ścian ostrzy. Szermierze dość szybko domyślają się, że zostali oszukani i z pomocą siostry jednego z nich oraz dzięki niespodziewanej pomocy przybranej córki Króla Piekieł ruszają do walki z niegodziwcami.

Elementy fantastyczne nie są tu tak silnie obecne, jak w niektórych produkcjach tajwańskich z tego roku czy niektórych propozycji z Shaw Brothers. Skupiają się one przede wszystkim na pułapkach w niektórych wejściach do kryjówki złoczyńców oraz na samym Królu Piekieł, którego niebagatelne umiejętności kung fu dały mu nadludzkie zdolności. Bohaterowie w pojedynkę nie są w stanie stawić mu czoła, lecz razem być może uda im się zwyciężyć.

Niestety ich rywalizacja nie jest zbyt interesująca. Mimo dość dobrej obsady ze znaną z wspomnianego Dragon Gate Inn Lingfeng na czele, technicznie The Ghost Hill pozostawia bardzo wiele do życzenia. Choreografia scen walk jest niezbyt zajmująca, w dodatku aktorzy ustępują swoimi akrobatycznymi zdolnościami kolegom po fachu z Shaw Brothers i Golden Harvest przez co walki są mało dynamiczne, a wspomaganie się efektami fast motion tylko dodatkowo wyłuskuje ich braki. Fabularnie produkcja również nie oferuje zbyt wiele, lecz jej największą wadą jest mało atrakcyjna paleta bohaterów. O ile postaci pozytywne są w miarę zadowalające w swoim generycznym portrecie, o tyle postaci negatywne są wyjątkowe nijakie. Nie licząc Króla Piekieł wszyscy potężniejsi wojownicy po stronie zła nie wybijają się ponad bezimiennych bandziorów, a wyróżniają ich jedynie pomysłowe oręża, niestety prezentujące się niezbyt realistycznie na ekranie. Król Piekieł to natomiast co chwila wybuchający rubasznym śmiechem, otyły pan z siwą brodą – jako taki ani przez chwilę nie prezentuje się jak potężny mistrz sztuk walki.

Tym samym The Ghost Hill można polecić jedynie największym miłośnikom starszych wuxia, szczególnie tych spod znaku fantastycznego kina. Mimo licznym braków i wad, zawiera on wystarczająco pomysłów, które fanów gatunku powinny zatrzymać przy ekranie.

The Lady Professional
Nu sha shou
reżyseria: Kuei Chih-Hung i Matsuo Akinori
scenariusz: Katy Chin Shu-Mei
studio: Shaw Brothers
premiera: 01.07.1971

Obsada: Lily Ho, Chang Pei-Shan, Cheng Miu, Huang Chung-Hsin, Erh Chun, Bolo Yeung i inni.

Lady Professional to wyraźny prekursor późniejszych filmów akcji z Hongkongu, zwiastujący m.in. nadejście produkcji spod ręki Johna Woo. Przyznam też, że podczas oglądania kojarzył mi się również z filmami z Charlesem Bronsonem ze studia Cannon. Dość nietypowa i zdecydowanie warta odszukania produkcja ze studia Shaw Brothers opowiada historię kobiety Ge Tianli, która z pomocą szantażu jest zmuszona do zabijania ludzi. Jej zleceniodawcą jest bogaty i wpływowy biznesmen, lecz sprawą bezpośrednio zajmuje się jego prawa ręka, pozbawiony skrupułów mężczyzna. Tytułową bohaterkę zagrała Lily Ho i trzeba przyznać, że wypadła bardzo udanie w kreacji zimnej, seksownej zabójczyni, stosownie nadając jej zarówno tragicznego rysu, jak i cech wyrafinowanego mordercy.

Główna akcja filmu w rzeczywistości zaczyna się dość, gdyż następuje po wykonaniu zlecenia Tianli, kiedy to staje się celem dla innych zabójców, wynajętych przez tego samego biznesmena celem zatarcia śladów. Dzięki temu Tianli stoczy boje z różnymi typami spod ciemnej gwiazdy. Trzy sekwencje szczególnie zapisują się w pamięci: sceny na schodach przeciwpożarowych w klubie muzycznym, w których Ho wygląda naprawdę zabójczo, jej walka na opuszczonym placu budowy z trzema ekstrawaganckimi złoczyńcami (m.in. Bolo Yeung) oraz finalne zabójstwo. Tienli by pozbawiać życia swoje cele korzysta przede wszystkim z umiejętności przebierania się za inne osoby, lecz aspekt ten nie został tu potraktowany z kuriozalnym łamaniem realizmu, jak bywało wcześniej u Shawów (czy w japońskich produkcjach korzystających z pomysłu), lecz jest tu wykorzystany całkowicie poważnie i idealnie wpasowany w konwencję thrillera z elementami kina akcji.

Największe wady produkcji to brak interesujących antagonistów, czasem zaskakująca głupota bandziorów oraz jedna z pierwszych sekwencji akcji, podczas której oglądamy sceny samochodowego pościgu z ekstremalnie idiotycznym wykorzystaniem fast motion. Sekwencja jest jedną z wprowadzających, jest ona jednak na tyle nieudana, że w późniejszych partiach film musi wpierw zmyć wywołane przez nią złe wrażenie, zanim zacznie naprawdę wciągać widza. Na szczęście Lady Professional nigdy do takich kuriozów już nie wraca i utrzymuje rozsądny poziom zawieszenia realizmu. Tym samym okazuje się być jedną z najciekawszych propozycji studia nie tylko z lat 70.

The Anonymous Heroes
Wu ming ying xiong
reż. Chang Cheh
scenariusz: Ni Kuang
Studio: Shaw Brothers
Premiera: 24.07.1971

Obsada: David Chiang, Lung Ti, Ching Li, Ku Feng, Cheng Miu, Tang Ti, Yeung Chi-Hing, Yuen-Woo Ping i inni.


The Anonymous Heroes stanowi pod wieloma względami western (czy raczej zapata western) widziany oczyma Cheh Changa. Film opowiada historię dwóch młodzieńców (David Chiang i Lung Ti), którzy decydują się pomóc rewolucjonistom w ukradzeniu armii 3 tys. strzelb i 280 tys. sztuk amunicji. Wraz z nimi do akcji wkracza także ich koleżanka (Ching Li) oraz osoba, która wciągnęła ich w rewolucjonistyczną karierę – brat Wan (Ku Feng). W czwórkę dumnie ruszają stawić czoła przeważającej liczbie wrogów i wesprzeć szlachetny cel (choć w filmie nigdy nie zostaje wyjaśnione, którym rewolucjonistom pomagają).

Z omawianych tu do tej pory filmów stylistycznie The Anonymous Heroes jest najbardziej podobny do The Duel Cheh, który osiągnął kasowy sukces m.in. dzięki zestawieniu ze sobą dwóch gwiazd z Shaw Brothers, czyli Chianga i Ti. Tym razem jednak nie stają oni do walki przeciw sobie, lecz razem ruszają rozprawiać się z chmarami wrogich żołnierzy aż do gorzkiego finału, którego rozwiązanie każdy fan Cheh z łatwością odgadnie. Westernowe inspiracje objawiają się zaś najsilniej podczas sekwencji pościgu, gdy nasi anonimowi bohaterowie stoją na wagonach rozpędzonego pociągu strzelając do ścigających ich konno uzbrojonych w strzelby żołnierzy.

Poza rabunkiem, strzelaninami i bijatykami The Anonymous Heroes stanowi przede wszystkim interesującą opowieść o trójce młodych ludzi, którzy nie mają w życiu nic pożytecznego do roboty. Ot, trochę kradną od armii, uprawiają hazard i wdają się w liczne bijatyki. Ich naiwność, jak i chęć zrobienia czegoś więcej w swoim życiu motywuje ich do wspomożenia rewolucjonistów. Cheh wykorzystuje ich młodzieńczy zapał, sygnalizowany m.in. nieschodzącymi im z twarzy uśmiechami, do dodania nieco lżejszego, nawet humorystycznego tonu, lecz nigdy nie zapomina przy tym o dramacie inherentnym dla ich położenia. Ten najsilniej objawia się pod koniec, jednak nawet w obliczu śmierci bohaterowie nie zapomną o uśmiechu i rzuceniu okazjonalnego żartu. Cheh ponownie więc bawi się tutaj stylistykami, wykorzystując jako bazę kino kung fu, któremu pomógł wytyczyć drogę przyszłego rozwoju, do stworzenia historii o patriotyzmie i bezinteresowności w obliczu niesprawiedliwości świata. Warto też zaznaczyć, że akcja filmu rozgrywa się niedługo po Chińskiej Rewolucji z 1911 roku, co stanowi kolejny krok w tworzeniu stałego miejsca dla tego okresu chińskiej historii w ichnim kinie gatunkowym.

Niestety, The Anonymous Heroes nie jest produkcją pozbawioną wad. Największym problemem filmu, być może powodowanym pośpiechem realizacyjnym, charakterystycznym dla produkcji z Shaw Brothers, jest niezamierzona kuriozalność niektórych ze scen. O ile sposób zdobycia ciężarówek do transportowania broni jest zamierzenie komediowy (niestety również dość żenujący), to sceny kiedy bohaterowie z porwanym generałem próbują wykorzystać jego pozycję do przejęcia broni w bazie armii są już zupełnie groteskowe. Sceny te rozgrywają się w niewielkim biurze, gdzie Chiang, Ti i Wan razem z pochwyconym generałem spotykają się z oficerem i jego podwładnym. Spocony generał co chwila się jąka i próbuje wyjawić swoją sytuację, za każdym razem jednak jeden z bohaterów przysuwa mu do głowy (zamknięty w kaburze) pistolet, skutecznie go uciszając, podczas gdy rozmawiający z nim oficer siedzi praktycznie obok niego i w ogóle nie nabiera żadnych podejrzeń. Na domiar złego wokół tej sekwencji rozgrywa się kilka dodatkowych wydarzeń, więc całe zajście musiało trwać dość długo (dokładny czas nie został oczywiście podany, lecz biorąc pod uwagę co bohaterowie robią w międzyczasie, zdaje się – być może znacząco – przekraczać godzinę). Nie wiem, jak wygląda typowe zachowanie chińskiego żołnierza, lecz pozbawieni dyscypliny Chiang i Ti, przystawiający pistolet do głowy plątającego się w słowach przełożonego, żądającego wydania ogromnej ilości broni bez odpowiednich zezwoleń powinni wzbudzić wątpliwości.

Oprócz tego byłem zaskoczony kwestią podejścia do ludzkiego życia przez bohaterów. Przez sporą część czasu trwania biją, lecz nie zabijają wrogich żołnierzy, zachowując swój idealistyczny, młodzieńczy rys. Tak samo jest początkowo podczas zdobywania mundurów, potrzebnych im do wypełnienia planu rabunku: atakują najpierw dwóch żołnierzy, pozbawiając ich przytomności. Jednak gdy zabierają się za trzeciego, to z uśmiechami na ustach i bez żadnego powodu strzelają do niego z bliskiej odległości (nie wspominam już o tym, że takie strzały wynikłyby uszkodzeniem munduru i dużymi plamami krwi, uniemożliwiającymi wykorzystanie uniformu). Dziwaczne decyzje stojące w kontrze do ustanowionego charakteru oraz pokracznie zrealizowane sceny stanowią tu największe wady, sprawiające, że choć mamy do czynienia z niewątpliwie interesującym filmem, całość prezentuje się cokolwiek rozczarowująco.

The Shadow Whip
Ying zi shen bian
reżyseria: Wei Lo
scenariusz: Wei Lo i Ni Kuang
studio: Shaw Brothers
premiera: 06.08.1971

Obsada: Cheng Pei-Pei, Yueh Hua, Tien Feng, Ku Feng, Lee Kwan, Wang Hsieh, Sammo Hung Kam-Bo i inni.

Co prawda Cheng Pei-Pei pożegnała się z karierą w filmach wuxia grając główną rolę w klasycznej Lady Hermit, gdzie symbolicznie przekazała pałeczkę pierwszej damy wuxia Shih Szu, to za namową Shaw Brothers gwiazda wróciła by raz jeszcze skrzyżować miecze, a właściwie tym razem bicz, ze złymi mistrzami sztuk walki. Pei-Pei wciela się tu w młodą pannę Yun, ukrywającą, że jest uczennicą legendarnego mistrza Świata Sztuk Walki Bicza Cienia Fanga Chengtiana (Tien Feng). Jak się okazuje Bicz Cienia jest dość popularną osobą. Jest bowiem poszukiwany zarówno przez licznych złoczyńców, jak i innych mistrzów oraz praworządnych bohaterów – wszyscy chcą go zabić i/lub osądzić za dawniej popełnione przestępstwo. Czy jednak faktycznie ma on na sumieniu występek? Yun jest przekonana, że zarzuty są fałszywe i stawia czoła wrogom swoje mistrza. Formuje przy tym przymierze (i romans) z młodym wojownikiem Wangiem Jianxinem (Yueh Hua), także ścigającym jej mistrza. Ich największym rywalem okaże się potężny szef Hong (Ku Feng). Ostatecznie sam Bicz Cienia ruszy do akcji, pokazując, że starym mistrzom w kinie wuxia nikt nie jest w stanie nikt dorównać.

The Shadow Whip to typowa produkcja ze studia, która nie wyróżnia się niczym szczególnym na tle innych ówczesnych wuxia. Początkowo zdaje się budować oryginalny świat, skąpany w śnieżnych krajobrazach, lecz ostatecznie oprócz kilku ujęć, fakt miejsca i czasu akcji jest tu bez znaczenia. Choreografie scen walk nie są zbyt udane i prezentują podobny poziom co większość produkcji z Pei-Pei. Na uwagę zasługuje za to Ku Feng w kolejnej ze swoich roli czarnego charakteru. Miłośników gatunku The Shadow Whip z pewnością zainteresuje, ale reszta nie znajdzie wiele dla siebie.


The Comet Strikes
Gui liu xing
reżyseria i scenariusz: Wei Lo
studio: Golden Harvest
premiera: 11.08.1971

Obsada: Nora Miao, Patrick Tse, Stanley Fung, Lau Wing, Lee Kwan, Sek Kin, Hung Lay, Cliff Lok, Eddy Ko i inni.

Wei Lo w 1971 roku żonglował reżyserskimi obowiązkami tworząc zarówno w Shaw Brothers, jak i w nowym Golden Harvest, jednak wydaje się, że jego serce było bliżej tego drugiego studia. The Comet Strikes jest bowiem zdecydowanie bardziej rozbudowanym, pomysłowym, lepiej przemyślanym filmem niż jego ówczesne produkcje dla Shawów. I choć GH wciąż wizualnie nie mogło rywalizować z soczystymi barwami z taśm starszego ze studiów, nadrabiało braki charyzmatycznymi aktor(k)ami, bardziej rozbudowanymi fabułami i dłuższym czasem trwania. Tak jest i w przypadku The Comet Strikes z Norą Miao w roli głównej. Ponownie udowadnia ona tutaj, że uznawanie jej osoby za jednego z czołowych aktorów kina wuxia z lat 70. jest jak najbardziej zasadne (aczkolwiek osobiście zawsze preferowałem Angelę Mao).

The Comet Strikes przedstawia pełną podchodów i intryg fabułę, w którą zamieszane jest tyle osób, że łatwo się będzie pogubić osobom niewprawionym w wuxiowych bojach. W centrum tego kotła zaś znajduje się tytułowa Kometa, czyli wojowniczka Siu Yuk (Nora Miao). Jest ona wybitnie uzdolnionym szermierzem działającym na rzecz ukrywającego się króla. Wokół niego oczywiście roi od szpiegów, zabójców, znajdzie się też nawiedzony dom, a we wszystko wmiesza się pewien dobrego serca szermierz Siu Chong (Patrick Tse), próbujący dowiedzieć się o co w tym wszystkim tak naprawdę chodzi i przy okazji rozwikłać zagadkę śmierci jego rodziców.

Od razu napiszę, że największą wadą filmu jest sposób w jaki Yuk wchodzi w interakcje z innymi ludźmi, jest on bowiem niesłychanie irytujący, a przy tym okropnie wręcz głupi. Przywołajmy taką sekwencję: dziewczyna siłą wdziera się do domu obcego człowieka, dumnie i buńczucznie każe mu coś zrobić, po czym gdy pyta się ją o wyjaśnienia czy tożsamość wpada w rozdrażnienie, przez co zostaje uznana za wroga lub osobę co najmniej podejrzaną; próby jej zatrzymania oczywiście wynikają walką, po której Yuk dziwi się, że nikt jej nie wierzy. Ten schemat powtarza się tu kilkakrotnie, co sprawia, że protagonistka dość prędko staje osobą przez widza nielubianą, co znacznie przeszkadza w odczuwaniu frajdy z oglądania.

Poza tym jest tu jednak sporo ciekawych pomysłów, choć niektóre rozwiązania fabularne są nadto proste czy wręcz infantylne, a całości towarzyszy spory chaos. Dodanie motywów rodem z shenghuai wynikło scenami nawiązującymi do kina grozy, choć trzeba przyznać, że cały wątek z nawiedzonym domem prezentuje się dość nonsensownie. Przyzwoicie prezentują się natomiast sceny akcji, z finalnymi na czele, gdy do walki rusza potężny zły mistrz. Co prawda rozwiązanie fabuły jest, ponownie, cokolwiek nielogiczne i trochę kojarzy się z dawnymi, groteskowymi filmami Lo, podrabiającymi przygody Jamesa Bonda, lecz scenografie i walki podczas ostatniego starcia wypadają udanie.

The Comet Strikes nie stanowi wielkiego kroku dla Golden Harvest, któremu choć udało się uzyskać własną tożsamość, to po kilku zaledwie filmach zdało się utknąć w pozycji bez pomysłów na rozwinięcie swojego katalogu tak by zaprezentować znane widzom gatunki odmiennie od Shaw Brothers i tajwańskich produkcji. Na szczęście jest to jednak chwilowy kłopot i niebawem GH zacznie atakować kina z wyjątkową skutecznością.

The Swift Knight
Lei ru fung
reżyseria i scenariusz: Walter Chung Chang-Hwa (Chang-Hwa Jeong)
studio: Shaw Brothers
premiera: 25.08.1971

Obsada: Lieh Lo, Margaret Hsing Hui, Chin Han, Wang Hsieh, Fang Mian, Chai No, Tung Lin, Lau-Kar Wing i inni.


Kolejna wuxia od Shaw Brothers już od pierwszych scen zabiera widza w samo serce intrygi. Otóż w pewnym mieście przebywają księżniczka i książę, jednak z powodu pochodzenia z nieprawego łoża nigdy nie dowiedzieli się o swoim królewskim rodowodzie. Tym samym księżniczka została zmuszona do pracy w domu publicznym, zarządzanym przez chciwych, niegodziwych lokalnych polityków, a chłopak klepie biedę. Pewnego dnia do miasta przybywa wysłannik cesarski, jednak prędko zostaje zabity przez złego mistrza sztuk walki, który podszywa się pod swoją ofiarę i rusza na poszukiwanie cesarskiej rodziny z pomocą miejscowych zarządców. W zabójstwo wrobił zaś tytułowego Błyskawicznego Rycerza (Lo), który akurat przebywa w mieście; czasami z maską na twarzy wymierza sprawiedliwość, a czasami oddaje się cielesnym uciechom. Gdy spotyka w domu publicznym nową dziewczynę postanawia ją wykupić, nie wiedząc, że płaci za księżniczkę. W międzyczasie do miasta przybywa również tajemniczy szermierz w przebraniu żebraka, jak się okazuje, również szukający księżniczki i księcia.

The Swift Knight jest bardzo sprawnie zrealizowanym wuxia, pełnym zwrotów akcji, interesujących postaci, w tym także drugoplanowych oraz bardzo efektownych i widowiskowych scen akcji. Tytułowy bohater został bardzo charyzmatycznie zagrany przez Lo, nadającemu swojej postaci zarówno cynicznego rysu, kojarzącego się z protagonistami chanbar, jak i cech kobieciarza oraz, w późniejszych partiach, patriotycznego bohatera. Chang-Hwa też zamiast na scenach akcji, patriotyzmie czy braterskie woli skupiać się na bardziej codziennych ludzkich emocjach odstając w ten sposób od kolegów po fachu, co jest tutaj niewątpliwą zaletą.

Na niekorzyść produkcji przemawiają czasem skrajne zbiegi okoliczności oraz rażące logiczne potknięcia. Gdyby fabuła filmu pozbyła się ich, a czasem wystarczyłyby ledwie drobne poprawki, aby ustrzec się naprawdę ogromnych luk w scenariuszu, wtedy The Swift Knight można byłoby ocenić zdecydowanie lepiej. Mimo tego, wciąż jest to interesujący film wuxia od Shawów, wart obejrzenia przez wszystkich miłośników gatunku.



The Sword
Jian
reż. Lei Pan i Jimmy Wang Yu
scenariusz: Lei Pan
studio: Yangtze Productions Limited
premiera: 19.09.1971

Obsada: Jimmy Wang Yu, Pei-Ling Chen, Lai Wang, Hsiang-Ting Ko, Kwan Lee, Chiang Han i inni.

The Sword to obecnie niemal całkiem zapomniany film wuxia z Tajwanu, gdzie Yu Wang wciela się w postać szermierza ogarniętego manią posiadania najlepszych mieczy. Film jest opowieścią o jego upadku, kiedy to kosztem rodzinnej lojalności, pozycji społecznej, życia bliskich i zaufania bliskich robi wszystko by wejść w posiadanie najcenniejszych mieczy z nadzieją, że zdobędzie najlepszy miecz na świecie.

The Sword jest zupełnie niesłusznie nieznanym filmem. Co prawda choreografia scen sztuk walki nie jest tu nazbyt udana, przez co pojedynki są dość statyczne i nieco teatralne, ale cała reszta to wuxia na bardzo wysokim poziomie. Bogata scenografia, konsekwencja w prowadzeniu fabuły i kreśleniu rysu psychologicznego protagonisty są godne największej pochwały. Zdjęcia nasuwają skojarzenia z filmami Kinga Hu, a pompatyczna podczas scen walk muzyka wpierw podkreśla heroiczny rys bohatera, lecz gdy spada on coraz głębiej w otchłań moralnej degradacji zaczyna brzmieć niczym ironiczny komentarz dotyczący jego pragnienia i wyśmiewający jego marzenia. Upadek protagonisty jest również odzwierciedlony na poziomie wizualnym: jego stroje stają coraz ciemniejsze, jego rysy twarzy ulegają zniekształceniu, pod koniec koniec filmu wygląda niczym typowy złoczyńca w filmów wuxia, ale i wtedy The Sword unika popadania w sztampę. Bowiem mimo konsekwencji w prowadzeniu fabuły, ta nie zawsze jest łatwa do przewidzenia, co stanowi jedną z większych zalet produkcji

Miecz jest zwykle dość wyraźnie fetyszyzowany w produkcjach wuxia, gdzie posiadanie lepszego oręża często zapewnia właścicielowi potężne zdolności, wojownicy są nierzadko rozpoznawani na podstawie oręża, a nie twarzy, a pogoń za doskonałym ostrzem nigdy się nie kończy. Czasami ten popęd w kierunku broni jest pokazywany negatywnie, zwykle jednak zostaje wykorzystany do popchnięcia fabuły, w której jakiś złoczyńca pragnie lub wchodzi w posiadanie cudownego ostrza i praworządni xia ruszają by go powstrzymać zanim ten zdominuje Świat Sztuk Walki. The Sword podchodzi do tematu z o wiele mniejszym zacięciem eskapistycznym, starając się zbudować nienachalnie moralizujący obraz, będący w gruncie rzeczy zaprzeczeniem ideałów wuxia. W tym filmie chęci walki, zdobywania miecza i sławy są czymś zgoła złym i prowadzą wyłącznie do cierpienia i frustracji. Portret psychologiczny targanego pragnieniem zdobycia miecza protagonisty może służyć jako wizja uzależnienia od czegokolwiek, toteż pod tym względem The Sword zyskuje niespodziewaną uniwersalność przekazu. Temat jest tu oczywiście pokazany w znacznym uproszczeniu, lecz dzięki sprawnemu tokowi narracj i, wyraźnym wizualnym wskazówkom nie zostaje on umniejszony. Tym samym The Sword to jeden z ciekawszych i lepiej zrealizowanych filmów wuxia z nietypową aktorską kreacją – świetnego skądinąd – Yu Wanga; to film, który powinien zaciekawić nie tylko fanatyków gatunku.

The Rescue
Xie jiu tian lao
reżyseria: Shen Chiang
scenariusz: Shen Chiang i Hsu Li-Min
studio: Shaw Brothers
premiera: 24.09.1971

Obsada: Lieh Lo, Shih Szu, Ku Wen-Chung, Fang Mian, Ling Ling, Bolo Yeung, Chan Shen, Kim Ki-Ju i inni.


Film nawiązuje do historycznych wydarzeń z XIV wieku, z okresu rządów Tatarów, jednak zostały one wpisane w formę typowej dla studia formuły wuxia. Produkcja skupia się na grupie cesarskich lojalistów, w której na pierwszy plan wysuwa się młoda i ognista szermierz Bai Yaerh (Szu), rywalizujących z tatarską dyktaturą i starającą się uwolnić pojmanego cesarza. Na nieszczęście patriotycznym wojowników Tatarzy są wyposażeni w całkiem przyzwoity zmysł strategiczny oraz niezgorszych mistrzów sztuk walki. Bohaterscy lojaliści wydają się zatem być bez szans na powodzenie misji. Przez przypadek Yaerh spotyka tajemniczy wojownik Le Heru (Lo), który z miejsca postanawia podbić serce dziewczyny i mimo jej ciągłych sprzeciwów wciąż pojawia się w jej pobliżu czasem ratując jej życie dzięki swoim ekstremalnym zdolnościom sztuk walki, a czasem irytując ją swoim – zdaje się – beztroskim podejściem do życia. Nie da się przy tym ukryć, że dziewczyna powoli zaczyna coraz cieplej myśleć o upartym w swych dążeniach wojowniku.

The Rescue przedstawia podobny poziom wykonania, co The Swift Knight, czyli oferuje wyrazistych bohaterów, interesujące postaci drugoplanowe (w tym jednego z generałów tatarskich, który okazuje się być porwanym za dziecka Chińczykiem, w którego wciela się Bolo Yeung) oraz bardzo udane sekwencje scen szermierczych potyczek (może z wyjątkiem walki Szu z Yeungiem, gdzie żadnymi montażowymi trikami nie udaje się sprawić, że Szu wygląda na potężniejszego wojownika). Sceny akcji opierają się tu przede wszystkim na zaskakująco ambitnych pomysłach wykorzystania linek. Chiang zresztą nie jest nowicjuszem w tym temacie i już w The Winged Tiger udowadniał, że latający niemal wojownicy są jego specjalnością. W The Rescue co prawda „latania” jest mniej, ale wyskoków i akrobacji powietrznych nie brakuje, dzięki czemu jest to jeden z ciekawszych filmów w kontekście scen akcji opierających się na zmyślnym i precyzyjnym wykorzystaniu linek. Poza tym w jednej ze scen Yeung wyrywa więzienną kratę i używa jej jako broni.

Minusem są tu z pewnością jednowymiarowi antagoniści oraz powracająca głupota lojalistów, którzy wpadają w nawet najmniej wymyślne pułapki wroga. Ciekawostką natomiast jest fakt ponownego w studiu wykorzystania motywu z Tako rzecze Zaratustra Straussa, który wcześniej Chang Cheh użył z powodzeniem w The Duel. Tutaj pojawia się on krócej i tylko raz, lecz skutecznie akcentuje moment przełomowy produkcji. Interesujące jest również jej zakończenie o raczej pesymistycznym wydźwięku, kojarzącym się nieco z produkcjami Cheh.

Ostatecznie The Rescue oferuje udane połączenie akcji, z domieszką humoru i okazjonalnego dramatu ze szczyptą romansu, będąc co prawda typową pozycją w katalogu Shaw Brothers, lecz nie znaczy to, że jest to pozycja niewarta poznania, wręcz przeciwnie, każdy miłośnik wuxia powinien z przyjemnością spędzić czas przy filmie.


Duel of Fists
Quan ji
reżyseria: Chang Cheh
scenariusz: Ni Kuang
studio: Shaw Brothers
premiera: 01.10.1971

Obsada: David Chiang, Lung Ti, Ching Li, Chan Sing, Ku Feng, Woo Wai, Pawana Chanajit, Wong Chung, Yeung Chi-Hing i inni.


Kolejny film Cheh, w którym połączony magnetyzm gwiazd Chianga i Ti lśni z ekranu i przekłada się na ekstremalny komercyjny sukces. Kontynuując trend przenoszenia akcji filmów w nowoczesne czasy (który zresztą sam rozpropagował), Cheh powraca do współczesności, gdzie poznajemy inżyniera budowlanego Fana Ke (Chiang). Jest on także mistrzem kung fu, której to sztuki nauczył go ojciec prowadzący szkołę sztuk walki. Jego ojciec niestety niedługo po rozpoczęciu się filmu przechodzi zawał serca i na łożu śmierci wyznaje, że w czasach studiowania różnych stylów walki mieszkał przez pewien czas w Tajlandii. Tam zaś związał się z kobietą, która urodziła się syna Wen Lieh (Ti). Kiedy jednak mistrz wrócił do Hongkongu dumna Tajka zerwała z mężczyzną kontakt, zostawiając mu jedynie zdjęcie kilkuletniego dziecka. Teraz Chiang wyrusza z zadaniem odszukania swojego starszego brata, wiedząc o nim tylko dwie rzeczy: że jest on zawodowym wojownikiem muay thai oraz posiada na ręku charakterystyczny tatuaż.

Po wprowadzeniu postaci Chianga, następuje wprowadzenie postaci Ti. Lieh zostaje pokazany jako kolejny młodzieniec o dobrym sercu, który wbrew sobie wplątał się w sieć korupcji oplatającej sporty walki w Tajlandii. Jak się okazuje funkcjonuje tam grupa, zajmująca się wpływaniem na wyniki pojedynków. Jej przywódcą jest potężny fighter, a ręką wymierzającą kary inny zawodnik muay thai o pseudonimie Armata (Feng), który krnąbrnych przeciwników zabija na ringu, na oczach przekupionego lub zastraszonego sędziego. Ke, gdy przybędzie do Tajlandii, odnajdzie Lieh bardzo prędko, jako że sam wejdzie w drogę gangowi. Zanim jednak dowie się, że jego nowy przyjaciel jest jego bratem minie sporo czasu, gdyż z powodu podobieństwa tatuaży z innym zawodnikiem, Ke szuka niewłaściwej osoby.

W przeciwieństwie do poprzednich produkcji z Chiangiem i Ti w rolach głównych, Duel of Fists jest utrzymany w znacznie lżejszym tonie. Produkcja stanowi przy tym w pełni klasyczną pozycję kina kung fu, będącą wpływową na rozwój gatunku. Kojarzy się przez to bardziej z późniejszymi propozycjami w gatunku niż ówczesnymi, co stanowi kolejne potwierdzenie świetnej intuicji Cheh, co do kierunku rozwoju nie tylko katalogu Shaw Brothers, ale i kina w Hongkongu w ogóle. Z pewnością dla ówczesnych widzów zaletą były również obrazki z Tajlandii, Cheh oferuje bowiem dwie przyjemne sekwencje zwiedzania kraju, nie mające związku z fabułą, lecz świetnie budujące międzynarodowy charakter produkcji, a także wyróżniające film od większości propozycji studia często zamkniętych w małych przestrzeniach studia. Oczywiście i tutaj wiele scen rozgrywa się w studyjnym zamknięciu, lecz jest ich zdecydowanie mniej.

Fabularnie co prawda film nie zachwyca, oferując widzom przewidywalne zwroty akcji i raczej jednowymiarowe postaci, lecz charyzmatyczni aktorzy, równe tempo narracji, osadzenie fabuły w Tajlandii oraz przyzwoite sceny walk składają się na film, który fani kung fu z pewnością uznają za udany, szczególnie zaś fani Chianga i Ti. Trochę rozczarowuje za to nikła obecność tajskich postaci, praktycznie wszyscy napotkani ludzie to albo Chińczycy, albo Tajowie akurat znający biegle chiński. Żałuję także, że Armata nie jest Tajem. Nawet mimo że bardzo cenię Fenga i lubię oglądać go na ekranie, w filmie pojawia się jeden zawodnik grany przez Taja, jednak zostaje on szybko usunięty, a mógłby stanowić ważniejszą, urozmaicającą oglądanie znajomych twarzy postać.

Sporo zaletą jest wykorzystanie tu muay thai jako jednego z głównych stylów walki. Duel of Fists stanowi tym samym jeden z pierwszych filmów sięgających po ten styl. Cheh stara się przy tym prezentować walki – szczególnie te na ringu – bardzo realistycznie i choć choreografia scen akcji od czasu do czasu zawodzi, w całości prezentuje się bardzo interesująco i nowatorsko. Należy też pochwalić Ti i Fenga, że nauczyli się ciosów w innym stylu i niemal wcale nie korzystają z klasycznych kung fu uderzeń, z jakimi są zwykle kojarzeni. Wszystko to sprawia, że Duel of Fists to kolejna udana produkcja reżysera, konieczna do poznania przez wszystkich miłośników gatunku.


Lady with a Sword
Feng Fei Fei
reż. Kao Pao-Shu
scenariusz: Ni Kuang
studio: Shaw Brothers
premiera: 15.10.1971

Obsada: Lily Ho, James Nam, Wang Hsieh, Chai No, Lin Jing, Ou-Yang Sha-Fei, Lee Pang-Fei i inni.


Lady with a Sword rozpoczyna się niczym typowa dla Shaw Brothers wuxia i mimo że w gruncie rzeczy taką pozostaje, to – nie licząc czasem niezachwycających scen akcji – jest to bardzo solidna produkcja, konsekwentnie i w przemyślanym kierunku rozwijająca fabułę. Brak nadmiernego pośpiechu pozwolił jej się ustrzec logicznych dziur i kuriozalnych zbiegów okoliczności, pojawiających się w lwiej części propozycji studia.

Film zaczyna się od razu od tragedii; oto chłopak zmierza z matką do rodzinnej posiadłości rodu Feng po tym jak mąż kobiety został brutalnie zabity przez wojownika posługującego się rzucanymi sztyletami. Pech chce, że na szlaku natykają się na grupkę zbirów. Kobieta ma zostać zgwałcona (swoją drogą, rozbierana jest za pomocą cieć mieczem, niczym kobiety w serii filmów o Nemurim Kyoushirou), gdy jednak stawia opór zostaje brutalnie zabita. Rannemu chłopcu udaje się uciec i dostać do wspomnianej posiadłości. Mistrzów co prawda w niej nie zastaje, gdyż wyjechali oni do innej posiadłości - zaprzyjaźnionego rodu Bai, także mistrzów sztuk walki. Chłopak zastaje za to swoją młodą i piękną ciotkę Feng Fei Fei (Ho), będącą zarazem siostrą zamordowanej kobiety. Dziewczyna, będąc mistrzynią sztuk walki, decyduje się pomóc chłopakowi znaleźć winnych. Odszukują w ich miejscowym domu publicznym, podczas walki okazuje się jednak, że złoczyńca to Jin Lian Bai (Nam), synem z rodu Bai, co gorsza, Fei Fei jest jego obiecaną żoną.

Produkcja bardzo ciekawie wykorzystuje fakt spowinowacenia protagonistki z antagonistą. Jako że ostatnio widzieli się za czasów dzieciństwa, a na dodatek dziewczyna podróżuje w męskim przebraniu początkowo nie są świadomi swoich tożsamości. Dziewczyna dowiaduje się prawdy wcześniej, co tylko pogarsza sprawę, gdyż z szacunku do jego rodziców, decyduje się go aresztować, zamiast zabić. Lian Bai tymczasem - wraz z potężnymi złoczyńcami, którzy sekretnie go wykorzystują - próbuje różnymi metodami zabić zarówno Fei Fei, jak i chłopaka. Bardzo dużą zaletą są wyjątkowo żywo zarysowane postaci. Skonfliktowana Fei Fei, zupełny socjopata Lian Bai, nawet osierocony dzieciak (a nie przepadam za dziecięcymi postaciami w wuxia i kung fu), choć czasem wdaje się w lekko humorystyczne walki, zostaje bardzo pomysłowo wykorzystany w filmie, stając się pod koniec katalizatorem tragicznego finału. Ten jest co prawda spodziewany, lecz mimo to i tak zawiera kilka niespodzianek (a o to w wuxia było już wtedy trudno). Na uwagę zasługuje też matka antagonisty, która niezależnie od złych uczynków syna wszystko mu wybacza i za wszelką cenę nie chce dopuścić do jego aresztowania. Przedstawia się przez to jako najbardziej negatywna z postaci, zdolna do każdego zła byleby tylko jej ukochany syn pozostał bezpieczny.

Lady with a Sword to w moim uznaniu świetny film wuxia, który niedostatki w scenach akcji powodowane brakiem wymaganych zdolności przez aktorów, są wynagradzane zaskakująco interesującą fabułą, w której czuć, że gra toczy się o coś ważnego, i w której rzeczywiście zależy nam na życiu bohaterów. Jest to pierwszy film w reżyserii Pao-Shu, która sama będąc kobietą przedstawiła realistyczn(iejsz)e portrety żeńskich postaci. Również przejście tematyczne z ratowania narodu, ścigania kuriozalnie potężnych złych mistrzów na próbę doprowadzenia pospolitego przestępcy przed oblicze prawa, mimo umieszczenia kilku klasycznych dla wuxia postaci, wynikło produkcją sprawiającą wrażenie świeżej i nawet zawsze irytujące mnie sekwencje fast-motion nie przeszkadzają w jej odbiorze (zresztą mamy tutaj wiele mniej sztuczne fast-motion niż to znane choćby z Lady Professional czy starszych filmów Wei Lo). Film dla każdego fana gatunku.

Swordsman at Large
Xiao shi yi lang
reżyseria: Hsu Tseng-Hung
scenariusz: Ku Long
studio: Shaw Brothers
premiera: 22.10.1971

Obsada: Wai Wang, Tina Chin Fei, Margaret Hsing Hui, Tsou Shen, Ko Hsiao-Pao, Liu Ping, Ji Yu-Min i inni.

Xiao Włóczęga to praworządny wojownik, który zostaje wplątany w intrygę Wesołego Króla – potężnego mistrza, który korzysta z impostorów Xiao aby siać terror i czynić niegodziwe uczynki. Jego celem jest zdobycie Jeleniego Noża – niezwykle potężnej broni, na którą chęć ma także znajoma Xiao, również potężna wojowniczka. Za samym Xiao i ostrzem zmierzają także praworządni wojownicy Lian i jego piękna kuzynka, którzy sądzą, że Xiao jest bandytą. Z powodu nieprzewidzianych zdarzeń kuzynka wojownika i Xiao zakochują się w sobie, jednak mistrzowie sztuk walki po obu stronach konfliktu nie mają zamiaru zostawić ich w spokoju.

Nie będę poświęcał omawianiu produkcji zbyt wiele czasu. Klasyczna dla SB fabuła nie jest tu bowiem zbyt interesująca, sceny akcji prezentują się zaskakująco sztucznie, są pozbawione energii, której brak jest także niezbyt charyzmatycznym aktorom. O ile aktorki jeszcze potrafią wykrzesać z siebie więcej zdolności, o tyle aktorzy wypadają nadto nijako. Ostatecznie Swordsman at Large jest filmem wuxia tylko dla największych fanów gatunku. Na uwagę jedynie zasługuje przewodni motyw muzyczny rodem z włoskiego westernu.


Vengeance of a Snow Girl
Bing tian xia nu
reżyseria: Wei Lo
scenariusz: Ni Kuang i Wei Lo
studio: Shaw Brothers
premiera: 29.10.1971

Obsada: Ching Li, Yueh Hua, Ku Feng, Tian Feng, Lisa Chiao Chiao, Paul Chang Chung, Huang Chung-Hsin, Lee Kwan, Nau Nau, Wei Lo, Sammo Hung-Kam Bo i inni.

Kolejny film Lo to trwająca niemal dwie godziny produkcja opowiadająca o tajemniczej dziewczynie (Li), której fakt że straciła władzę w nogach niezbyt przeszkadza w byciu potężnym wojownikiem. Porusza się na dwóch rzeźbionych, jadeitowych – jak się domyślamy – laskach, w których skrywa legendarny Miecz Jadeitowego Feniksa, jedną z najpotężniejszych broni w Świecie Sztuk Walki. Jej misją jest zabicie czterech mistrzów, którzy w przeszłości zamordowali jej rodziców. Jednym z tych mistrzów jest Gao, których ma dwóch praworządnych synów. Jeden z nich, Gao Tien-Ying (Hua), przypadkiem spotyka tytułową dziewczynę i, choć w pierwszej chwili nic na to nie wskazuje (tym bardziej, że ta początkowo jest przebrana za mężczyznę), zaczyna się w niej zakochiwać.

Dość prędko okazuje się także, że sam mistrz Gao jest praworządnym człowiekiem. Pragnie on spotkać się z Shen Ping Hong, jak dziewczyna się nazywa, aby wyjaśnić dawne zaszłości, jednak ta – żyjąca pragnieniem zemsty przez wiele lat – nie chce nawet słuchać starego mistrza. Problemem okazuje się także inny ze starych mistrzów (Feng), który wraz ze swoją okrutną córką (Chiao) pragnie zabić Shen i samemu wejść w posiadanie Miecza Jadeitowego Feniksa.

Lo dzieli film na dwie części; przez pierwszą godzinę obserwujemy zmagania Shen widziane na zmianę z jej perspektywy i perspektywy syna mistrza Tien-Yinga, czasem tylko zaglądając do knowań złych mistrzów, które pomagają utrzymać suspens. Po godzinie jednak, kiedy na dobre już zaczyna kiełkować romans między młodym Gao i Shen, film wkracza na terytorium przygodowego fantasy, kiedy to młodzi wojownicy udają się wpierw po chroniącą od gorąca zbroję, w celu wejścia do wulkanu, gdzie znajduje się mistyczna perła chroniąca właściciela przez zamarznięciem w magicznym śnieżnym polu, gdzie znajduje się staw o właściwościach, które pozwolą Shen odzyskać władzę w nogach. Źli mistrzowie oczywiście w tym czasie nie śpią i z pomocą innych wojowników ruszają w pościg.

Vengeance of a Snow Girl okazuje się być nie tylko interesującą produkcją, lecz także zaskakująco udaną. Lo świetnie tu stopniuje napięcie, pozwalając sobie na płynne przechodzenie między klasycznych shawowskim wuxia, a motywami shenghuai. Doskonale przy tym prezentuje się finał, kiedy to korzysta on z klisz gatunku i oczekiwań widza, aby ostatecznie zaskoczyć go rozwiązaniem ostatnich scen. Zanim dojdzie do finału również jest tu wiele innych interesujących pomysłów. Gdy spotykamy Shen po raz pierwszy jest ona bezlitosnym mordercą, co sprawia, że trudno traktować ją jako pozytywnego bohatera, co więcej jest niezwykle arogancka i choć Li ze swoją bardziej dziewczęcą urodą i uroczym, nawet jeśli ironicznym uśmiechem, nie wzbudza tak negatywnej reakcji, jak Nora Miao w Comet Strikes, to wciąż nie jest postacią, którą da się łatwo lubić. Zmienia się to na przestrzeni filmu, gdy z wolna – pod wpływem młodego Gao – staje się coraz bardziej praworządna. Punktem przełomowym jest ten, gdy walczy z przeciwnikami podczas podróży i po pokonaniu ich pozwala im odejść żywym. Obserwacje widza co do jej natury, potwierdza niebawem sam Gao, radośnie reagujący na okazywaną przez Sung litość. Jest to o tyle interesujący zabieg, że nadaje on wagi tym wszystkim bezimiennym ofiarom mistrzów sztuk walki, jakich krocie pada w filmach wuxia i stanowi pozytywny obraz szacunku dla ludzkiego życia, wobec którego czasem nawet najbardziej pozytywni bohaterowie (vide Comet Strikes czy The Anonymous Heroes) podchodzą nader nonszalancko.

Poza tym, dzięki faktowi zmiany w charakterze oraz bycia niepełnosprawną film pozwala lśnić Li jako aktorce. Na łamach Odysei Filmowej przewinęło się już sporo produkcji z jej udziałem, jednak w żadnej nie zatrzymywałem się na dłużej przy aktorce, która zwykle służyła jako obligatoryjna ładna twarz, ewentualnie romantyczną partnerkę protagonisty, czasem wymachiwała mieczem w mniej udanych wuxia. W Vengeance of a Snow Girl prezentuje się zaś jako w pełni utalentowana aktorka, charyzmatyczna, z łatwością przechodząca ze scen dramatycznych poprzez sceny akcji do romantycznych, wypadająca realistyczniej w scenach sztuk walki niż jej koleżanki z SB oraz posiadająca wyjątkową urodę. Oczywiście spora w jej silnej prezencji ekranowej zasługa samego Lo, który nie szczędzi zbliżeń na twarz Li wykrywając każde zmiany jej nastroju, zatrzymując na niej kamerę często dłużej niż zwykł to robić nawet w produkcjach z Cheng Pei-Pei.

Choreografie scen walk są tu pomysłowe, korzystające z mnóstwa trików związanych z nadnaturalnymi wyskokami postaci, na szczęście nigdy nie popadając w groteskę. Sekwencje walk z Li są na tyle ciekawe, że nie ma możliwości zbytniego poruszania się, więc oprócz wyskoków (używa lasek, żeby się „wystrzelić” w powietrze) stoi w miejscu stawiając opór agresorom dzięki mistrzowskiemu posługiwaniu się mieczem. Oczywiście wymaga to pewnych umowności (np. jej przeciwnicy zwykle zaczynają atak celując w jej głowę, czyli miejsce najłatwiejsze do zrobienia uniku), lecz ogólnie sekwencje sztuk walki prezentują się bardzo udanie.

Jedyne wady to niektóre z efektów specjalnych (zamarzający ludzie czy wnętrze wulkanu wyglądają dość kiczowato) oraz jeden z pomysłów fabularnych, którego tutaj nie zdradzę coby zbytnio nie psuć zabawy. A zabawy jest tu wiele, każdy miłośnik wuxia w starszym stylu winien więc sprawić sobie przysługę i po Vengeance of a Snow Girl sięgnąć.


The Big Boss
Wielki szef
Tang shang da xiong
reżyseria i scenariusz: Wei Lo
studio: Golden Harvest
premiera: 31.10.1971

Obsada: Bruce Lee, Maria Yi Yi, , James Tin Chuen (James Tien), Lee Kwan, Han Ying-Chieh, Lau Wing, Kam Shan, Nora Miao i inni.

Wei Lo w 1971 roku nie próżnował i po świetnym wuxia dla Shaw Brothers spróbował sił w kung fu dla Golden Harvest. Lo już wcześniej udowadniał, że potrafi tworzyć, nawet jeśli nieszczególnie udane, to popularne kino rozrywkowe, osiągające sukcesy w box officie, o czym świadczyły m.in. jego produkcje nawiązujące do przygód Jamesa Bonda, które reżyserował jeszcze kilka lat temu. Później jednak skupił się wyłącznie niemal na filmach wuxia, jednak wraz z sukcesami produkcji Changa Cheh osadzonymi w czasach porewolucyjnych (jak świetny Vengeance!) czy współczesnych (jak The Duel of Fists), wyraźnie dało się spostrzec zainteresowanie widowni kinem kung fu powracającym po kilkuletniej przerwie do łask. Golden Harvest bezpośrednio zainspirowane sukcesem osadzonego w Tajlandii filmu ze studia Shaw Brothers The Duel of Fists zdecydowało się przenieść akcję swojej nowej produkcji do tego samego kraju. Jednak w przeciwieństwie do konkurenta zamiast metropolii wybrało małomiasteczkowe tereny, dzięki czemu niemal cały film został nakręcony w lokacjach i miejscach istniejących poza studiem filmowym, co przełożyło się na większe wrażenie realizmu produkcji oraz towarzyszące jej większe wrażenie brudu niż w dotychczasowych propozycjach Shaw Brothers czy Golden Harvest.

Główną rolę w filmie miał zagrać James Tien, a reżyserem początkowo został Wu Chia Hsiang. Do filmu zaangażowano także Bruce'a Lee, który wrócił do Hongkongu niezadowolony z propozycji aktorskich, jakie otrzymywał w Los Angeles. Raymond Chow (założyciel i główny producent w Golden Harvest) czuł, że nowe propozycje Shaw Brothers mocno zagrażają jego studiu, stąd też jeszcze zanim Lee wyleciał z Ameryki, wysłał tam swoją producent Liu-Liang Hua (żonę Wei Lo), która miała sfinalizować umowę z Lee omówioną wcześniej telefonicznie z Chowem. Lee ostatecznie podpisał kontrakt na zagranie w dwóch filmach dla Golden Harvest, pierwszym miał być The Big Boss, na drugi jeszcze wtedy nie było pomysłu.

Chow chciał aby Lee od razu poleciał do Bangkoku, lecz Lee wcześniej odwiedził Hongkong, gdzie spotkał się z przedstawicielami Shaw Brothers w celu omówienia ewentualnych możliwości współpracy i stworzenia filmu, w który żadne z wielkich studiów nie byłoby zaangażowane. Powodem takiego zainteresowania osobą Lee przez Chowa i producentów z SB był fakt, że serial z jego udziałem The Green Hornet, gdzie grał sidekicka tytułowego bohatera, osiągnął w Hongkongu ogromny sukces; większość widzów oglądała go zaś właśnie ze względu na Lee, a nie amerykańskich aktorów, co ugruntowało jego pozycję w Hongkongu. Zresztą, nawet gdy już przybył do Tajlandii grać w The Big Boss, przedstawiciele Shaw Brothers i tajwańskich studiów wciąż kontaktowali się z Lee, oferując intratne propozycje, mające skłonić go do porzucenia Golden Harvest. Nawet oferowano mu pomóc prawników, którzy mieli walczyć ze studiem Chowa w sądzie, gdzie najpewniej sprawa wylądowałaby, jako że Lee miał już podpisany kontrakt z Golden Harvest. Lee oczywiście nie wyraził zgody i pozostał na planie The Big Boss. Ten zaś okazał się problematyczny: miejsce, w którym kręcono było biednym miasteczkiem, w którym roiło się od drobnych zbirów, komarów i karaluchów, a za to nie było dobrego jedzenia. Lee tracił na wadze z powodu niedożywienia, przekrzykując na planie różne odgłosy tracił też kilka razy głos. Wybór takiego miejsca (przy parku narodowym Khao Yai) miał jednak niewątpliwą zaletę: nie wymagał od Golden Harvest większych nakładów finansowych.

Chia Hsiang tymczasem wpadł w konflikt ze studiem, co do wizji filmu. Mówi się, że reżyser był zbytnim tradycjonalistą. Zastąpił go więc wiecznie zapracowany Lo, który wyreżyserował także poprzedni film dla studia Comet Strikes z Norą Miao, która w The Big Boss pojawia się w epizodycznej roli dziewczyny sprzedającej napoje w przydrożnym stoisku. Lo – autor scenariusza – jako reżyser dokonał kilku zmian, z czego największą było wysunięcie Lee na pierwszoplanowego aktora, a Tiena przesunął na pozycję drugoplanową. Tien bierze udział we wszystkich scenach akcji poprzez pierwsze ponad trzydzieści minut, po czym zastępuje go Lee, który do tej pory trzyma się na obrzeżach w scenach starć. Choreografie Tiena i Lee przy tym znacząco od siebie odstają, o ile Tien walczy w klasycznym stylu dla ówczesnych produkcji, o tyle Lee (który także wpłynął na kształt sekwencji akcji ze swoim udziałem), zwykle rozprawia się z przeciwnikami za pomocą pojedynczego, potężnego ciosu, prezentując się nadto odmiennie od innych ówczesnych gwiazd kung fu Davida Chianga, Lunga Ti czy Yu Wanga.

Na planie zdarzyło się też Lee i Lo nie zgodzić w niektórych kwestiach, Lee przede wszystkim był przeciwny wykorzystaniu tradycyjnych trampolin i materaców używanych aby symulować nadnaturalne wyskoki postaci, nie podobała mu się scena przebicia swojego przeciwnika przez ścianę o nieco komediowym charakterze oraz nie chciał aby jego postać zadawała się z prostytutkami; we wszystkich tych kwestiach Lo nie zmienił zdania i postawił na swoim. Ostatecznie film okazał się ogromnym sukcesem w Hongkongu, ale też i w innych terytoriach, gdzie był pokazywany (m.in. w Singapurze i Malezji), co pomogło w kolejnych miesiącach na organizację pokazów na całym świecie. W ten sposób The Big Boss niejako ostatecznie poświadczył, że kino kung fu wchodzi w fazę dominacji nad wuxia i nawet absolutnie genialny Dotyk zen Kinga Hu mający premierę niedługo po premierze The Big Boss nie mógł tego zmienić.

Warto też dodać, że film ten istnieje z trzema różnymi ścieżkami dźwiękowymi. Wspomnę tu o dwóch: wersja na rynek mandaryński ma tradycyjną ścieżkę dźwiękową niezbyt odmienną od innych ówczesnych filmów, natomiast wersja kantońska stworzona w 1982 roku (w dużej mierze wykorzystująca muzykę Josepha Koo stworzoną w 1974 roku do wersji na rynek japoński) to świetny soundtrack wykorzystujący m.in. fragmenty utworów Pink Floyd i King Crimson, kojarzący się momentami z włoskim kinem gatunkowym.

Fakt kultowości filmu oraz jego oszałamiających sukcesów komercyjnych w Azji nie oznacza jednak, że The Big Boss jest doskonałą produkcją. Choć niewątpliwie wyróżnia się wrażeniem większego realizmu dzięki filmowaniu niemal wszystkich scen poza studiem, o czym wspominałem już wcześniej, a także dzięki charyzmatycznej kreacji Lee, który – szczególnie w finale nakręconym w bliższych kadrach (z powodu kontuzji Lee) i w niższych kątach – prezentuje się dość monumentalnie. Poza tym jednak, The Big Boss oferuje widzom dość klasyczne sekwencje scen akcji (szczególnie te z Tienem), które często nie wytrzymują porównania z eksplozjami energii z filmów Cheh. Fabuła jest tu nadto prosta – opowiadająca o walce z tytułowym szefem, który wykorzystuje miejscową fabrykę lodu do przemytu narkotyków – a bohaterowie zaskakująco naiwni. Ponadto Lo często nie ma pomysłu na popchnięcie akcji do przodu i oferuje zbiegi okoliczności wynikające z nierealistycznej głupoty zarówno postaci pozytywnych, jak negatywnych. W pewnym momencie, gdy fabuła na moment utyka w martwym punkcie, postać grana przez Lee spotyka się z prostytutką, która nagle zdradza mu niemal całą tajemnicę złoczyńców. Lo nigdy nie wzbijał się na wyżyny w pisaniu scenariuszy, lecz jego prace pisane w współpracy z innymi twórcami potrafiły wyniknąć interesującymi fabułami, czego przykładem jest jego poprzedni film Vengeance of a Snow Girl.

The Big Boss jest zatem historycznie istotnym filmem dla rozwoju gatunku kung fu, lecz jest także filmem dalekim od świetności. Mimo nieco gorszych zdolności w kwestii znajomości sztuk walki Davida Chianga czy Lunga Ti, to na tym etapie wciąż produkcje z ich udziałem prezentują się oryginalniej i energiczniej niż propozycje z Golden Harvest. Mimo to nie da się ukryć, że widownia masowo odpowiedziała na kreację aktorską Bruce'a Lee, co pozwoliło Golden Harvest nie tylko dogonić dominującego do tej pory rywala, lecz także go wyprzedzić w wynikach box office'owych.

A Touch of Zen
Dotyk zen
Xia nu
reżyseria i scenariusz
King Hu

studio
Union Film
International Film Production

premiera
18.11.1971

Obsada
Hsu Feng, Shih Chun, Pai Ying, Tien Peng, Tsao Chien, Miao Tian, Chang Ping-Yu, Hsieh Han, Wan Shui, Roy Chiao Hung, Han Ying-Chieh, Wan Chung-Shan, Sammu Hung Kam-Bo i inni.

Magnum opus Kinga Hu, jeden z najwybitniejszych filmów zrealizowanych w Hongkongu, Chinach czy Tajwanie, uznawany za najlepszą produkcję wuxia, film którego wpływy są bardzo silnie odczuwane o czym świadczą m.in. Przyczajony tygrys, ukryty smok (Ang Lee, 2000), Hero (Yimou Zhang, 2002) czy Zabójczyni (Hou Hsiao-Hsien, 2016) – Dotyk zen to wyjątkowa pozycja na mapie wuxia, wyróżniająca się nie tylko artystycznymi walorami, lecz także niewidzianym wcześniej w gatunku bogactwem tematów i rozmachem.

King Hu – jak było już wspominane wcześniej – do Tajwanu przybył szukając możliwości tworzenia filmów z większą swobodą artystyczną. Kiedy Hu przybył do kraju, ten nie miał praktycznie żadnego przemysłu filmowego poza sponsorowanymi przez rząd propagandowymi filmami. Dopiero założenie Grand Films przez Li Han-Hsianga, przyjaciela Hu także umykającego przed Shaw Brothers, rozbudowało tamtejszy przemysł, choć zbyt wielkie ambicje Han-Hsianga sprawiły, że studio zbankrutowało 6 lat po jego założeniu. Hu wraz z innymi producentami pomógł tymczasem w założeniu Union Film, gdzie też powstał jego niezwykle wpływowy i odnoszący spektakularny sukces komercyjny film Karczma Smocze Wrota. Był to sukces na taką skalę, że producenci nie tylko zaczęli zajmować się tajwańskim kinem wuxia na poważnie, lecz dali zielone światło Hu na produkcję Dotyku zen (oryginalny tytuł to „Kobieta-szermierz”), tworząc mniejsze studio, specjalnie przeznaczone do produkcji nowego projektu.

Realizacja Dotyku zen zajęła około dwa lata, co było niespotykane w ówczesnym kinie hongkońskim i tajwańskim, i byłoby zupełnie niemożliwe w studyjnym systemie Shaw Brothers. Hu nalegał bowiem na budowę budynków, które miały pojawić się w filmie praktycznie od podstaw, szczególną uwagę przykładając do fortu, w którym ukrywa się tytułowa postać, i w którym dochodzi do walki z siłami wroga pod koniec drugiej godziny czasu filmu. Hu chciał aby budynki nie tylko zostały zbudowane, ale także by naturalnie się zestarzały, co miało nadać dodatkowego wrażenia realizmu, chciał także by roślinność na terenie fortu rozrosła się do pożądanych przez niego rozmiarów, dających wrażenie nie tylko realizmu, lecz również umożliwiających na więcej poetyckich kadrów, wiążących się z tematyką produkcji.

Ta zaś została przez Hu oparta na opowiadaniu, urodzonego w epoce dynastii Ming Pu Songlinga. Podstawą było opowiadanie The Magnanimous Girl jednak oryginalna nowela jest niezwykle krótka (w booklecie dołączonym do wydania Blu-ray z Eureki zajmuje raptem 3 strony), więc Hu znacząco ją rozbudował (film trwa niemal 3 godziny). Songling w swoich opowiadaniach korzystał obficie z nadnaturalnych wydarzeń (duchów, demonów), co było niemożliwe do pokazania w Tajwanie, gdzie elementy fantasy były zakazane. Nie przeszkadzało to zanadto Hu, który dodał do filmu dominujący motyw buddyjski (stąd międzynarodowy tytuł), stojący w kontrze do taoizmu. Duchy, zjawy i upiory w tradycji chińskiej zwyczajowo pochodzą właśnie z wierzeń taoistycznych, podczas gdy buddyzm zen w swojej tradycji takich istot nie posiada.

Hu mistrzowsko zaznacza ten dualizm filmując sceny, w których postaci wierzą w duchy lub wykorzystują wierzenia w duchy do własnych celów oraz gdy dokonują się okropne, brutalne wydarzenia nocą, a sceny – nazwijmy je ogólnie – „buddyjskie” za dnia. Taoizm symbolizowany jest m.in. Księżycem, stąd też praktycznie do zakończenia przełomowej bitwy w forcie Księżyc zajmuje ważną wizualną pozycję jakby trzymając nas w niewoli zabobonów i zagubienia. Później – choć i pojawiają się też sceny z mnichami buddyjskimi wcześniej – zaczyna dominować Słońce (jeden z buddyjskich symboli ). Główny mnich, który odgrywa istotną rolę szczególnie w ostatniej godzinie trwania filmu praktycznie zawsze pojawia się ze Słońcem za plecami, podkreślającym jego oświecenie, aż do finału, gdzie po walce ze „złem” wydaje się osiągnąć nirwanę. Symbolem zła jest tu finalny antagonista produkcji, co ciekawe, sytuowany w sferze politycznej/rządowej, a sama walka z nim przenosi widza na bardziej symboliczny niż realistyczny plan wydarzeń, gdzie wojownicy dokonują nadnaturalnych wyczynów, lecz nie – jak to ma miejsce w większości wuxia – w czysto eskapistycznym anturażu, a w kluczu uzupełniającym motyw dominacji buddyzmu zarówno nad sferą taoistycznych wierzeń, jak politycznych przekonań.

Dotyk zen jest również produkcją, która wyróżnia się także pod innymi względami. Fakt inspirowania się pekińską operą podczas scen sztuk walk są już na tyle charakterystyczną cechą filmów Hu, że już nie będę o tym przypominał. Jest tu jednak sporo innych charakterystycznych dla produkcji cech, niespotykanych w innych ówczesnych filmach wuxia. Po pierwsze, film rozpoczyna się dość długą sekwencją ujęć natury (m.in. pająk zjadający ćmę), po której następuje seria ujęć miejsc, gdzie będzie toczyć się akcja. Dopiero po nich poznajemy pierwszego z bohaterów: biednego uczonego kawalera, bez ambicji zwiększenia swojego statusu, pracującego jako kaligraf oraz malarz portretów, w wolnych chwilach wciąż pogłębiający swoją wiedzę, jak się później okaże także z zakresu strategii militarnej. Tutaj również Hu wyróżnia się na tle innych produkcji, podejmując trud przedstawienia codziennego, zwyczajnego życia bohatera, co służy zarówno jako przedstawienie małomiasteczkowej codzienności w epoce Ming, ulubionej epoce reżysera. Powoli w tę codzienność zakrada się jednak tajemniczość w formie niemal kryminalnego wątku dotyczącego tajemniczego przybysza, miejscowego lekarza, niewidomego jasnowidza oraz znajdującego się nieopodal domu bohatera fortu – jak głosi wieść – nawiedzonego. Uczony zauważa, że zachodzi wokół niego coś dziwnego i rozpoczyna śledztwo. To w trakcie już początkowej fazy tegoż śledztwa pojawia się wyraźne rozróżnienie na taoistyczno-buddyjski dysonans. W jednej ze scen, z powodu tajemniczych dźwięków, uczony decyduje się na wejście do fortu nocą: widoki pajęczyn, spadające fragmenty budowli, tajemnicza sylwetka przemykająca w oddali etc. wzbudzają w nim strach i mimo jego wcześniejszych deklaracji niewierzenia w duchy niedługo potem widzimy go czytającego nt. taoistycznych egzorcyzmów. Następnie przybywa on do fortu ponownie, tym razem z gotowymi urokami i „magicznymi” przedmiotami gotów na przepędzenie upiorów. Noc, sygnowana taoistycznym Księżycem przynosi wiarę w nadnaturalne i prymitywne; gdy jednak przybywa do fortu po raz drugi, czyni to za dnia i w słonecznym świetle zauważa on mechanizmy-pułapki stojące za „duchami”, co stanowi swoiste (buddyjskie) oświecenie.

Pierwsza scena akcji w filmie pojawia się dopiero po około godzinie czasu trwania i jest pokazana z perspektywy uczonego, więc spora jej części jest widoczna z daleka lub niewidoczna w ogóle, nie widzimy także jej zakończenia gdyż wycieńczony bohater, biegnący za wojownikami w końcu upada na ziemię i mdleje ze zmęczenia. Te nietypowe przedstawienia klasycznych dla wuxia motywów dodatkowo wyróżniają produkcję. Oczywiście, ostatecznie Hu przejdzie do pokazywania scen starć (zarówno charakterystycznych dla reżysera starć akcentujących znaczenie strategii, jak i widowiskowych pojedynków). Wśród nich wyróżnia się sekwencja w lesie bambusowym. Wyróżnia się ona z kilku powodów: (po pierwsze) jest to bodaj pierwsza tego typu sekwencja w filmach wuxia; choć wcześniej zdarzyły się walki w bambusowych lasach, to zawsze były to sztuczne lasy, stworzone w studiach filmowych. Hu zaś wybrał się do prawdziwego lasu, co (po drugie) nie tylko wzbogaca (i tak już wizualnie olśniewający) film, lecz również (po trzecie) poświadcza o zmyśle reżyserskim, jako że filmowanie w prawdziwym lesie bambusowym jest niezwykle trudne, ponieważ bambusy rosną na tyle gęsto, że poruszanie kamerą jest znacznie utrudnione, stąd też tak mała ilość podobnych scen w kinie wuxia. Do scen tych nawiązywali w swoich filmach już wspomniani wcześniej Ang Lee i Yimou Zhang.

Niestety, wszelkie artystyczne ambicje Hu trafiły na niezbyt podatny grunt. Studio zupełnie nie wiedziało jak przedstawić film widzom, największym kłopotem był zaś czas trwania filmu. Tym większe trzygodzinny film budził zastrzeżenia, że niedługo wcześniej trwający podobną ilość czasu film z Grand Films odniósł porażkę w box officie i sprowadził na studio finansowe kłopoty, które ostatecznie doprowadziły Grand Films do bankructwa. Union najpierw więc zaczęło rozpowszechniać film w dwóch częściach (pierwsza kończyła się walką w bambusowym lesie, a druga od niej rozpoczynała), lecz niewiele widzów przybyło do kin na obie części. Następnie wprowadzono Dotyk zen raz jeszcze, tym razem w mocno pociętej wersji skracającej produkcję o ponad godzinę. Ta wersja zupełnie się nie przyjęła, toteż ostatecznie Dotyk zen – w okresie, gdy wuxia ustępowała popularnością kung fu, przypieczętowanym fenomenalnym wynikiem finansowym Wielkiego szefa – odniósł kasową porażkę, która doprowadziła do bankructwa Union Films.

Sam film zyskał zaś drugie życie 4 lata później, gdy zebrał bardzo pozytywne recenzje międzynarodowej krytyki, dzięki pokazom na festiwalu filmowym w Cannes, gdzie wygrał nagrodę w kategorii technicznej, zostając pierwszym chińskojęzycznym filmem, nagrodzonym w Cannes. Powrócił on wtedy również do Hongkongu, gdzie pomógł na krótki czas podnieść się kinu wuxia, w ramach którego to gatunku wtedy nie powstawało już tak wiele produkcji, jak jeszcze kilka lat wcześniej. Mimo finansowej porażki i niewielkiej popularności w roku premiery Dotyk zen stał się ogromnym klasykiem kina światowego i istotnie wpłynął na gatunek. Jego wpływy co prawda nie są tak silnie i szybko wyczuwalne, jak miało to miejsce po sukcesie komercyjnym Karczmy Smocze Wrota, lecz powoli sączyły się w kino tajwańskie i hongkońskie, wywierając silny wpływ na filmowców nawet w czasach obecnych. Tym samym Dotyk zen to nie tylko piękny, intrygujący i pomysłowy film, lecz również bardzo ważny, co sprawia, że jest to pozycja obowiązkowa nie tylko dla każdego miłośnika kina wuxia, lecz dla każdego miłośnika kina per se.

The Oath of Death
a.k.a. The Arrows and the Heart
Wan jian chuan xin
reżyseria: Hsueh-Li Pao
scenariusz: Katy Chin Shu-Mei
studio: Shaw Brothers
premiera: 10.12.1971

Obsada: Lieh Lo, Feng Tien, Wang Wai, Ling Ling, Pei-Shan Chang, Oi-Wa Yeung, Bolo Yeung Sze i inni.


Film jest luźno inspirowany prawdziwymi wydarzeniami z okresu dynastii Sung, kiedy to dwór cesarski oraz – co za tym idzie państwo – było pod obcą kontrolą. Trzech wojowników Ma Wing Ting (Tien), Jin Liang (Lo) oraz Xiang Du Bu (Wai) postanawia walczyć o swój naród, w tym celu tworzą własną armię oraz budują fort. Aby przypieczętować swoją współpracę składają braterską przysięgę. Jakiś czas później Wing Ting (mistrz posługiwania się biczem) wpada na pomysł udzielenia pomocy okupantom w odbiciu porwanej księżniczki, dzięki czemu ma on uzyskać pozycję na dworze. Według planu ma on następnie nadać niższe pozycje swoim braciom, po czym razem mają zinfiltrować i pokonać armię wroga. W rzeczywistości jednak wojownik upatruje dla siebie korzyści materialnych. Dwóch „braci” po pewnym czasie przybywa do niego sądząc, że wszystko przebiega zgodnie z planem. Liang zaczyna podejrzewać, że coś jest nie tak, podczas gdy najmłodszy i naiwny Du Bu ślepo wierzy najstarszemu z braci. Co więcej, dał się złapać w sidła poznanej przypadkowo piękności Shum Yi Xia (Ling), która wykorzystuje go, równocześnie romansując z Wing Tingiem.

Fabuła The Oath of Death przez większość czasu jest prowadzona bardzo konsekwentnie i choć niezbyt odstaje od typowych scenariuszy Shawoskich filmów, to zawiera kilka interesujących elementów. Po pierwsze obecna w filmie femme fatale wprowadza do produkcji elementy rodem z kina eksploatacji, niejako zapowiadając trendy, które niebawem zaczną być szerzej wprowadzane do kina wuxia (m.in. przez Yuena Chora). Ling - w przeciwieństwie do większości koleżanek po fachu - nie obawia się pokazać się przed kamerą obnażona, w pełni stając się piękną uwodzicielką o ponętnych kształtach, dodatkowo zaprezentowaną często oświetloną w ciepłych kolorach, z czerwienią i różem na czele. Shaw Brothers od dłuższego czasu unikali tego typu scen w filmach wuxia, lecz nadganiając trendy na świecie, gdzie kino robiło się coraz brutalniejsze i odważne erotycznie, również Hongkońskie studio zaczęło coraz odważniej poczynać sobie w latach 70.

Na uwagę zasługuje też wprowadzenie do finału, kiedy to postać grana przez jak zwykle charyzmatycznego Lieh Lo okalecza się na różne sposoby (m.in. wkłada sobie rozżarzone drewno do ust), aby nierozpoznanym podejść niezauważenie do wroga. Fortel ten nie jest niestety przedstawiony zbyt logicznie, został tak pokazany, że praktycznie nie widać kiedy fakt, że jest okaleczony okazał się przydatny. The Oath of Death za to świetne podchodzi do ilości śmierci postaci, nie oszczędzając tu właściwie nikogo. Niewinna dziewczyna zakochana w protagoniście? Umiera. Jego przyjaciele? Umierają. Postaci, które zwykle kończą żywe w świecie filmów wuxia tutaj zwykle nie mają takiego szczęścia. Sceny ich śmierci zwykle także są dość efektowne, najbardziej wyróżnia się spośród nich scena śmierci wspomnianej femme fatale nieco przeciągnięta w czasie i przedstawiona z wręcz sadystycznym zacięciem wobec tej jakże okrutnej manipulantki.

The Oath of Death tym samym jest interesującym filmem wuxia, który każdemu fanowi gatunku niewątpliwie przypadnie do gustu, choć pozostaje w cieniu późniejszej adaptacji tej samej historii, którą dokonał Cheh Chang (a wiele lat później powróci do niej Peter Chan). Świetne kreacje Lo i Ling, efektowne zgony, intrygujące fortele sprawiają, że potknięcia realizacyjne, naiwności postaci nie powodują zbyt negatywnego wrażenia, choć oglądanie tego filmu po Dotyku zen, a nawet Wielkim szefie tylko uwypukla anachronizmy obecne w studiu Shaw Brothers, z którymi w obliczu konkurencji ze strony Golden Harvest teraz będzie musiało walczyć.


The Deadly Duo
a.k.a. Deadly Duo
Shuang xia
reżyseria: Cheh Chang
scenariusz: Kuang Ni
studio: Shaw Brothers
premiera: 22.12.1971

Obsada: Lung Ti, David Chiang, Feng Ku, Chung Wong, Sing Chan, Bolo Yeung Sze, Stanley Fung i inni.


Lung Ti i David Chiang ponownie razem na ekranie. Po kilku wspólnych występach w filmach kung fu, wracają do wuxia aby uratować pojmanego księcia. Bao Ting Tien (Ti) i jego bohaterscy lojaliści odnajdują (za cenę życia przyjaciół, którzy masowo umierają w retrospekcjach, zabijani m.in. przez Yeunga) twierdzę, w której książę jest przetrzymywany, lecz prowadzą do niej tylko dwie drogi: pierwsza jest silnie broniona, druga wymaga przejścia przez rozpadający się most. Okazuje się, że w Świecie Sztuk Walki jest pewien złodziej, który jest mistrzem „unoszącego” kung fu, co sprawia, że mógłby przekroczyć most. Jest on jednak niegodziwym człowiekiem, na którego oko ma jego młodszy brat Mały Nietoperz (Chiang) wysłany przez ich zmarłego mistrza.

Film jest podzielony na kilka cząstek. Pierwsza część to uwolnienie jednego z lojalistów i przygotowanie planu odbicia księcia, poprzetykane retrospekcjami z wydarzeń doprowadzających do wcześniejszego pojmania lojalistów. Następnie Tien wyrusza odnaleźć złodzieja, który wcześniej związał się z antagonistami, co wynika kolejnymi walkami i włączeniem się nieco sarkastycznego Małego Nietoperza do patriotycznej walki. Następnie pojawia się dłuższa sekwencja przekraczania mostu, utrzymana w ciszy i wzbogacona wizualnymi trikami w postaci cięć montażowych czy zbliżeń na rwący nurt rzeki pod mostem. Wcześniej most próbowali przekroczyć przyjaciele Tiena, którzy nie chcieli czekać i/lub korzystać z pomocy złodzieja; swoje próby czynili w niezamierzenie kuriozalnej sekwencji wchodzenia jeden po drugim na most i spadania w przepaść. Gdy już pozostałym przy życiu wojownikom uda się podejść pod twierdzę wroga, wtedy następują kolejne sceny akcji. Bohaterscy patrioci następnie decydują się skorzystać z fortelu prowadzącego do kolejnego starcia, które – po krótkiej przerwie – wynika ostatnią bitwą.

Film prezentuje dość nierówny poziom. Wiele scen wypada bardzo nierealistycznie, a fabuła nie jest zbyt zaskakująca. Mimo to jest tu sporo efektownych pomysłów (sekwencja na moście, choć daleka od ideału jest bardzo intrygująco zainscenizowana) oraz scen walk. Chiang stworzył tu także swoją kolejną magnetyczną kreację, a Ti ma tu sporo epickich scen, w których strzela cool pozę, przy okazji mordując przeciwników w slow motion, Ku jak zawsze wypada udanie w roli złoczyńcy, a Yeung dzięki swojej fizjonomii faktycznie wygląda na potężnego przeciwnika. Tym samym The Deadly Duo jest idealnym filmem dla fanów gatunku, jednak ponownie nie pokazuje nic nowego ponad dotychczasowe osiągnięcia Shaw Brothers i Changa. Ciekawostką jest natomiast fakt, że jest to bodaj najbardziej męski z filmów reżysera, bowiem nie zagrała w nim ani jedna aktorka.


The Long Chase
Xia shi hang
reżyseria: Meng-Hua Ho
scenariusz: Meng-Hua Ho i Kang-Chien Chiu
studio: Shaw Brothers
premiera: 31.12.1971

Obsada: Hua Yueh, Lieh Lo, Ching Li, Pang Pang, Hsieh Wang, Hung Chiu i inni.


Lieh Lo vs. Hua Yueh! A między nimi piękna Ching Li (która zdecydowanie kibicuje Yueh)! Film rozpoczyna od sceny zabójstwa imperialnego premiera przez zamaskowanego zabójcę (Yueh). Główny ochroniarz oficer Fan Yi (Lo) natychmiast rusza w pościg, lecz potężne zdolności sztuk walki zabójcy pozwalają mu uciec. Mimo to Yi zdobywa dowód jego tożsamości. Za zaniechanie swojego obowiązku zostaje jednak ukarany, po czym wysłany z misją pojmania zabójcy żywcem. Yi ma na to zaledwie 4 dni, niepowodzenie misji oznaczać będzie karę śmierci. Zabójca aby zmylić ścigającego go oficera goli brodę i ucieka do innego miasta. Po drodze natyka się na zasadzkę tamtejszych zbirów, którzy zabijają (za pomocą materiałów wybuchowych) nowoprzybyłych stróżów prawa. Zabójca przybiera tożsamość jednego z nich i przybywa do miasta jako oficer. Jak się okazuje jego zadaniem ma być pochwycenie potężnej grupy przestępczej, mającej w pobliżu kryjówkę. Na miejscu poznaje kuzynkę zmarłego oficera - Hsueh Niang Wang (Li), która od razu zakochuje się w zabójcy, gdyż – jak się okazuje – zabity przez niego premier był wyjątkowo niegodziwą osobą, która dokonała wielu złych uczynków dla całego narodu. Yi tymczasem również przybywa do miasta, lecz nie może aresztować "oficera" bez posiadania dowodów popełnienia przestępstwa. W ich zdobyciu skutecznie przeszkadza mu nie tylko sam zabójca, ale i Wang wraz z jej ojcem. Przestępcy natomiast wolą nie ryzykować i postanawiają zabić obu mężczyzn.

The Long Chase, choć wpisuje się w ramy typowego przedstawiciela wuxia z Shaw Brothers, dość ciekawie prezentuje główny wątek. Wzajemne podchody Lo i Yueh ogląda się z dużą dozą przyjemności, tym bardziej, że od czasu The Chinese Boxer Lo nie miał okazji stoczyć wyrównanego boju z inną gwiazdą, a tym bardziej już jako postać pozytywna. Lo – choć nigdy nie wzbił się na wyżyny popularności Chianga czy Ti – od końca lat 60. stawał się coraz częściej obsadzanym w głównych rolach aktorem, co zawsze wynikało z korzyścią dla filmu. Yueh był oczywiście także jedną z gwiazd filmów wuxia zShaw Brothers; on także znajdował  się na niższym niż Chiang i Ti poziomie, lecz zdaje się, że nieco wyższym niż Lo (choć zdecydowanie ustępującym popularnością Lo na zachodzie). Yueh zwykł wcielać się w przystojnych bohaterów, co wymuszało na nim dość jednowymiarową grę aktorską, ograniczoną do kreacji tragicznych patriotów bądź odważnych herosów. W The Long Chase ma trochę możliwości wykreowania bohatera o zdolnościach ironizowania, co stanowi spory plus, pomagający także zaognić konflikt między głównymi postaciami filmu. Li tymczasem pojawia się tu w swojej kolejnej roli obligatoryjnej piękności, wzdychającej za bohaterskim ukochanym, po to tylko by stać za moment damą w potrzasku. To właśnie tego typu kreacje sprawiły, że niezbyt zwróciłem na nią uwagę (podczas, gdy Szih Szu zwraca od razu na siebie uwagę, dzięki otrzymywaniu ciekawszych ról), lecz po świetnej kreacji w Vengeance of a Snow Girl postanowiłem przyjrzeć się jej karierze poza wuxia, więc wyjątkowo omawianie 1972 roku (które zacznie się już niebawem) zawierać będzie także kilka komedii (a być może także i, o zgrozo, komedii romantycznych) z Li w roli głównej.

The Long Chase tymczasem poza głównym wątkiem oferuje niezbyt interesujące zmagania z obligatoryjnymi łotrami, którzy poza tym, że ochoczo sięgają po materiały wybuchowe nie wyróżniają się niczym ponad całą masę podobnych im wuxiowych bad guyów. The Long Chase nie jest zatem idealnym zakończeniem roku, lecz zakończeniem zadowalającym i pozwalającym spędzić czas przy znajomym stylu wuxia, zanim rok 1972 zaatakuje kolejnym wzmocnieniem pozycji kung fu, nowym spojrzeniem na wuxia prosto od Yuena Chora i kopniakiem z półobrotu w wykonaniu samego Chucka Norrisa!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz